Nasilają się spekulacje na temat ewentualnej zmiany władzy w Korei Północnej. Kim Dzong Il udał się do Chin, gdzie najprawdopodobniej poprosi komunistyczne władze o wsparcie sukcesji swojego syna.

Południowokoreańskie media poinformowały w środę, że Kim Dzong Il udał się z oficjalną wizytą do Chin, gdzie ma się spotkać z prezydentem Hu Jintao. W specjalnym pociągu pancernym, którym z uwagi na strach przed lataniem, w podroż do Pekinu wybrał się Kim Dzong Il, znajdować się miał również syn "Wielkiego Przywódcy" Kim Dzong Un.

Informacja na temat podróży północnokoreańskiego lidera do Chin została potwierdzona przez władze Korei Południowej. "Wykryliśmy pociąg Kim Dzong Ila zmierzający w kierunku Chin" - powiedział przedstawiciel administracji prezydenta Korei Południowej i dodał - "zakładamy, że Kim jest na pokładzie pociągu i staramy się dowiedzieć gdzie dokładnie zmierza oraz jaki jest cel jego wizyty".

Kim odda władzę?

W lipcu informowaliśmy na W24 o działaniach podjętych przez Kim Dzong Ila , mających na celu przygotowanie gruntu pod przekazanie władzy Kim Dzong Unowi oraz innym członkom rodziny.

Przywódca komunistycznej Korei wyznaczył swojego szwagra Jang Song Tika na wiceprzewodniczącego Narodowej Komisji Obrony, która jest najwyższym państwowym organem i której przewodniczy sam Kim Dzong Il. Już wtedy wskazano na możliwość przekazania władzy najmłodszemu synowi Kima - Dzong Unowi.

Wiadomość o podroży północnokoreańskiego lidera do zaprzyjaźnionej Chińskiej Republiki Ludowej, jaka nadeszła w tym tygodniu z Półwyspu Koreańskiego, wzmogła tylko spekulacje na temat dawno oczekiwanego oddania przez Kim Dzong Ila władzy nad Koreą Północną swojemu synowi.
Jeżeli faktycznie syn północnokoreańskiego wodza udał się z nim do Chin, to może to świadczyć o chęci przedstawienia go chińskim dygnitarzom partyjnym. Być może Kim Dzong Il poprosi komunistyczne władze ChRL o wsparcie sukcesji jego syna oraz uznanie jego władzy nad Korea Północną.

Przy okazji doniesień medialnych pojawiły się też kolejne domysły na temat rzekomej śmierci lub pogorszenia stanu zdrowia Kim Dzong Ila. Ostatnimi czasy, nie pojawia się on publicznie zbyt często. Po raz ostatni "Wielkiego Przywódcę" można było zobaczyć na lipcowej sesji Najwyższego Zgromadzenia Narodowego, podczas której odwołał m.in. premiera swojego kraju. Powodem częstej absencji północnokoreańskiego przywódcy jest najprawdopodobniej jego stan zdrowia, owiany w Korei Północnej wielką tajemnicą.

Właśnie stan zdrowia może być jedną z głównych przyczyn chęci oddania władzy przez Kim Dzong Ila swojemu trzeciemu synowi i podtrzymania jedynej komunistycznej dynastii świata, rządzącej swoim krajem nieprzerwanie od ponad pół wieku.

Ucieczka przed Carterem?

Doniesienia o wyjeździe Kim Dzong Ila pojawiły się zaraz po przybyciu do Phenianu Jimmyego Cartera. Były prezydent Stanów Zjednoczonych udał się tam z nadzieją na rozmowę z północnokoreańskim liderem na temat uwolnienia Aijalona Gomesa - amerykańskiego działacza na rzecz przestrzegania praw człowieka, który za nielegalne przekroczenie granicy został skazany w Korei Północnej na na osiem lat ciężkich robót.

Zamiast Kim Dzong Ila, byłego amerykańskiego prezydenta powitał szef negocjatorów reprezentujących Koreę Północną w sześciostronnych rozmowach na temat północnokoreańskiego programu atomowego. Misja Jimmyego Cartera okazała się sukcesem. Reżim w Phenianie zgodził się ułaskawić amerykańskiego aktywistę, który niedługo potem wrócił z prezydentem Carterem do Stanów Zjednoczonych.
Kilka tygodni temu do północnokoreańskiej stolicy, w tej samej sprawie przybył też specjalny wysłannik Białego Domu, któremu jednak nie udało się wynegocjować wolności dla przetrzymywanego w więzieniu Amerykanina. Nie wiadomo jakimi argumentami posłużył się Jimmy Carter, by zwrócić wolność Gomesowi. Amerykańskie władze oświadczyły wcześniej, że były prezydent jedzie do Korei Północnej jako osoba prywatna.

Co dalej z Koreą?

Sytuacja na Półwyspie Koreańskim od lat jest bardzo napięta. Spadkowi napięcia nie pomagają kolejne doniesienia z Phenianu, który nieustannie grozi swoim sąsiadom i światu konfliktem nuklearnym i
"świętą wojną". Załagodzeniu koreańskiego konfliktu nie pomogły też największe w historii manewry amerykańskich i południowokoreańskich sił zbrojnych, które odbyły się na Półwyspie Koreańskim oraz wodach Morza Żółtego, Japońskiego oraz Pacyfiku. Wzięło w nich udział ponad pół miliona żołnierzy i funkcjonariuszy publicznych obu sojuszniczych państw. Były to kolejne manewry zorganizowane przez USA i Koreę Południową, w odpowiedzi na zatopienie południowokoreańskiego okrętu wojennego "Cheonan" przez północnokoreańską łódź podwodną.

Władze w Phenianie już wcześniej urządziły własny pokaz sił, jednak był on pokazem wyłącznie symbolicznym, raczej wskazującym na małe zdolności "odstraszania". Północnokoreańskie wojsko wystrzeliło w stronę Morza Żółtego ponad 100 pocisków artyleryjskich.

Czy Korei grozi zagłada? Pytanie o przyszłość Półwyspu Koreańskiego oraz zamieszkujących go zwaśnionych narodów pozostaje nadal aktualne. Nie wiadomo jakie zmiany może przynieść za sobą oddanie władzy przez Kim Dzong Ila jego synowi. Kiedy w 1994 roku zmarł Kim Ir Sen, wydawało się, że reżim Kim Dzong Ila nie będzie trwał zbyt długo. Pewnie i teraz, wraz ze zmianą przywódcy najbardziej odizolowanego państwa na świecie, pojawi się nadzieja na zjednoczenie Korei.

Na podstawie: CNN, KCNA, WhiteHouse.gov, Wiadomości24.pl

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!