Rok 2011 powoli przechodzi do historii. Pomyślałem, więc, że warto podjąć próbę subiektywnej oceny ostatnich dwunastu miesięcy.

Styczeń

"Ofensywa zimowa" rządu Donalda Tuska nabrała rumieńców, owocując tak wielką ilością ustaw, że... nie potrafię wymienić żadnej z nich. Opozycja natomiast, jak zwykle odpowiedziała serią z bezsensownego bełkotu niewielkiego kalibru i zajęła z góry upatrzone pozycje. W "międzyczasie" w jednym z sondaży respondenci na pytanie czego życzą naszemu krajowi na nadchodzący rok najczęściej udzielali odpowiedzi "zakończenia wojny polsko-polskiej", czym pokazali, że dali się zwieść politycznemu sloganowi roku 2010. Tymczasem arcybiskup Józef Kowalczyk odkrył, że chrześcijanie w UE są dyskryminowani, czemu dał wyraz w noworocznym wystąpieniu. Módlmy się w takim razie o równouprawnienie i brońmy krzyża od Laponii po Peloponez. Chociaż... zaraz, zaraz... W takim razie jakim prawem premierem Hiszpanii został parę miesięcy później niejaki Mariano Rajoy, którego katolicyzm nie budzi najmniejszych wątpliwości?

Luty

Liderka PJN Joanna Kluzik-Rostkowska wyraziła zaskoczenie słowami Marty Kaczyńskiej. Otóż córka nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego skrytykowała PJN za podpisywanie się pod dorobkiem jej ojca. W tym czasie poparcie dla tej formacji bynajmniej nie zachwycało. Cóż, jaki dorobek, takie poparcie. Z innej części tej wypowiedzi na uwagę zasługuję cytat dotyczący powyborczych koalicji. Otóż p. Rostkowska oświadczyła co następuje - "Jest możliwa koalicja z PO, gdyby Tusk nabrał odwagi, której mu brakowało przez ostatnie trzy lata. (...) Wolałabym, żeby po wyborach premierem był ktoś, kto będzie miał odwagę podejmowania trudnych decyzji". Proszę zapamiętać tę wypowiedź. Powrócę do niej w czerwcu. Tymczasem trwała wojna o OFE. Minister Jolanta Fedak wyznała dla radia TOK FM, że "Ten system generuje zbyt duże rezerwy, których nie jesteśmy w stanie obsłużyć i które wpływają na nasz rozwój". Dotychczas sądziłem, że od przybytku głowa nie boli. Ale ja jestem tylko skromnym studentem historii.

Marzec

"Arabska Wiosna Ludów" w pełni. W Libii przepoczwarzyła się ona w realną wojnę domową, którą Kadafi nazwał "spiskiem kolonizacyjnym". Podczas gdy Zachód dyskutował o pomocy dla rebelii, wojska dyktatora zgniatały po kolei ośrodki powstania. Jak już wiemy ostatecznie do interwencji doszło, a w jej awangardzie poszły myśliwce Włoch, których premierem był wtedy jeszcze Silvo Berlusconi. Ten sam, który od libijskiego przywódcy kupował za pocałowaniem ręki (dosłownie) ropę i gaz. Hipokryzja Zachodu sięgnęła granic. Ale, cóż w końcu Machiavelli też był Włochem...

Kwiecień

Poszukiwanie "prawdy" rozgrzewało serca demonstrantów przed Pałacem Prezydenckim, z Prezesem na czele. Szczerze mówiąc podziwiałem wtedy upór tych ludzi. Stanie na dworze przy temperaturze tylko kilku stopni powyżej zera musi być niezbyt przyjemne. Mnie by się nie chciało. Wolałem w tym czasie zająć się rocznicą śmierci Jacka Kaczmarskiego i puściłem sobie świetną piosenkę pt. "Testament 95". Ze świata dochodzą tymczasem wstrząsające informacje o dziesiątkach ofiar w Syrii i Libii. Gazety marzą o demokracji na Bliskim Wschodzie. Niestety, za dużo książek przeczytałem, by w to wierzyć, nie da się demokracji ulepić z morza krwi. Zniecierpliwiony wyłączyłem telewizor za pomocą pilota, wspomniany Kaczmarski trafnie określił to urządzenie jako "podczerwień sumienia".

Maj

Kraj obchodzi rocznicę uchwalenia pierwszej w dziejach Europy konstytucji. Niezbyt hucznie, bo przecież nie da się przy tym płakać. Dużo ciekawsze rzeczy dzieją się później. Oto 21 maja, zgodnie z zapowiedzią pewnego amerykańskiego kaznodziei, nastąpił koniec świata. Dobrze, że byłem wtedy już trzy dni po ostatnim egzaminie maturalnym, zwłaszcza, iż koniec świata, jak zwykle, przeżyłem. Jeśli zdrowie i szczęście mi pozwoli, to zostanę rekordzistą w ilości "zaliczonych" końców świata. Następny już w 2012 roku!

Czerwiec

Na początek miesiąca rocznica wyborów 1989 roku. Dla mnie jedna z najważniejszych w naszej historii. Obchodziłem więc to nieoficjalne święto dumy narodowej w dobrym pojęciu tego słowa i w cieniu krzykaczy spod znaku Andrzeja Gwiazdy. No, bo jak to? Przecież to była zdrada! Jakbyśmy wywołali wojnę domową, to byłoby fajnie! A teraz co? Nawet kombatantów nie ma! I gdzie my będziemy kwiaty składać?

W połowie miesiąca siedziałem w Ergo Arenie na konwencji PO. Byłem tam, bo z czystym sumieniem i z powodów ideowych zapisałem się do ich młodzieżówki (choć bezkrytyczny wobec partii matki nie jestem, patrz styczeń). Pojechałem niedługo po tym, jak nasze lokalne struktury zorganizowały obchody 4 czerwca 1989 właśnie. Bez kwiatów, za to z kolorowym marszobiegiem. Jeszcze siedziało mi to w głowie, kiedy na mównicę z logiem PO weszła Joanna Kluzik-Rostkowska. Tak, drodzy Państwo, ta od cytatu przy lutym. Sondaże przedwyborcze mają jednak wielką moc. Nawet zdanie na temat premiera można zmienić pod ich wpływem. Zapamiętałem z jej przemówienia takie zdanie: "Z Wami jest mi po drodze!". Nie uwierzyłem. Pewnie nie tylko ja. Ale grunt to fakt, że Polska Jest Najważniejsza. Polska?


Lipiec

Grecja otrzymała piątą transzę pożyczki od UE, która ma uratować grecką gospodarkę. Ktoś może sugerować im, żeby w końcu wzięli się do roboty. W tym momencie muszę jednak stanowczo zaprotestować. Drodzy Czytelnicy, przecież oni wygrali z Persami! Nie możemy teraz tak po prostu kazać im pracować! Niech więc potomkowie Leonidasa piją spokojnie wino i czekają aż my spłacimy ten dług historycznej wdzięczności. Ciekawe tylko kto spłaci nasz. Podobno król królów, Dariusz III miał dużo złota w skarbcu. Może warto wyruszyć na poszukiwania?

Sierpień

Pierwszego dnia tego miesiąca o godzinie 17.00 Polska zamilkła, przystanęła na chwilę spośród tradycyjnych polskich dylematów o sens i koszta pewnych decyzji. Po chwili zadumy powróciliśmy jednak do szarej rzeczywistości. Wkrótce, w osnowie absurdalnych teorii, Andrzej Lepper popełnił samobójstwo.
A dziesiątego, jak co miesiąc, domorośli eksperci od spraw katastrof lotniczych stali przed pałacem w obronie "prawdy". Tym razem było im chociaż ciepło. Potem miała miejsce piękna defilada z okazji "Cudu nad Wisłą" (cudu, bo oczywiście wg narodowej legendy sami nie potrafimy zwyciężać), rocznica Porozumień Sierpniowych (zdradzieckich, bo przecież można było spalić komitety), a miesiąc zakończył się rocznicą Porozumień Sierpniowych (zdradzieckich, bo przecież można było spalić komitety). Słowem, pełna społeczna rutyna.

Wrzesień

Zabrakło minuty. Do tej pory, jak zauważyli statystycy, Polska i Niemcy stanowią jedyną w piłce nożnej parę sąsiadów, w której jeden nigdy nie wygrał z drugim. Teraz miało być inaczej, ale wyszło jak zwykle. "Z tymi Niemcami, to my nigdy nie wygramy", jak skomentował mój serdeczny kolega. Zobaczymy, może w finale Euro? Odkładając marzenia na bok, pocieszyła mnie jedna rzecz. Nikt nie powołał zespołu ekspertów partyjnych, którzy stwierdziliby autorytatywnie, iż przyczyną remisu, był na przykład fakt, że w 58. minucie piłka została w tajemniczy sposób obezwładniona 15 cm nad ziemią (parafrazuję zasłyszaną wypowiedź radiową któregoś z naszych satyryków). Może jednak nie jest z pewnymi politykami aż tak źle, jak myślałem?

Październik

Miesiąc wyborczy, w którym Polacy wybrali kontynuację. Kłopot w tym, że społeczeństwo zapomniało wybrać dla PO sensownej opozycji, przez co musi krytykować samą siebie. Wspominałem już o sobie, jako o człowieku związanym z tą partią, ale z braku laku od czasu do czasu muszę jednak też wskoczyć w buty krytyka. W Sejmie świeżo upieczony klub, czyli Ruch Poparcia Samego Siebie, złożył wniosek o usunięcie krzyża z sali plenarnej. Okazuje się jednak, że nie ma on szans na aprobatę większości parlamentarnej. Krzyż, zawieszony w nielegalny sposób w środku nocy gdzieś w mrokach lat 90., pozostanie zatem na swoim miejscu. Czy w styczniu ktoś mówił o dyskryminacji chrześcijan w UE? Może miał na myśli niekatolików. Toby akurat w naszym kraju do pewnego stopnia odpowiadało rzeczywistości.


Listopad

Na początku miesiąca Prezesa z hukiem opuścił najpopularniejszy polityk jego obozu, czyli Zbigniew "Szeryf" Ziobro. Tak, tak, najpopularniejszy i pewnie za to wyleciał, bo w końcu jak można mieć większe poparcie od Prezesa?! Na to nawet Alik nie może (nie mógł biedaczysko) sobie pozwolić. Powołany przez niego i jego ludzi klub Solidarna Polska na razie nie błysnął niczym, poza tym, że powstał i pokazał w telewizji nowo narodzone dziecko "Szeryfa". Czas pokaże, może jeszcze nas czymś nowym zaskoczą? Zwłaszcza, że Platforma Obywatelska pewnie jeszcze kilka konwencji zrobi. A sondaże bywają przekonujące... Ale może tym razem premier Tusk się opamięta i przestanie kolekcjonować flagi, może mu ktoś przypomni, że wiatr bywa zmienny. Ktoś z Państwa powie mi pewnie zaraz, że tylko krowa nie zmienia poglądów. No tak, tylko że ona nie śledzi sondaży.

A propos premiera Tuska. W tym miesiącu wygłosił on swoje expose. Świetne przemówienie, z zapowiedzią dramatycznie potrzebnych Polsce reform. Zobaczyć minę koalicjanta Waldemara Pawlaka w czasie, gdy Tusk mówił o KRUS - bezcenne. Ze świata dochodzą natomiast kolejne morowe wieści. Oto nieśmiertelny Silvio Berlusconi przestał być premierem. Stracił władzę, bo tajemnicze siły dyskryminujące chrześcijaństwo w UE przyłapały go w kompromitującej sytuacji, a potem jeszcze w niewiadomy sposób wyśrubowały włoski dług publiczny do 104% PKB. Może gdyby częściej całował dłonie Kadafiego historia potoczyłaby się inaczej? A tak? Cóż cząstka współczesnej historii Italii odchodzi w zapomnienie.

Grudzień


Nasz glob obiegła koszmarna wieść. Parafraza wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego nasuwa się sama:

Płaczą ludzie zwyczajni jak ziarno piasku.
A ci go kochali najgoręcej.
Krzyczy Wołga. Szlocha Sekwana.
Woła Dunaj. Jęczą rzeki chińskie.
Broczy Wisła jak otwarta rana.
Lamentują potoki gruzińskie.
Krzyczy Aragwa: Kim Dzong Il!
(...)

Na tę wiadomość ptaki zawracały znad Pacyfiku, wieloryby zapłakały żałośnie, a Rów Mariański zapadł się jeszcze bardziej. Oto przywódca niekończącej się rewolucji opuścił ten padół łez. Mnie ta informacja doszła przy domowej herbacie, w przerwie między świątecznymi reklamami. W tym samym wydaniu wiadomości pewien ekspert z „wolnego świata” skomentował, że największą tragedią tych ludzi jest fakt, że wierzą, iż świat, który im stworzono jest najlepszy. Tyle tylko, że ten nasz świat taki wolny wcale do końca nie jest. Tutaj miejsce ideologii wypełnia otoczony niemal boską czcią pieniądz. I nam też się wydaje, że to jest najlepsze. Różnica tkwi w tym, iż my sobie sami taką rzeczywistość stworzyliśmy. Kolejny rok dobiega końca, oby przyszły był lepszy.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!