"Limeryki i inne wariacje" to zbiór krótkich i śmiesznych wierszyków Michała Rusinka.

Na początku warto określić, czym właściwie jest limeryk. Według słownika języka polskiego to krótki, żartobliwy wiersz oparty na groteskowym dowcipie, mający charakter igraszki słownej, zwykle związany z jakimś nazwiskiem lub nazwą miejscowości. Aby nie było za prosto, musi on spełniać pewne wymagania. Otóż pierwszy wers ma przedstawiać głównego bohatera i miejsce akcji, najczęściej kończy się on nazwą miejscowości. W drugim wersie powinna się zawiązać akcja oraz pojawić zapowiedź dramatu, konfliktu czy kryzysu. Trzecim i czwarty wers są zazwyczaj krótsze, by wzmocnić efekt niespodzianki. Ostatni wers ma przynieść rozwiązanie, najlepiej nieoczekiwane, nonsensowne i oczywiście zabawne.

Wspominam o tym dlatego, że publikacja Michała Rusinka to zbiór zabawnych limeryków, esemesów, pozdrowień z pocztówek oraz kolęd zagranicznych przetłumaczonych na swoją modłę. Książka została podzielona na 5 części: Limeryki, Wariacje biograficzne, Pocztówki i esemesy, Kolędy zagraniczne oraz Piosenki.

Limeryki z założenia są obsceniczne, nieprzyzwoite, perwersyjne, wulgarne, świńskie. Rzadko kiedy zdarzają się grzeczne. Dlatego w książce Michała Rusinka najwięcej jest limeryków z tej pierwszej kategorii. Tematyka jego limeryków oscyluje między seksem a relacjami damsko-męskimi. Jedne utwory są pikantne, inne trochę bardziej stonowane. Ale łączy je jedno, zwierają dużą dawkę humoru i są odważne. Przykładem takiego odważnego limeryku może być ten:

Pewien gospodarz na Majorce,
gustował w żęciu oraz orce,
a zwłaszcza w młócce
z młódką w łódce,
z widokiem, hen, na ichnie Gorce.

Niezwykle ciekawe są także wariacje biograficzne, dotyczące drobnych faktów z życia wielkich kompozytorów. Wariacje owe są zbliżone do klasycznego angielskiego gatunku literackiego zwanego clerihew. Przykładem może być ta wariacja, która także do grzecznych nie należy:

Piotr Czajkowski
1840-1893

Wybitny twórca Piotr Czajkowski
zwalczać miał tańcem zwyczaj troski.
Po nieudanym dość małżeństwie,
zamiast zatopić się w szaleństwie,
pląsał co noc - solo lub w parze -
przy rurze w podejrzanym barze.
Raz, gdy wirował w dzikim pędzie,
wymyślił JEZIORO ŁABĘDZIE.


Jak widać z powyższych przykładów Michał Rusinek jako retoryk wchodzi w głąb języka i odkrywa go na nowo. Ma ciekawe skojarzenia i pomysły na historie o miejscowościach oraz słynnych kompozytorach.

Muszę przyznać, że bardzo lubię limeryki, nawet sama próbowałam raz swoich sił w tym temacie. Ale nie były one zbyt udane. Dlatego, gdy zobaczyłam, że wyszła ta książka, pomyślałam, że muszę się z nią zapoznać. I to był trafny wybór, gdyż umiliła mi podróż pociągiem do domu. Co i raz zerkałam tylko, czy nikt nie patrzy, gdyż nie sposób było się nie uśmiechać podczas czytania.

Nie sposób nie wspomnieć także o ilustracjach Joanny Rusinek, które wzbogacają tę książkę i są znakomitym uzupełnieniem wierszyków. Polecam tę publikację miłośnikom zabaw językowych, wierszyków oraz Michała Rusinka. To będzie niezapomniana lektura.

Michał Rusinek jest literaturoznawcą, tłumaczem i pisarzem. Był także sekretarzem Wisławy Szymborskiej. Jest autorem nazw żartobliwych gatunków literackich stworzonych przez Szymborską: lepiej, odwódka i moskalik. Na swoim koncie ma także m.in. "Między retoryką a retorycznością", "Prowincjonalne zagadki kryminalne", "Wierszyki domowe. Sześć i pół tuzinka wierszyków Rusinka".

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!