Od premiery w czerwcu 2010 roku krakowska inscenizacja „Barona cygańskiego” w reżyserii Laco Adamika z powodzeniem święci triumfy już kolejny sezon artystyczny w sali literalnie wypełnionej po brzegi.

Baron cygański Johanna Straussa - syna, dziesiąte, późne dzieło sześćdziesięcioletniego mistrza operetki, największe jego kompozytorskie osiągnięcie, obiega cały świat, olśniewa niezmiennie na wielu scenach. Po wiedeńskiej premierze w Theater an der Wien 24 X 1885 r. to najbardziej popularna operetka, arcydzieło gatunku, które trafiło do Krakowa, zwanego przecież „małym Wiedniem”, po raz trzeci. Poprzednie realizacje w latach 1965 (za dyrekcji Kazimierza Korda, w reżyserii Beaty Artemskiej) i 1982 (za dyrekcji Ewy Michnik, w reżyserii Krystyny Sznerr) zdążyły odejść już w niepamięć, dlatego nowe przedsięwzięcie spełnia oczekiwania publiczności. Po przeniesieniu najnowszego widowiska w reżyserii głównego reżysera sceny Opery Krakowskiej, Laco Adamika z plenerowej sceny pod zamkiem w Niepołomicach na nową scenę gmachu przy ulicy Lubicz wymagało dostosowania do jej wymagań, co nadało inscenizacji charakterystyczny dla przedstawień operetkowych charakter, niemniej wyrazisty i indywidualny. Wystawienie na scenie jednego z najświetniejszych dzieł zostało jednomyślnie pochlebnie ocenione przez pierwszych recenzentów.

Ograniczenia sceny nie pozwoliły na rozmach scenograficzny, malowniczość na ogromną skalę, jednak projekt Barbary Kędzierskiej zapewnił obrazowi wspaniałą oprawę, a choreografia Katarzyny Aleksander-Kmieć stworzyła efekt wielkiego widowiska, szczególnie w cygańskich tańcach i w baletowym układzie Odgłosy wiosny. Umowną scenografię zabarwia feeria barw, która odmienia się wraz z kolorystyką kostiumów wykonanych z niezwykłą pieczołowitością. Doskonale opracowane zostały efekty świetlne realizacji. Niebo przyjmuje odcienie szafirowe, liliowe, pąsowe, nadając scenom wiejskim tajemniczości cygańskich wróżb, smutku, melancholii nieszczęśliwych kochanków, natomiast jasny rozbłysk tła w wiedeńskiej przestrzeni, odpowiadający naturze błyskotliwego walca „Ach co za blask, jak lśni, jak skrzy”, zapowiada szczęśliwą odmianę losu. Oczy ćmią się od srebrzystych i złotych poblasków, a dodatkowo każdy dźwięk zda się dodatkowo rozpromieniać scenę. Treść arii wydobywa ciąg synestezyjnych wizji: wiatru grającego na organach, niebieskich lichtarzy świecących niczym morze gwiazd, rumieńcem płonącego lasu. Trudno o lepsze zestrojenie warstw artystycznego widowiska.

O uroku operetki z pewnością decyduje dobre libretto, napisane przez Ignaza Schnitzera w przekładzie polskim Krystyny Chudowolskiej, oparte w tym wypadku na wątkach opowiadania Maurycego Jokaya Saffi.. Przedstawiona historia zawikłań miłosnych Barinkaya i Saffi, Ottokara i Arseny rozgrywa się w połowie XVII wieku w południowych Węgrzech, w okresie wymarszu wojsk generała Homonaya do Hiszpanii. Zgodnie z przepowiednią Cyganki zanim się księżyc odmieni, znajdzie szczęśliwy swój kres włóczęga tytułowego bohatera. Przeistoczenie się w barona cygańskiego otworzy przed nim nieoczekiwany rozdział w życiu - w uznaniu bohaterstwa w bitwach uzyska tytuł barona, zwrot majętności i order, a nade wszystko spełnienie w odwzajemnionej miłości do księżniczki Saffi. Nieprawdopodobny rozwój wypadków dość prostej fabuły zapewnia wyśpiewanej w trzech aktach historii trwały urok. Przesłanie jest proste, zjednuje serca widzów od wieków – miłość więcej jest warta od bogactw i sławy. Zapewnia o tym nieśmiertelna, brawurowo wykonana aria Sandora, pozostająca zawsze w pamięci na długo po zakończeniu przedstawienia – „Wielka sława to żart”.

Atutem zasadniczym krakowskiej inscenizacji jest przede wszystkim muzyczne opracowanie. Orkiestra pod batutą Tomasza Tokarczyka z polotem i temperamentem nieodzownym w muzyce Straussa doskonale wywiązuje się ze swego zadania, tworząc razem z partiami śpiewanymi integralną wdzięczną całość. Ze swych ról głosowych i aktorskich wychodzą zwycięsko artyści, podając rozbudowane i trudne partie wokalne. Oddają znakomicie zauroczenie kompozytora folklorem cygańsko-węgierskim, tworząc piękne kreacje. Niepodzielnie widowiskiem włada Starussowski walc – koronny taniec dziewiętnastowiecznego stulecia, zapewniając specyficzny wiedeński charakter inscenizacji. Wiedeń wszak to w myśl arii „najbarwniejsze z miast”, skąd „najbliżej do nieba i piekła, i gwiazd”, gdzie „orkiestra gra najpiękniej na trzy pas, Dunaju błękit w swych tonach ma”. Zabarwienie folklorem węgierskim i cygańskim przywołuje urok ówczesnych fascynacji, po raz pierwszy wkraczających na scenę, które nie przebrzmiały, ale zachowują nadal niebywały wdzięk.

Liryzm i dramatyzm widowiska współtworzą naturalnie bohaterowie, wyrażający silne namiętności. Wykonawcy spokojnym ruchem i ze swobodą oddają emocje, chóralne partie je wzmacniają, współtworząc żywiołowość przełomowych i heroicznych wydarzeń. Obsada z dnia 22 stycznia 2013 roku wzbudziła podziw i uznanie. Adam Sobierajski wlał w postać Sandora Barinkaya szczerość, serdeczność i dobroduszność. Artystka grająca Saffi, Karin Wiktor-Kałucka subtelnie i wytwornie uwydatniła cechy zalotnej, powabnej Cyganki o książęcym rodowodzie. Katarzyna Oleś-Blacha z wdziękiem i poezją odgrywała dziewicze zakłopotanie Arseny ojcowskimi rozstrzygnięciami jej losem, energiczną przebiegłość wobec Sandora oraz sentymentalne rozmarzenie w scenach z ukochanym Ottokarem, którego dzielność i szlachetność wyraził znakomicie Vasyl Grokholskyi. Rola Czipry znalazła w Jolancie Gzelli utalentowaną interpretatorkę mądrej, doświadczonej przez życie starej Cyganki-wróżbiarki, dbającej o sprawiedliwość wyroków władzy. Zwraca szczególną uwagę Michał Kutnik w roli roztargnionego, interesownego Kalmana Żupana. Partnerstwo pozostałych odtwórców ról: Stanisława Kuflyuka jako Piotra Homonaya, Marty Abako jako Mirabelli, Franciszka Makucha jako Carnera, Adama Sadzika jako pisarza, Stanisława Knapika jako Janosa, Jana Migały jako Paliego i Marcina Hermana jako Ferki stanowiła o wiarygodności zarysowanych perypetii.

Dusza widza zatapia się w obrazach harmonijnie zespolonych z muzyką i śpiewem. Kiedy spektakl dobiega końca odczuwa się niedosyt, który częściowo tylko rekompensują rytmy finałowego Marsza Radetzky'ego, wybrzmiewającego do wtóru z rytmicznymi oklaskami widowni. Baron cygański ma zawsze nieuprzykrzony urok, na orkiestralnych falach płynie niepostrzeżenie, więc zdobywa z powodzeniem serca publiczności. Pozwala to mieć nadzieję, że mistrzowskie dzieło Straussa nieprędko zejdzie z afisza Opery Krakowskiej.


Baron cygański, operetka Johanna Straussa w trzech aktach, reż. Laco Adamik, Opera Krakowska, premiera 19 VI 2010 r., recenzja spektaklu z 22 I 2013 r.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!