Tragikomedia Pierre'a Corneille'a pokazuje konflikt miłości i honoru, którego nie można w żaden sposób pogodzić.

Spektakl "Cyd" w reżyserii Ivana Alexandre'a to dość wierna adaptacja tragikomedii Pierre'a Corneille'a. Autor zainspirował się legendą, której bohaterem był Rodrigo Díaz de Bivar, czyli Cyd, zwany też Cydem Campeador. Ten kastylijski rycerz, żyjący w latach 1030-1099, wsławił się bojami z Maurami i Katalończykami. I stał się wzorem rycerstwa, męstwa i wierności.

Głównym bohaterem sztuki jest Roderyk (Paweł Krucz), dzielny rycerz, który z rozkazu ojca musi bronić honoru swojego rodu i stanąć do pojedynku z ojcem swojej ukochanej. Musi dokonać tragicznego wyboru - stanąć do walki i w przypadku wygranej stracić Szimenę (Marta Kurzak) lub się wycofać i okryć się hańbą, a tym samym nie być wartym ukochanej. Obrona honoru zwycięża, co ma swoje dramatyczne konsekwencje...

Corneille, w przeciwieństwie do legendy, skupił się nie na czynach, a na uczuciach i przymiotach ducha, takich jak miłość i honor. Dzięki temu można śledzić wewnętrzne przemiany bohaterów, dzięki czemu stają się oni bardziej realni.

"Cyd" został wystawiony po raz pierwszy w naszym kraju w 1660 roku - w zamojskim teatrze dworskim. Genialnie przetłumaczył go wtedy Jan Morsztyn, gdyż zachował rytm i płynność oryginału. To jedno z największych osiągnięć polskiej sztuki translatorskiej. Nic więc dziwnego, że to właśnie ono zostało wykorzystane w adaptacji Teatru Polskiego. Restauracji i adaptacji tekstu, który znacznie różnił od języka współczesnego, dokonał Piotr Kamiński.

Jeśli chodzi o grę aktorską, to na największe brawa zasłużyli Marta Kurzak jako Szimena, bohaterka rozdarta między zemstą na zabójcy ojca a miłością do Rodryga oraz Paweł Krucz jako Roderyk, rycerz, który poświęcił miłość dla honoru.
Bardzo podobali mi się także Krzysztof Kumor jako Diego, ojciec Rodryga, który nie mając innego wyboru, musiał prosić syna o pomoc w walce o honor rodziny, Ewa Makomaska jako Elwira, wierna towarzyszka Szimeny, służąca jej radą oraz Antoni Ostrouch jako Król, człowiek sprawiedliwy, który próbował znaleźć najlepsze rozwiązanie dla trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się Szimena i Roderyk.

Nie sposób nie napisać także o Grażynie Barszczewskiej w roli Leonory, towarzyszki Infantki, która próbowała przemówić do rozsądku swojej pani oraz Afrodycie Weselak, jako Infantce, zakochanej bez wzajemności w Roderyku oraz Marcin Jędrzejewski jako Gomez, ojciec Szimeny, człowiek zazdrosny i skory do walki, przez co sprowadził na siebie nieszczęście.

Warto wspomnieć także o monumentalnej scenografii Antoine'a Fontaine'a - kolumny i schody na całej scenie, które symbolizowały m.in. komnatę w domu Szimeny, plac, na którym stoczono walkę, a także o kostiumach Doroty Kołodyńskiej - stroje z epoki Corneille'a (m.in. długie suknie, pludry, zbroje).

Choć dramat ten powstał prawie 400 lat temu, nadal zachwyca i porusza widzów. Można poczuć się jak w XVII-wiecznym teatrze, z oszczędnym, ale niezwykle precyzyjnym stylem gry. Polecam tę sztukę każdemu bez wyjątku.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!