Polacy uczą się demokracji tak naprawdę od kilkunastu lat. I choć w większości są raczej "prawicowi", niż "lewicowi" - ciągle nie mają na kogo głosować. Polska scena polityczna zawłaszczona jest przez uzurpatorów, a to źle wróży na przyszło

W Polsce ludzi o tzw. prawicowych poglądach politycznych jest znacznie więcej od tych, którzy przyznają się do lewicowości. Efektem tego jest fakt, że w dopiero, co zakończonym wyścigu o stolec prezydencki w naszym nadwiślańskim kraju walczyło przede wszystkim dwóch kandydatów, deklarujących właśnie prawicowość.

I chociaż w opinii wielu obserwatorów i komentatorów wydarzeń politycznych w Polsce Platforma Obywatelska to raczej liberalna partia biznesu, niż wartości, a już na pewno ideowości, zaś Prawo i Sprawiedliwość to partia narodowo-socjalistyczna (w sensie nacjonalistyczna i socjalistyczna) - to fakt jest faktem: obie partie w dużej części swoich deklaracji są konserwatywne. Czy w rzeczywistości, czy tylko na pokaz - o tym decyduje każdy z komentatorów polskiej rzeczywistości na własny rachunek.

Bo czyż partia prawicowa (w tym przypadku PO) może głosić hasła o dostępie obywateli na koszt katolickiego (w sensie utożsamiania się z religią) przecież państwa do zapłodnienia in vitro? A czyż partia prawicowa (w tym przypadku PiS) może upowszechniać tezę, że komunistyczny kacyk partyjny, którym był Edward Gierek, wart jest pochwały i uwagi? Oczywiście, że nie! To pomysły ewidentnie socjalistyczne, czyli ...lewicowe.

I z tego też powodu w tysiącach polskich domów, gdzie prawicowość kojarzona jest jednoznacznie z konserwatyzmem światopoglądowym, ale też z anty-lewicowością - w czasie ostatniej kampanii padło wiele określeń i komentarzy nieprzyjaznych tak PO, jak i PiS. Te dwa ugrupowania, kosztem zdecydowanej większości innych stronnictw politycznych przyznających się do konserwatywnej myśli politycznej, zawłaszczyły na koszt obywateli, a dla własnej korzyści, pojęcie prawicowości, konserwatyzmu a nawet patriotyzmu.

Dzisiaj, na pobojowisku kolejnej bitwy toczonej od lat wojny polsko-polskiej, gdzie dwóch ludzi wmawiało (chyba skutecznie) kilkudziesięciu milionom innych obywateli, że tylko oni mogą zbawić ten kraj - mówienie, że jest się prawicowcem lub konserwatystą stojącym w opozycji do Bronisława Komorowskiego (czytaj: Donalda Tuska), a już tym bardziej do Jarosława Kaczyńskiego ...jest głębokim nietaktem, a nawet zdradą narodową!

Dzisiaj nikt - w opinii wielu ludzi "z ulicy" - kto czołobitnie nie podąża na Wawel nie ma prawa nawet wypowiadać się na temat patriotyzmu i polskości. Nawet swojej własnej. Ugruntowane zostało przekonanie, że autentyczny pro państwowiec głosuje na PO. Powszechnie obowiązuje też alternatywna myśl, że prawdziwy patriota to ten, który tragedię smoleńską nazywa zbrodnią, zaś jej ofiary męczennikami.

Dla Dariusza Kwiatkowskiego z Lublina te sugestie są jednak „stekiem kłamstw i celowym dobijaniem - jak to nazywa - wolnej myśli politycznej w narodzie". "Bo pro państwowiec
wcale nie musi głosować na partię i kandydatów Donalda Tuska - a jak mówi pan Dariusz - męczennicy PiS, mają tyle wspólnego z męczeństwem, co kibole z kibicami.

W jego opinii pod Smoleńskiem wydarzyła się wielka tragedia. Ale jest ona, cokolwiek i ktokolwiek powie, efektem nieodpowiedzialności i głębokiego amatorstwa w działaniu osób przygotowujących wyprawę do Katynia osób z bezpośredniego otoczenia śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Brak profesjonalizmu w otoczeniu prezydenta - urzędników kancelarii, ale i panów generałów - oraz chęć "pokazania" się z prezydentem - w efekcie zaowocował utratą urzędującej elity państwa polskiego.

Bo nie wnikając, czy katastrofa smoleńska (na pewno nie "katyńska", co sugeruje stowarzyszenie założone przez członków rodzin ofiar wypadku w Smoleńsku, nie w Katyniu!) jest efektem spisku Rosjan, Arabów czy Żydów - to nie Rosjanie, Arabowie, Żydzi ani nawet nie cykliści wsadzili do jednego samolotu "kwiat" polskich elit, w większości zwolenników PiS. To organizatorzy pielgrzymki (chyba raczej wyborczego "szoł") L. Kaczyńskiego doprowadzili do tej tragedii, która zamiast nas połączyć, stała się zarzewiem kolejnych podziałów w narodzie a już na pewno na polskiej prawicy.

Skrzętnie wykorzystuje to równie prawicowa, jak PiS, Platforma. Skutek jest taki, że dzięki mądrości premiera Tuska a już najpewniej Jarosława Kaczyńskiego polska lewica podniosła się z kolan i wróciła do gry. Lewica swój sukces osiągnęła nie dzięki nowemu programowi politycznemu, społecznemu czy gospodarczemu. Te są od lat takie same! Lewica swój sukces w wyborach prezydenckich zawdzięcza w głównej mierze głupocie polskich, tak zwanych prawicowych polityków, a przede wszystkim Jarosławowi Kaczyńskiemu.

I właśnie ten fakt stanowi potwierdzenie, że w ostatnich wyborach do fotela prezydenta liczyli się głównie reprezentanci lewicy postkomunistycznej (SLD), liberałów (PO) i narodowych socjalistów (PiS). Prawdziwie prawicowi ideowo wyborcy nie mieli nic do powiedzenia, mimo że stanowią większość w kraju. Przynajmniej według własnych obliczeń. Dlaczego tak się stało?

Powód jest jeden: pieniądze! To kandydaci PO, PiS i SLD dysponowali ogromnymi pieniędzmi na kampanię wyborczą. Pieniędzmi wyciągniętymi z kieszeni podatników, czyli w ogromnej większości przeciwników "nie-świętej trójcy": Komorowskiego, Kaczyńskiego i Napieralskiego. Finansowane z budżetu państwa PO, PiS i SLD w najprostszy możliwy sposób wyeliminowało całą resztę mającą coś do powiedzenia. Partie pozaparlamentarne nie mając dostępu do pieniędzy z budżetu państwa, nie miały szansy na bogatą kampanię wyborczą.

Skutkiem tego było wrażenie, że nie warto głosować na małe, nieliczące się partie, niemal nieobecne na plakatach, bilbordach i ulotkach. Wzięcie dużych kredytów na poczet kampanii i druk milionów plakatów, ulotek i bilbordów też nie było możliwe. Liczyło się od samego początku wyłącznie dwóch kandydatów. Ani mądrzejszych, ani przystojniejszych, ani bardziej patriotycznych. Liczyła się dwójka kandydatów bardziej ...bogatych i bardziej cynicznych.

I oczywiście to oni stoczyli bój, a jeden z nich wygrał. Przynajmniej w walce o stołek prezydencki (póki, co) nie będzie kłótni. Bo o samolotowe czy te przy stole nakrytym unijną flagą kolejnej awantury wykluczyć się nie da.

Jak to wszystko się ma do prawicowości? Ano w sposób oczywisty: w powszechnej opinii ostatnie wybory były jedynie plebiscytem, wyborcy jak zwykle maszynką do głosowania, a prawica miała w sobie tyle prawicowości, co dojrzała truskawka soli we własnym soku. Po raz kolejny wyborcy-podatnicy zapłacili za kampanię swoich politycznych przeciwników. Po raz kolejny słyszą spiskowe teorie dziejów. Po raz kolejny gdzie (tych) dwóch się bije, tam przegrywa cały naród i państwo polskie. Po raz kolejny wciąga się do politycznych gierek Kościół i krzyż.

I dopóki w Polsce nie będzie wyborczych okręgów jednomandatowych, dokąd partie polityczne finansowane będą z budżetu państwa - dotąd w naszym kraju wybory wygrywać będą nie najlepsi, a najgłośniejsi i najbardziej bezczelni. Dokładnie tak, jak to miało miejsce tego gorącego lata...

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!