Kogo wyklnie Michnik?

Po Kościele, niedobitkach nacjonalizmu i antyglobalistach to właśnie francuska ulica protestująca setkami tysięcy gardeł przeciw małżeństwom gejowskim, może zostać obwołana przez Adama Michnika głównym zagrożeniem współczesnej demokracji.

Duchowni, ONR-owcy i kontestatorzy egalitarnych reform w odczuciu fundatora Agory i towarzyszącej mu w zatroskaniu Magdaleny Środy są, co najmniej, nieprzystosowanym i wymagającym reedukacji marginesem.

Testowanie ludzkiej wolności i naginanie reguł demokratycznych do antropologicznych i ekonomicznych wizji demonicznej międzynarodówki stało się tak powszednie, że Adam Michnik nie zauważył setek tysięcy osób, które nie będąc głaskane przez władzę przeszły ulicami Paryża w obronie podstawowych praw człowieka. Nie jest w stanie pojąć sensu praw, o które walczy paryska ulica.

Obiektem miękkiej obsesji pana Adama jest katolicyzm, zbyt bierny, aby stanowić obiekt twardy, ale i zbyt niezależny, aby w ogóle nie zakłócać mesjanistycznych - w wydaniu laickim rzecz jasna - idei.

Esej, w którym Michnik pyta o Kościół, ("Dokąd idzie Franciszek?"), jest bardzo miły. Lewica laicka zauważa duchową instytucję i jej społeczny wymiar. Wcale to jednak nie znaczy, że guru polskiego laicyzmu zdjął z obecności religijnej nałożone w latach 90. embargo. Obecność wspólnoty wiernych to przykra konieczność, którą łatwiej znieść, jak się z nią pogodzić. Właściwe, więc pytanie zawarte w tytule artykułu Michnika o Kościele kryje niepokój o demontaż kontroli, władzy i ładu, których beneficjentem i współtwórcą są zasadniczo ci sami ludzie, posługujący się kolejnymi ideologiami.

Dziennikarz stawia tezę, że współczesna dystrybucja kultury, informacji, zysku jest czystą i spontaniczną grą, której nie wolno posądzać o wyższą organizację. Komu o tym mówi?

Gdyby jeszcze paręnaście lat temu przekonywano nas w GW do nieprzewidywalności kryzysów trapiących ludzkość, pewnie byśmy uwierzyli. Ale mamy XXI wiek i doświadczenie koncentracji zasobów oraz kulturowego zdzierstwa, które dusi nagminnie i namacalnie wolność sztuki i wypowiedzi.

Różnica między uciskiem dawnym a dzisiejszym polega na subtelności metod, konkretnie technik wpływu społecznego, które urosły z pomocą mediów do rozmiarów apokaliptycznej bestii zarządzającej kłamstwem i komunikacją między ludźmi. Nie trzeba dawniejszej cenzury. Wystarczy strach o miejsce w redakcji, żeby ludzie pisali, co chce władza.

Nie wiadomo, czy Michnik i Środa szczerze wierzą w to, że wolny rynek idei, materii gospodarczej lub informacji, która w ich gazecie jest nieprzyzwoicie hierarchizowana i manipulowana istnieje i ma się tak dobrze, jak chcą do tego przekonać masy. Bo nawet polaryzacja między prawicowcami i lewicowcami mieści się w sztucznych granicach regulowanych przez właścicielski dyktat i koniunkturę rynkową.



Redukowanie demokracji do laicyzmu państwowego, intelektualne torowanie ładu korporacyjnego, cenzurowanie to grzechy, które słusznie przypisuje się Gazecie Wyborczej (GW).



Adam Michnik nie jest lewicą. Brzydzi się redystrybucją dóbr i w globalnym korporacjonizmie dostrzega najlepszą gwarancję liberalnej ekonomii - lub na odwrót.



Naczelny Wyborczej nigdy nie był też konsekwentnym liberałem ani demokratą. Z idei jednego i drugiego czerpie wybiórczo i adresuje założenia demokracji liberalnej do tego, komu uważa, że się należą. Nie należą się zaś tym, którzy stają na drodze nowej władzy - definiowanej przez wspólnotę kapitału medialnego i spekulacyjnego.



Pomysłodawca debaty o rzekomych zagrożeniach ze strony nacjonalistów do paru faktów i zdarzeń z najnowszej historii powinien się ustosunkować. Po tak podłym obchodzeniu się z całymi narodami przez Goldmana Sachsa wypada przeprosić za system, który się współtworzy.



Michnik jednak ciągle kogoś oskarża. Zwłaszcza, gdy jednostki i siły społeczne - stające w poprzek pochodowi tej monstrualnej armii, której otwiera bramy broniących się ostatkiem sił miast - są głosem opozycji.



Seria neurotycznych (o podłożu lękowym) inicjatyw pana Adama toczy się kołem poprzez egocentryczne poczucie wybrania do sprawowania rządu nad ludzkością: Polaczkami, Niemcami, Francuzami. Redaktor to odpowiednik namiestnika w wielkim imperium, który poważnie i umiejętnie podchodzi do swoich zadań. Retuszuje demokracją organizację życia społecznego, którą znakomity myśliciel Rajmund Aaron nazwał totalitaryzmem.



Lęku Adama Michnika wcale nie należy wiązać z podniesieniem się z cmentarzy duchów wyklętych przez komunizm czy liberalizm żołnierzy: antykomunistów, antydemokratów i antyliberałów. Strach który ogarnia szczerze przekonanego do laickiego mesjanizmu idolatry pochodzi z niekłamanej troski o integralność dominium. Tylko tak można wytłumaczyć zapał w wyszukiwaniu wrogów systemowych.

Marcin Stanowiec

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3