(© http://www.flickr.com/photos/apasciuto/cc 3.0)

Real ma 16 punktów straty do Barcelony, Cristiano Ronaldo 12 bramek do Messiego, pozycja portugalskiego trenera wydaje się słaba jak nigdy - na Santiago Bernabeu życzenia noworoczne były nazbyt oczywiste.

Zatrudnić Portugalczyka to jak powierzyć wojsku kierowanie polityką zagraniczną. Buntownicy - nie tolerowani, wrogowie - wszyscy, którzy nie są z nami, jedyna obowiązująca doktryna - jego własna.

Gdzieś za lat 20, gdy będzie żegnał się z zawodem trenera, dziennikarze sportowi z całego świata powinni zrzucić się na okolicznościową statuetkę - żadna inna figura współczesnego futbolu nie zapełniała łam gazet tak często, nikt inny nie prowokował takiej liczby komentarzy, nie wzbudzał tak skrajnych uczuć.

Konfrontacja, przystań Mourinho, z której - naturalnie obok nadzwyczajnych trenerskich umiejętności popartych solidnym wykształceniem - wypłynął na szczyt, teraz staje się jego obciążeniem.

Jako szkoleniowiec przykuwający ogromną uwagę do aspektów psychologicznych i motywacyjnych, pozyskał bezwzględne oddanie piłkarzy. Tak było aż do przeprowadzki do Madrytu, gdzie czar nagle przestał działać, z powodów wciąż trudnych do ustalenia. Przecież w ubiegłym sezonie Ronaldo i spółka zainspirowani jego osobowością pobili wszelkie możliwe rekordy La Liga (punkty, zwycięstwa, bramki).

Konflikt między Hiszpanami a obcokrajowcami, między klientami wszechmocnego agenta Jorge Mendesa a pozostałą częścią ekipy, celowe podkładanie się prezydentowi Florentino Perezowi, bo The Special One sam nie ma zwyczaju odchodzić - fala spekulacji robi się coraz wyższa. Tym bardziej, że posadzenie na ławce Ikera Casillasa, czytaj: próba wstrząśnięcia szatnią, prowadzi do nieuchronnych konkluzji, że siła argumentów ustąpiła miejsca argumentom siły.

W filmie "Brudny Harry" jest taka scena: inspektor Callahan zostaje wezwany, by powstrzymać mężczyznę zamierzającego skoczyć z dachu kamienicy. Gdy podchodzi do niego, zamiast subtelnie negocjować, mówi:
- OK, skacz, ale wcześniej podaj nam swoje dane. Z poprzedniego skoczka-samobójcy nic nie zostało. Jego szczątki były rozrzucone na kilkadziesiąt metrów, a dokumenty kompletnie zniszczone.
- Co? Nie zależy ci, żeby mnie zniechęcić?
- Nie, skądże, tylko nie ciągnij mnie za sobą. Jak masz ochotę się zabić, proszę bardzo, tylko w ostatniej chwili nie łap się mojej marynarki.

W ten sposób Clint Eastwood wstrząsnął niedoszłym nieboszczykiem, który swoją frustrację przelał na niego.

Jak zakończą turbulencje wywołane przez Mourinho? Wobec tylko arytmetycznych szans na obronę tytułu w La Liga, za kulminacyjny punkt sezonu należy uznać starcie w 1/8 Ligi Mistrzów z Manchesterem United (sensacyjne zwycięstwo Porto na Old Trafford 9 lat temu utorowało Portugalczykowi drogę do wielkiej piłki). Upraszczając, są dla niego swa wyjścia - albo jako pierwszy trener w historii wygra Ligę Mistrzów z trzema różnymi zespołami i już nikt nie odważy się zakwestionować jego metod, albo opuści Real jako fałszywy mesjasz.

Dwukrotny trener roku wg UEFA broni nie złoży - tego akurat można być pewnym. Si vis pacem, para bellum - chcesz pokoju, szykuj się do wojny.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!