Sztuka Eugène'a Ionesco była analizą narodzin faszyzmu i przestrogą dla kolejnych powojennych pokoleń. Choć powstała w 1959 roku, jest nadal aktualna.

Spektakl "Nosorożec" w reżyserii Artura Tyszkiewicza pokazuje, jak zmienia się sposób myślenia jednostki, która zatraca swój indywidualizm na rzecz zbiorowego szaleństwa.

Głównym bohaterem jest Bérenger (w tej roli Paweł Domagała) - pracownik korporacji, w której nie liczy się człowiek, tylko pieniądze. Ludzie pracują tu jak maszyny, czynności wykonują automatycznie, bez chwili refleksji. Nic więc dziwnego, że nie jest zadowolony ze swojej pracy i codziennej rutyny. Marzy o zmianie, chce wreszcie zacząć żyć normalnie. Pewnego dnia spostrzega, że ludzie zaczynają zmieniać się w nosorożce. Na początku są to pojedyncze przypadki, potem zamienia się to w plagę, epidemię. Jednak Bérenger postanawia pozostać sobą. Czy mu się to uda?

Skąd pomysł na taką sztukę? Jak przyznał Eugène Ionesco przed premierą w 1961 roku: wielokrotnie zadziwiało mnie to, co można by nazwać prądem opinii, nagłą zmianą, którą on wywołuje siłą zarażenia, mającą charakter istnej epidemii. Fala fanatyzmu powoduje zaraźliwe przemiany umysłowe. Ludzie zmieniają swoje poglądy, zmieniają siebie i gotowi są z całą świadomością zamordować tych, którzy tych poglądów nie podzielają. Za nimi idą inni i tak dalej. Wszystko to dzieje się w kategoriach nie intelektu, ale uczucia, ślepego witalizmu. I ludzie ci nie upodabniają się, lecz wprost stają się dzikimi zwierzętami, na przykład nosorożcami.

Wynika z tego, że spektakl pokazuje życie w państwach totalitarnych, zniewolenie przez idee. Owa przemiana w nosorożce symbolizuje masową zmianę opinii. Spektakl zmusza do refleksji na temat tego, jak ludzie dają się przekonać masie, dlaczego wyrzekają się swojej indywidualności.
Adaptacja Teatru Dramatycznego odchodzi od literackiego pierwowzoru. Pierwszy akt został zastąpiony przez obraz dotyczący sylogizmów. Natomiast akcja zostaje przeniesiona z prowincjonalnego miasteczka do wielkomiejskiego biurowego open space'u, pełnego ekranów komputerów, drukarek, biurek (w tym miejscu brawa należą się Justynie Elminowskiej, która wykorzystała potencjał sceny). Jednak przesłanie pozostaje niezmienne - mówi o dobrowolnym zrzeczeniu się własnego myślenia na rzecz zbiorowego oraz pogrzebaniu swojej indywidualności.

Dużym plusem spektaklu, oprócz pomysłowej scenografii, są efekty specjalne, które potęgują wrażenie rozpadania się starego porządku. Nagle biuro wybucha, co powoduje odpadnięcie części sufitu, wyrwanie kabli, miganie świateł. W tle słychać odgłosy karetek pogotowania i helikoptera. Wszystko to robi wrażenie.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to bardzo spodobali mi się Paweł Domagała jako Bérenger, buntownik, który chce sprzeciwić się nowej modzie; Anna Szymańczyk jako jego ukochana Daisy, która nie ma siły walczyć; Krzysztof Ogłoza jako przyjaciel Bérengera, który także się poddaje; Magdalena Smalara jako pani Beuf, która pierwsza pada ofiarą epidemii nosorożcy; Sławomir Grzymkowski jako Dudard, który początkowo próbuje podejść do całej tej sytuacji z dystansem. Jednak mówi co innego, a robi co innego.

Na zakończenie dodam, że nie przepadam za teatrem absurdu, którego reprezentantem jest m.in. Ionesco. Jednak ten spektakl przypadł mi do gustu, gdyż był Kafkowski. Bowiem sztuka ta przywodziła mi na myśl "Przemianę" Franza Kafki, w której główny bohater przemienił się w żuka. Zaś tu ludzie zmieniają się w nosorożce. Polecam ten spektakl szczególnie miłośnikom teatru absurdu.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!