Nie należę do tych, którzy zżymają się na powszechność plagiatów. Ale problem jest poważny. Dlaczego? Bo chodzi o coś więcej niż o przyszłość naszego kraju.

Ten artykuł jest odpowiedzią na raport "Polityki" (nr 21 z dn. 22.05.2010) opublikowany pod tytułem " Pokolenie kopiuj-wklej". Sam tytuł mnie irytuje, bo słowo "pokolenie" stało się niestety kalką językową. Dalsza część tekstu denerwuje już tylko merytorycznie i jest to zasługa raczej bohaterów raportu niż zespołu dziennikarzy, który go sporządził.

Internet to zło


Tak można by w skrócie podsumować długą listę smutnych obserwacji, jakimi Bianka Mikołajewska dzieli się z czytelnikami. Pisze m.in. "W Polsce także (jak w USA - przyp. JPZ) dorasta pokolenie, które od początku swej edukacji korzystało z komputerów i Internetu. Pokolenie kopiuj-wklej. Kopiuje i wkleja (...) Prawdopodobnie inaczej nie potrafi". Czy to znaczy, że winny jest internet? Za każdym razem, kiedy słyszę o rzekomym "zwyrodnieniu tej dzisiejszej młodzieży", to pytam tylko o jedną rzecz: a kim są, u licha, ich rodzice? Przecież skądś się biorą modele zachowań! Wychowanie niekoniecznie jest złe, może być po prostu słabe i to brak silnych, jednoznacznych wzorców skutkuje "cwaniactwem", nie zaś rozwój nowoczesnych technologii. Czy to nie jest oczywiste?

Pilnuj własnego nosa


Kiedy słyszę o "zwyrodnieniu młodzieży", konfrontuję to również z samym sobą i z moimi rówieśnikami (z liceum, z roku…). I co widzę? Szarość. Rzadko zdarza się radykalny podział na czarne i białe. Ja sam, chociaż nigdy nie plagiatowałem, nie mogę powiedzieć, żebym nigdy nie ściągał. Owszem, zdarzyło mi się to kilka razy. Jeśli z reguły unikałem oszustwa, to jednak bardziej dlatego, że nie chciałem przeżywać dodatkowego stresu podczas sprawdzianu. Czyste sumienie było na drugim planie. Nie reagowałem też na złe zachowanie kolegów i koleżanek. Uważałem, że to ich sprawa, jeśli nie widzą w ściągach i plagiatach nic złego. Znam również osobiście osobę, która pisze maturzystom prezentacje z polskiego. Jej też nie krytykowałem, ale bez względu na moją reakcję przynajmniej jedna rzecz pozostaje niezmienna: moralność nie jest tylko ozdobą człowieka przyzwoitego. Moralność jest przede wszystkim jego siłą. Tak samo, jak głowa nie jest od parady, tylko od myślenia (okazuje się, że nie u wszystkich). Nie jest to wszakże odkrywcze, myślę, że większość czytelników Wiadomości24.pl zgodzi się ze mną w tej kwestii. A co z tego wynika?

"Taki duży, taki mały..."


Przede wszystkim wynika z tego to, o czym już napisałem: chodzi o coś więcej niż o przyszłość naszego kraju, chodzi ogólniej o świat, w jakim "obudzimy się" za pół wieku. Tymczasem raport "Polityki" bezpłciowo uwzględnia tylko tę płaszczyznę: niekompetencję kolejnych pokoleń polskich obywateli. Brnąc przez kolejne akapity, dowiadujemy się, że plagiatują nie tylko gimnazjaliści, ale też licealiści! A nie tylko oni - maturzyści, bo nawet studenci! I to nie tylko plagiatują licencjaty, ale i magisterki, a nawet doktoraty! Już słychać to piekielne larum. Pamiętam, jak w gimnazjum polonistka próbowała nas nauczyć tzw. "soft-skills", a przy okazji przestrzegała: "w liceum nie będą was tak lekko traktować!". Wtedy śmialiśmy się, dowcipkując: "to samo mówili w podstawówce o gimnazjum, a w liceum powiedzą nam to o studiach. A na studiach - o pracy. A w pracy… o emeryturze? Ha, ha."

Brzmi zabawnie, ale coś w tym jest. Bianka Mikołajewska kończy swój tekst słowami: "Kopiuj-wklej jest jak zakaźna choroba. W oświacie zaczęła się parę lat temu na uczelniach, potem zaraziły się szkoły niższych szczebli. Strach pomyśleć, co będzie, gdy pokolenie kopiuj-wklej zdominuje rynek pracy. Od kogo wówczas będą ściągać?" Autorka jest tu nielogiczna, bo w końcu jaki jest kierunek postępowania "choroby": ze studiów na niższe szczeble, czy z niższych szczebli na rynek pracy? Myślę, że to drugie, ale jeszcze ważniejsze jest ostatnie pytanie postawione w raporcie. Sugeruje ono, że ci młodzi ludzie jednak się kiedyś opamiętają i wydorośleją, że kiedy nie będzie od kogo ściągać, to zmuszeni będą w końcu wziąć się do roboty. To jest naiwne założenie.

Znak czasów


Wiele wskazuje na to, że będzie gorzej. Oczywiście prawdą jest, że tzw. prawdziwe, dorosłe życie konfrontuje wiele głupstw młodości, ale masowe zjawiska wśród młodzieży mają masowy wpływ na przyszły kształt społeczeństwa. Czasem jest to wpływ paradoksalny, czasem przewidywalny, ale jest! Młodzi ludzie coraz gorzej uczą się myśleć. Coraz rzadziej chcą być w myśleniu samodzielni, coraz rzadziej widzą sens rzetelnej pracy umysłowej i raczej nie mają do niej motywacji. Czy poskutkuje to tylko niską wydajnością polskiego rynku pracy? Oby!

Żyjemy w czasach, kiedy w Europie już niewielu ludzi umiera za idee lub wiarę. I może dobrze, ale to nie znaczy, że już nie ma o co walczyć. Dziś sztuką jest zachować czysty umysł, tzn. nie miotany trendami, modą i dyktaturą mediów (czy to już pierwsza władza?). Być może jest to problem pokoleniowy, że rodzice przechodzący różne próby charakteru w czasach "Solidarności" nie rozumieją jak przygotować dzieci na wyzwania nowych czasów (nawet, jeśli są prawymi ludźmi). A te wyzwania są inne, opierają się głównie na znalezieniu własnej drogi w morzu relatywizmu. Stare cnoty nie dezaktualizują się, tylko znajdują zupełnie nowe sposoby manifestacji.

Mimo wszystko nie powinniśmy lamentować. Od dawien dawna jest tak, że tylko nieliczni potrafią sprostać tym "wyzwaniom nowych czasów". Tylko ci, którzy tego chcą i wiedzą lub przeczuwają, na jakim poziomie toczy się "gra" oraz jaka jest jej stawka.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!