Mam luksus pisania bez zerkania na słuszną linię i bazę opcji politycznej. Mogę skarcić tych z prawa i pochwalić tych z lewa. Mogę ulżyć sobie, krytykując koalicję rządzącą.

Czy mamy świadomość, że Konstytucja RP stanowi SAMORZĄD TERYTORIALNY Art. 163. Samorząd terytorialny wykonuje zadania publiczne nie zastrzeżone przez Konstytucję lub ustawy dla organów innych władz publicznych.

Przeglądając wyniki wyborów, a materiał jest obfity, można wyciągnąć z zaistniałego faktu wnioski nie całkiem przychylne klasie politycznej i jej tuzom.

Ktoś może powiedzieć, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Pewnie tak. Tylko dlaczego tzw. szary obywatel nie może się pokusić o luksus posiadania punktu widzenia z jego miejsca siedzenia? Ani ono wygodne, ani w dostatek opływające. Praca, praca i potem płaca. Nie zawsze godne, nie zawsze spełniające już nawet nie aspiracje, ale nawet podstawowe życiowe potrzeby.

Mam luksus pisania bez zerkania na linię i bazę opcji politycznej. Mogę skarcić tych z prawa i pochwalić tych z lewa, mogę odwrotnie. Mogę ulżyć sobie krytykując koalicję rządzącą.

Wybory i ich wyniki skłoniły mnie do próby wystawienia cenzurki jednym i drugim. Zmobilizowały do odniesienia się do naszych społecznych zachowań.

Bo jeżeli wybory do Sejmu i Parlamentu Europejskiego są skonstruowane pod dominację partii politycznych -kiedy pokusimy się o zmianę tego skrzywienia - to już samorządowe dają możliwość powszechnej aktywności społecznej. Czy z niej korzystamy to tylko i wyłącznie nasze dzieło, nasza inwencja.

Generalnie w skali makro charakteryzuje nas obstrukcja i zniechęcenie, żeby nie rzec tuwisimizm. Nie zawsze się do niego przyznajemy, ale widać, słychać i czuć tę obywatelskość w rozmowach w cztery oczy i zamkniętym gronie. Częste - a to się nie zmieni, a ja nie mam wpływu, a mój głos nic nie zmieni jakże jest charakterystycznym znakiem naszej źle pojętej odpowiedzialności. Potem w glorii źle pojętego bohaterstwa mówimy: a wiedziałem, czułem, byłem pewien. Brak samokrytycyzmu nie pozwala jednak sięgnąć w głąb i uderzając się w piersi powiedzieć: No tak, poddałem się na początku, nic nie zrobiłem, aby to zmienić. Wygodnictwo? Czy... Ok. Nie dopowiem.

Grupy tzw. lansu czekają tylko na takie zachowania i społeczne reakcje. Potem słychać utyskiwania na frekwencję, na brak zaangażowania itp., skutki naszej dojrzałości. Polityczny majstersztyk.

Czy tak musi być? Z pewnością nie. Twierdzę, że jeszcze nie dorośliśmy do demokracji i korzystania z jej dobrodziejstw. Policzkujemy się w dyskusjach, nie zważając na wagę i siłę argumentu. Nie szanujemy innych poglądów. Bijemy na oślep swoją jedynie słuszną racją, licząc na tani poklask, na uzurpatorską żądzę rzucania przeciwnika na kolana. Nie trafiają do nas argumenty interlokutora, nie zważamy na prawdy przeciwnika dyskursu. Nie przyjmujemy oczywistej zależności o wypadkowej opinii i sądów. A tylko na to czekają polityczni moderatorzy, twórcy partyjnych kampanii, deklamatorzy.

Wprawdzie nieliczne przypadki w skali kraju o preferencjach nie partyjnych komitetów, mogą świadczyć o lokalnych zmianach, to moim zdaniem jest to tylko ułuda. Świadczą tylko o odrobieniu lekcji przez niektórych notabli i zastosowaniu socjotechnicznej sztuczki polegającej na utworzeniu komitetu społecznego z niby oderwaniem się od preferencji politycznych. Gdzieś tam w podtekście widoczne są polityczne aspiracje i próba tworzenia politycznego ugrupowania spełniającego ambicje twórców niby społecznego ruchu.

Czy tak zawsze będzie, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Głosując, nie jesteśmy przygotowani do tego aktu, głosujemy na listy, a nie na osoby. Stawiając krzyżyk, robimy to niechlujnie, jakby ktoś stał nad nami i nas popędzał. Nie znamy życiorysów, nie znamy aktywności kandydata.

Oczywiście, generalizuję. Ale czy nie jest to prawda? Znam z autopsji kandydatów, którzy zostali wpisani na listę komitetu tylko dlatego, że zabrakło innych chętnych. Otrzymali ponad dwieście głosów. Wiem, że nie ruszyli palcem, wiem, że komitet ich wystawiający ma program, z którym im nie po drodze. Zgodzili się, bo szef prosił.

Znam i takie osoby, które w ostatnim akordzie kampanii podpinały się pod sukcesy innych, nie mając w poprzedniej kadencji osiągnięć. Co teraz? Zostały wybrane ponownie, bo były na słusznej liście, słusznej partii.

W dniu 25 listopada premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak podsumowali wyniki wyborów samorządowych. W jaki sposób, hmm. Szef rządu pochwalił dotychczasową udaną współpracę koalicji PO-PSL na poziomie lokalnym i wyraził przekonanie, że w przyszłości będzie ona gwarancją pokoju politycznego i da perspektywę skutecznego wykorzystywania środków europejskich na rzecz samorządów. A na to Waldemar Pawlak: – Jesteśmy otwarci na środowiska, społeczności lokalne i komitety, które uzyskały znaczące wyniki w wyborach i chcemy wprowadzać do współpracy samorządowej wszystkich aktywnych samorządowców, abyśmy mogli budować lepszą perspektywę dla społeczności lokalnych.

A przecież widać gołym okiem rozbieżność interesów, widać mariaż dla politycznego istnienia.

Czy warto na niewygodnym foteliku społecznej hierarchii, aklamować polityczne aspiracje w oderwaniu od społecznych potrzeb? Każdy sam powinien sobie odpowiedzieć.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!