(© W24)

Londyńczycy, temat nadal aktualny. Przedstawiam historię Mariana Łukasika, wartą opowiedzenia oraz oczekującą nadal na happy end.

56-letni Marian Łukasik od kilku lat legalnie i uczciwie pracuje w Londynie. Był nawet pełnoprawnym członkiem tamtejszych związków zawodowych, które odmówiły udzielenia mu pomocy w sytuacji problemu w pracy, powstałego nie z jego winy. Marian podjął „obywatelską interwencję” spostrzegając nieprawidłowości w swym miejscu pracy, dotykające bardziej innych Polaków, niż jego samego. Skutki były takie, że odczuł je jako bezprawne represje z strony firmy w której pracował oraz agencji, która pośredniczyła w jego zatrudnieniu. Obecnie w dużej mierze wyczerpał już możliwości dochodzenia swoich słusznych roszczeń pracowniczych na drodze prawnej.

Jest to tym bardziej przykre, że jego interwencja miała charakter zarówno obywatelski jak i związkowy (nie chodziło tylko o jego sprawę ale o ogół pracowników agencyjnych, obcokrajowców, jak i Polaków).

Marian pracował od 7 marca 2007 r. do 29 maja 2008 r. na nocnej zmianie na stanowisku wymagającym pracy fizycznej; pracę tą podjął przez angielską agencję pośrednictwa pracy . Na nocnej zmianie w pracy dochodziło do dyskryminacji ze względu na rasę i wiek - głównie ze strony (chargehanda) supervisora o odmiennym kolorze skóry. Na tej zmianie pracowało dużo Polaków (którzy także mieli podobne problemy). Podobne problemy jak Marian miał jego kolega z nocnej zmiany - też Polak. Jako, że obaj byli członkami związku zawodowego zaproponował mu aby udali się obaj na skargę do tegoż związku zawodowego. Marian wielokrotnie odpowiadał mu na nalegania, że jak pójdzie do związku zawodowego to zostanie karnie usunięty z pracy na nockę - na kontynuacji której bardzo mu zależało. Kolega przekonał jednak Mariana, że ta decyzja wpłynie na zmianę w postępowaniu w/w chargehanda na lepsze. Marian wraz z kolegą z pracy oczekiwali tylko przeprosin i zmiany stosunku do nich na lepsze. W ostatnim tygodniu pracy na nockę (nocną zmianę) manager nightshift ostrzegł Mariana, że pójście do związków zawodowych
i poparcie kolegi z pracy może go kosztować utratę pracy na nocnej zmianie i tak też się stało,a nie nastąpiły zmiany na stanowisku chargehanda (supervisora).

Marian składał wielokrotne wizyty w związkach zawodowych z prośbą o interwencję w sprawie przywrócenia go do pracy na nocną zmianę; chciał również iść na spotkanie na które był poproszony ten kolega tj. osoba, na rzecz której Marian interweniował – lecz obecność osoby Mariana na takim spotkaniu pominięto. Pytał się więc w tej sprawie wielokrotnie dlaczego nie jest zaproszony i odpowiadano mu, że ten kolega będzie również i jego reprezentował. Wg. Mariana zrobiono to specjalnie bo decyzja już wcześniej zapadła o usunięciu go z nocki. Po przywróceniu tego kolegi do pracy na nocną zmianę a pozostawieniu Mariana na zmianie dziennej Marian załamał się - bo to nie on przecież zainicjował pójście do związków zawodowych a za to wg jego odczuć został ukarany wyrzuceniem z nocnej zmiany. Będąc kompletnie załamanym i widząc, że są problemy z pracą poprosił przedstawiciela Agencji o krótki urlop do Polski myśląc i mając nadzieję, że wyjazd do Polski pozwoli mu pozbyć się uczucia niesprawiedliwości jakiego doznał. Niestety w Polsce nie mógł oderwać się od myśli o krzywdzie jaka go spotkała. Po powrocie z Polski wrócił do agencji ale były już duże problemy z pracą dla niego – ludzie przychodzili po kilka dni i musieli udawać się do domu bo nie było pracy - to dotyczyło również Mariana.

Wielokrotne prośby kierowane do przedstawiciela agencji oraz Związku Zawodowego o interwencje w przywróceniu Mariana na nocną zmianę niestety nie odniosły skutku a decyzja już zapadła. Marian ma poczucie krzywdy – uważa, że tylko dlatego że był członkiem związków zawodowych utracił pracę, bo gdyby nie był członkiem to po prostu nie poszedłby do związków prosząc o interwencje i pracowałby dalej. Boli go, że wielokrotnie bezskutecznie zwracał się o pomoc do przedstawiciela związku. Do niego zwracał się również
adwokat i przedstawicielka z CAB. Przedstawiciel związków dostawał
także kopie pism interwencyjnych kierowanych przez Mariana. Związek Zawodowy otrzymywał wielokrotnie informacje o jego sytuacji a nic nie zrobił w tej sprawie, dlatego też Marian ocenia obecnie przystąpienie do Związków Zawodowych jako najgorsza pomyłkę jego życia. Dlatego każdemu odradza zapisywanie się do organizacji związkowej bo mogą go spotkać bardzo przykre konsekwencje takie jak jego spotkały. W branżowych związkach zawodowych w opinii Mariana panowało kolesiostwo. Pan Przewodniczący związków w swoim liście nawoływał do wstępowania do związków zawodowych bo związki zawodowe zapewniają ochronę prawną, bo jak napisał adwokaci są bardzo drodzy i ludzi nie stać na skorzystanie w razie potrzeby z ich usług prawnych. Niestety słowa Pana Przewodniczącego nie miały ani nie mają, jak się okazało w przypadku Mariana, nic wspólnego z prawdą, gdyż wielokrotnie zwracał się o pomoc i jej nie otrzymał. W statucie związkowym jest napisane, że pomagają pracownikom prześladowanym i dyskryminowanym w miejscu pracy – lecz niestety to mija się z prawdą. Marian był nawet osobiście w głównej siedzibie Związków w sierpniu 2007 lecz nie chciano w ogóle z nim rozmawiać - dopiero po jego energicznych naleganiach połączono go z pracownikiem Związku, Polakiem - lecz jego osobista interwencja nic nie dała.

Ówczesny przedstawiciel Związków miał pełną świadomość, co się dzieje, jednakże na skutek jego biernej postawy działo się coraz gorzej i w takich okolicznościach Marian uległ prośbom Arkadiusza i poszedł z nim poprzeć go do Związków - za co spotkały go szykany.Wyrzucono go z pracy na nocną zmianę, nie dając mu żadnych szans na odwołanie się - nie wyjaśniając przyczyn takiej decyzji. Jego zdaniem w państwie prawa jakim, jak sądził, jest UK nie może być tak, że wyłączność na prawdę mają tylko bogate firmy i bogaci ludzie.
Dyskryminacja intencjonalna bądź niezamierzona, dotyka przeważnie ludzi ubogich którzy nie znają języka, nie mają przebojowości i niejednokrotnie pracują poniżej ustawowego minimum, a niejednokrotnie na czarno. Pracodawcy wiedzą że można zastraszać ludzi bo nie mają innego wyjścia. Nie rozumieją angielskiego – a na prawnika takich ludzi nie stać, gdyż stawki zaczynają się w granicach 200 funtów a cała sprawa Mariana wraz z reprezentacją
miałaby kosztować w granicach 3500 funtów. W jego przypadku też tak było i pracodawca wiedząc ze się nie będzie odzywał bo jego angielski jest słaby - to pozbył się go jednym ruchem kiedy próbował zaprotestować i stał się niewygodny. Świadków natomiast że to są pracownicy firmy można zastraszyć albo przekupić co, w opinii Mariana się stało w jego wypadku. Dlatego też chciałby swoim wystąpieniem pokazać ludziom, że pracownika agencji, osoby starszej, nieumiejącej biegle mówić po angielsku, nie można prześladować bo ma ona takie samo prawo pracy, jak i inni.

W firmie Mariana częstokroć w/w supervisor nagminnie powtarzał, że
pracownicy agencji nie mają żadnych praw i w każdym momencie można ich
wyrzucić - co też w przypadku Mariana uczyniono. Marian nie jest prawnikiem dlatego też nie zna angielskich procedur prawnych. Uważa, że jest tylko byłym prześladowanym kierowcą i zamiataczem ulic. Jest przekonany o celowości podjętej sprawy chociaż po przeciwnej stronie barykady są bogate firmy które nie muszą oglądać się na koszty związane z prawnikiem - a jemu organizacja związkowa odmówiła pomocy mimo że wielokrotnie o to prosił. Marian jest
osobiście w tą sprawę emocjonalnie zaangażowany i każdy powrót do sprawy w jakikolwiek sposób wywołuje u niego fale wspomnieniową przeżytych krzywd i doznanych upokorzeń.

Obecnie czuje się pokrzywdzony gdyż jego intencją była pomoc i działanie w słusznej sprawie, a skończyło się tym, że utracił pracę. Według obowiązującego prawa wtedy pracownik agencji przepracowując nieprzerwanie 12 miesięcy nabywał prawa pracownika emploee. Marian pracował od 7 marca 2007 do 24 czerwca 2008 (na nocce do 31 maja 2008) i night manager nie miał prawa wydawać polecenia wyrzucenia go z nocnej zmiany bez ostrzeżenia (unfair dissmisial) a pracownik agencji nie miał prawa wykonać tego polecenia bez konsultacji związków zawodowych - a jeżeli poszedł do związków aby poprzeć ex kolegę to wtedy obowiązywało prawo automaticly unfair dissmisial czyli prawo, że po pierwszym przepracowanym dniu pracy - dziwnym trafem nikt tego nie zauważył: ani sąd ani związki zawodowe. Dziwnym trafem zmieniono mu też sędziego z białego, który był do Mariana bardzo dobrze ustosunkowany na Murzyna który był dla odmiany kontrastowo, w odczuciach Mariana, bardzo surowy.

Choć Marian nie jest rasistą to dobiło go to całkowicie bo kojarzyło mu się z kolorem skóry jego prześladowcy. Obecnie Marian odwołuje się do High Court lecz nie stać go na baristera i narobił mnóstwo błędów proceduralnych ale wcześniej nie był nigdy w sądzie i nie ma żadnego doświadczenia jako podsądny czy też dochodzący swoich praw. Jego język angielski pozostawia dużo do
życzenia bo Marian po prostu nie rozumie języka prawniczego i nie zrozumiał wszystkich zaleceń sądu dlatego narobił tyle błędów proceduralnych a na rozprawie korzystał z usług tłumacza.

Obecnie Marian uważa, że decyzja aby iść do związków zawodowych żeby
poprzeć byłego kolegę, była najgłupszą decyzją jego życia. Prosił wielokrotnie przedstawiciela związkowego o adwokata który mógłby reprezentować go przed Trybunałem Pracy. Odmówiono mu jednak tego. Był bardzo zbulwersowany taką postawą dlatego, że był członkiem związku z długim stażem. Można zadać pytanie po co są związki zawodowe – skoro ich działania ograniczają się tylko do pobierania składek członkowskich co miesiąc.

Przedstawiciel związków napisał Marianowi pismo z którego bardzo szybko się wycofał, twierdząc, że popełnił błąd - gdyż wcześniej porozumiał się z kolegami z zakładu pracy (siedziba związków zawodowych znajduje się na terenie zakładu pracy - dlatego jest od niego zależna). Po spotkaniu Arkadiusz został przywrócony ze wszystkimi honorami na stanowisko kierowcy śmieciarki na noc (czyli miał najwyższą możliwą stawkę). Natomiast Mariana przerzucono na dzienną zmianę i po około 20 dniach oświadczono mu, że nie ma dla niego więcej pracy, żeby udał się do urzędu pracy celem zarejestrowania jako bezrobotny. Na spotkaniu gdzie nie był obecny bo nie został zaproszony, byli obecni: Arkadiusz, przedstawiciele firmy i agencji pośrednictwa pracy.

Związek nic nie zrobił dla pracowników agencji - pracownicy agencji
pracowali po 5 lat na tym samym stanowisku wykonując te same obowiązki -
byli dobrzy jako pracownicy agencji ale jako pracownicy firmy nie nadawali
się do pracy bo agencja musiała na nich zarabiać. Marian stawia pytania
kierownictwu związków zawodowych, dlaczego on i inni podobni członkowie
agencji płacą składki członkowskie a nie mogą oczekiwać żadnej
pomocy jeśli nie maja znajomości w związkach. Marian jest z tego
pokolenia Polaków gdzie związki zawodowe w Polsce pomagały pracownikowi
dlatego też wierzył, że związek zawodowy
weźmie go w obronę gdy
będzie miał jakieś problemy w pracy.


Bardzo się zawiódł i pomylił, zapisując się do Związku zawodowego nie będąc Brytyjczykiem, nie mówiąc biegle po angielsku, bo można tylko stracić pracę i dobre imię przy jakiejkolwiek interwencji - tak jak go to spotkało, bo przedstawiciele Związków bardzo szybko porozumiewają się z przedstawicielem firmy i jak mówi przysłowie "kruk krukowi oka nie wykole". Marian konstatuje, iż do tej sprawy w ogóle nie powinno dojść ale niestety zadziałało tutaj kolesiostwo tzn. wszyscy po kolei starali się tuszować sprawę aby tylko jeden drugiemu nie mógł zrobić krzywdy.

Zdaniem Mariana gdyby związki miały swoją siedzibę poza firma - wtedy
nie byłoby takich układów, jakie zaszły w opisywanych okolicznościach. Były przedstawiciel Związków Zawodowych pracuje obecnie dla tej firmy
(dlaczego? czyżby dług wdzięczności? - stawia sobie pytania Marian). Nie do pojęcia by było aby Polak i do tego pracownik Agencji mógł się zgłosić o pomoc.

Pracownicy firmy i tak byli uprzywilejowani - mieli więcej praw a wymagało się od nich mniej; kiedy należeli do związków wtedy byli do nieruszenia np. kilku pracowników było wielokrotnie zawieszanych a zawsze wychodzili obronną ręką (Marian dysponuje wiedzą o szczegółach). Odbywały się wielokrotnie spotkania night managera z pracownikami firmy którzy mieli problemy dyscyplinarne oraz przedstawiciela związku zawodowego i nigdy podczas swojej kadencji nie widział aby w sprawie pracownika agencji pojawił się pracownik związku.

Przedstawiciel związków podczas rozprawy w Employment Tribunal przysięgał, jak wielu innych świadków firmy na Biblię, a zeznawali nieprawdę. Obecnie Marian jest w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej i ocenia, że jego kondycja psychiczna jest w bardzo kiepskim stanie – a to wszystko zawdzięcza tylko temu, że zawierzył ex koledze który go w to wciągnął, a sam wyciągnął z tego korzyści, podczas gdy Marian został ukarany. Marian tej sprawy nie chciał; zawierzył drugiemu człowiekowi. Obecnie uważa, że gdyby miał życie zacząć od nowa, to na pewno nie zgłosiłby się do sądu i nie zapisałby się do żadnego związku zawodowego. Marian szukał i nadal oczekuje pomocy w rozwiązaniu swego problemu u różnych specjalistów i instytucji - jednak z małym skutkiem dlatego, że problem tkwi dalej w nim. Do osób i instytucji, które próbował zainteresować swą sprawą i do których zwracał się o pomoc, należą m.in.:
Citizen Advice Buerau Hackney i Enfield, Free Representation Union, Komisja Human Right, MIND oddzial Hackney z psychologiem Viki Ross, Szpital Homerton Londyn, Ośrodek NHS Anita House

Marian zażywa obecnie środki i suplementy na poprawę nastroju, które pozwalają mu jakoś funkcjonować w tym życiu. Podtrzymuje opinię, iż firma w której pracował, wielokrotnie łamała obowiązujące brytyjskie prawo w różnych dziedzinach - miedzy innymi chodzi o pozwolenie na pracę i na pobyt gdyż ludzie pracują przez szereg lat niezgodnie z prawem, a usuwa się ich wtedy, kiedy przestają być wygodni. Firmę stać na bardzo drogich adwokatów to mogą
pozwolić sobie na łamanie prawa brytyjskiego. Drodzy adwokaci potrafią zawsze
znależć optymalne rozwiązanie dla firmy.

W związku z powyższym Marian wielokrotnie zwracał się o interwencje do przedstawiciela branżowych, brytyjskich związków zawodowych, ale bezskutecznie i obecnie oczekuje, że być może niniejsza upubliczniona tą drogą informacja dotrze do opinii publicznej i kompetentnych instytucji, co być może poprawi sytuację - zarówno jego, jak i innych Polaków pracujących zagranicą.




Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!