Jeden z serwisów z seks anonsami Jeden z serwisów z seks anonsami

Jeden z serwisów z seks anonsami. Fot. Screen

„Jestem atrakcyjną, seksowną dziewczyną o pięknej, ponętnej figurze i dużym temperamencie. Zapraszam kulturalnych i miłych Panów...". Tak zaczyna się jedno z tysięcy ogłoszeń...

„Jestem atrakcyjną, seksowną dziewczyną o pięknej, ponętnej figurze i dużym temperamencie. Zapraszam kulturalnych i miłych Panów do swojego prywatnego mieszkanka w Warszawie. Zapewniam niezapomniane chwile, pełne rozkoszy i namiętności.”

Tak brzmi jedno z tysięcy ogłoszeń, zamieszczanych każdego dnia w internecie. Zwykle dołączony jest numer telefonu i zdjęcie, ale twarz na nim widać rzadko. Bo to nie jest jawna prostytucja, ale sponsoring. Po cichu, dyskretnie, za zamkniętymi drzwiami ktoś sprzedaje, ktoś kupuje. Niektóre ogłoszenia zawierają dokładny opis oferowanych usług wraz z cennikiem. Zwykle jest to 150 zł za godzinę, 600 za noc. Kilkoma kliknięciami myszy można wybrać, jak z katalogu, zadzwonić, dogadać szczegóły. I to nadal nazywa się sponsoring. A kim są te kobiety?

Dorota


„Jestem miłą zadbaną szatynką. Zapraszam cię na dyskretne i kulturalne spotkanie w moim prywatnym mieszkaniu. Chciałbyś odpocząć i zrelaksować się w moich ramionach? Zadzwoń, to się umówimy, na pewno będziesz zadowolony. Wyjazdy całodobowo. (Nie odpowiadam na SMS-y)”

Dorota jest ze Śląska. Ma 36 lat, dom, męża, dwoje dzieci i psa. Kiedy dzwonię pierwszy raz, mówi, że musi to przemyśleć i prosi o telefon za dwie godziny. Nie jest pewna, czy chce mi o sobie opowiedzieć, ale sprawia wrażenie osoby ciepłej i otwartej. Kiedy dzwonię ponownie jest zdecydowana. W zasadzie zadałam jej tylko jedno pytanie – czy ma rodzinę. Później gawędzimy jak koleżanki, nie ma w niej fałszywego wstydu. Nazywa rzeczy po imieniu, mówi o sobie „prostytutka”. Opowiada, że zaczęło się od choroby syna. Nagle trzeba było znaleźć pieniądze na leczenie. Później wykończyć dom, kupić samochód... I tak od dwunastu lat. Przez półtora roku mąż myślał, że jest hostessą, później mu powiedziała. Była awantura, problemy i ostateczna konkluzja – żaden pieniądz nie śmierdzi.

Kilka lat pracowała w agencji towarzyskiej, a teraz ogłasza się w internecie. Opowiada trochę o dziewczynach, z którymi się zetknęła. Mówi o ich naiwności, szczególnie tych młodych, o tym jak bardzo ten zawód człowieka zmienia i jakie piętno odciska na psychice.

Czym Dorota się zajmuje wie jej matka, dwie koleżanki i od roku starszy syn. Aluzje znajomych zbywa śmiechem. Pytam o przyszłość. Mówi, że rok temu zdała maturę, zrobiła kilka kursów, będzie szukać pracy, bo w listopadzie kończy z prostytucją.

Marta



„Mam na imię Marta i jestem bardzo atrakcyjną, reprezentacyjną dziewczyną z Warszawy o pięknej twarzy, wspaniałej figurze i chyba najdłuższych nogach, jakie kiedykolwiek widziałeś. Moja uroda na pewno nie sprawi Ci zawodu, zresztą obejrzyj fotki i zdecyduj. Zapewniam wysoki poziom urody i namiętności. Jestem nie tylko ładna, ale i zaangażowana w to co robię, a potrafię naprawdę bardzo wiele. Spotkanie ze mną możliwe jest wyłącznie u Ciebie lub w hotelu.”

Na początku rozmowy jest nieufna, mówi to, co wszystkie... że bieda i bezrobocie. Później stopniowo zaczyna się otwierać. Pochodzi z małej wioski pod Białymstokiem, ma pięcioro rodzeństwa. Do Warszawy przyjechała trzy lata temu, na studia. W domu nigdy się nie przelewało, ale jakoś sobie radzili. Na jej utrzymanie w stolicy rodzicom już nie wystarczyło.

Warszawa jawiła się jej jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Życie szybko zweryfikowało ten pogląd. Kiedy drugi miesiąc z rzędu nie mogła znaleźć pracy, koleżanka podsunęła jej pomysł jak łatwo i szybko zarobić.
Niebawem minie trzy lata od czasu, kiedy Marta spotkała się w hotelu z pierwszym klientem.

Kiedyś miała chłopaka, nawet myślała o nim poważnie, ale związek nie przetrwał, bo Marta nie zawsze miała czas wieczorem. Czasem też nie potrafiła znaleźć wytłumaczenia dlaczego nie było jej w domu, jeśli wcześniej mówiła, że będzie się uczyć. Mówi, że zerwie z tym jak tylko skończy studia.

Pod Białymstokiem nikt nie wie skąd naprawdę Marta ma na drogie ciuchy i kosmetyki. Myślą, że pracuje jako recepcjonistka. Rodzice są dumni, że mają tak zaradną córkę, że o nich nie zapomina i czasem nawet pomoże.
A Marta się wstydzi i prosi, żeby zmienić imię kiedy będę o niej pisać.

Anna



„Młoda, piękna i dyskretna 19-letnia warszawianka zaprasza sponsora na niezobowiązujący seks w miłej atmosferze. Spotkania wyłącznie w hotelu.”

Rozmawiam z nią krótko, nie jest szczególnie zadowolona, że zadaję pytania. Mówi, że potrzebuje na ciuchy, kosmetyki, wypady do klubów. Studiuje (nie chce powiedzieć co), mieszka z rodzicami i z kieszonkowego nie mogłaby sobie pozwolić na markowe perfumy. Na pytanie o wyrzuty sumienia wybucha śmiechem. Mówi, że woli godzinny seks z miłym facetem, niż bieganie z tacą w knajpie za marne grosze. Chorób się nie boi – ma stałych klientów. Za seks bez prezerwatywy zwykle dostaje jakiś bonus, np. drogi ciuch. Nie myśli o zerwaniu z prostytucją, podoba się jej szybki i łatwy zarobek. Przeraża ją tylko jedno – że ktoś mógłby się dowiedzieć co robi. Bo, jak sama mówi, jest „panienką z dobrego domu”.

Gabriela



„Miło mi, że zainteresowałeś się moją ofertą, jak wyglądam widać na fotkach obok, które zrobiłam specjalnie dla Ciebie. Od siebie mogę tylko dodać, że jestem doświadczoną i namiętną kochanką, która potrafi sprawić, że za każdym razem kiedy będziesz ode mnie wychodził, już będziesz myślał o następnym spotkaniu. Jeśli szukasz doskonałej, i co najważniejsze, dyskretnej kochanki gotowej „przytulić” Cię dokładnie wtedy kiedy będziesz tego potrzebował - to właśnie ją znalazłeś :-) Czekam na Twój telefon.”

Dzwoniłam do jej koleżanki, Kariny, a trafiłam na nią. Mówi, że obie się tym zajmują, ale czuję w głosie dystans. Chyba nie jest zbyt otwarta. Elokwentna, przez telefon brzmi nieco oficjalnie, jednak sama zaczyna o sobie opowiadać, nie muszę nawet pytać. Ma dorastającego syna z problemami zdrowotnymi. Musi opłacić sanatorium, a mąż alkoholik nie pomaga. Jest z nim w separacji.

Ma 38 lat, 280 zł. zasiłku i dyplom magistra. W banku nikt nie pyta skąd ma na spłatę kredytu. Kiedyś pracowała w jednym z ministerstw, nie chce powiedzieć w którym. Była kimś. Znajomy namówił ją do zmiany pracy. Zmieniła i w krótkim czasie wylądowała na bruku. Dzisiaj wynajmuje z koleżanką mieszkanie, w którym przyjmują klientów i zarabia 150 zł za godzinę. Mówi, że robi to tylko wtedy, kiedy zaczyna jej brakować na chleb. Szuka normalnej pracy.

Pytam, czy nie czuje się samotna. Odpowiada, że nawet nie próbuje szukać kogoś na stałe. Nie lubi mężczyzn, bo poznaje ich od najgorszej strony. Czasem głos jej się załamuje, zwłaszcza, kiedy mówi jak trudno jest oddzielić ciało od duszy. Wstydzi się tego, co robi i ma nadzieję, że nikt się nie dowie czym się zajmuje.

Z badania prof. Zbigniewa Izdebskiego zrealizowanego we wrześniu 2003 roku przez TNS OBOP wynika, że dla ponad 60 procent prostytutek czynnikiem decydującym o podjęciu takiej pracy jest trudna sytuacja materialna. Jednocześnie 2/3 ankietowanych kobiet traktuje świadczenie usług seksualnych jako zajęcie tymczasowe.

Kiedy mówimy o zjawisku prostytucji musimy mieć świadomość, że obraz prostytucji dzisiaj jest zupełnie inny niż ten z lat 60. czy 70. To co różni, to fakt, że kiedyś większość kobiet świadczących usługi seksualne pochodziła ze środowisk patologicznych. Obecnie wiele prostytutek wywodzi się z tzw. „dobrych rodzin”. Natomiast to, co łączy prostytucję kiedyś i dziś, to pobudki finansowe. Większość kobiet wybiera tę formę zarobkowania ze względu na duże trudności ekonomiczne. Wcale nie małą grupę kobiet stanowią również te, które chcą w ten sposób podwyższyć swój standard życia - komentuje prof. Zbigniew Izdebski, autor badania.

Przygotowując ten materiał zadzwoniłam do blisko pięćdziesięciu kobiet, wysłałam tyle samo e-maili z prośbą o rozmowę. Zwykle odpowiadały, że nie chcą o tym mówić, że zmusiła je bieda, brak perspektyw, bezrobocie lub nie odpowiadały w ogóle. Bały się, że dowie się ktoś ze znajomych.

Niektóre, zwykle te młodsze, pytały, czy przewidziałam jakąś rekompensatę za czas, który mogą mi poświęcić. Nie przyszło im do głowy, że nie chcę kupić ich słów, tak jak inni kupują ciała. Dla jednych jest to łatwy zarobek, dla innych konieczność.
Łączy je jedno – wstyd.

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!