3 czerwca, podczas piątego dnia XIII Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, odbyły się m.in. spotkania autorskie, wykłady oraz spotkanie jurorzy oraz czytelnicy kontra nominowani do Nagrody Wielkiego Kalibru.

Od rana trwała sesja naukowa "Szekspirowskie tropy w kryminale". Wśród poruszanych tematów znalazły się m.in. "Zbrodniczy plan, czyli Jago i Ryszard III jako paradygmat intryganta" oraz "Czy Szekspir był (pod wpływem)? Spekulacje na temat pewnego śledztwa". Przeprowadzono także kryminalne lekcje dla gimnazjalistów.

O godz. 14.30 odbyło się spotkanie z Martą Guzowską - "Chciwość, żądza, zbrodnia". Poprowadziła je Anna Luboń. Spotkanie dotyczyło najnowszej powieści Marty Guzowskiej - "Chciwość". To opowieść o wybitnej złodziejce, wybitnej specjalistce od biżuterii starożytnej. Simona kradnie zabytki i to w dość wyrafinowany sposób.

Autorka za sprawą tej powieści odkryła w sobie chciwość. Zrozumiała chęć posiadania bohaterki. Znalazła w sobie to pożądanie. Jak widać, powieść może być zaskakująca nie tylko dla czytelników lecz także dla ich autorów.

Czy Simona i Mario Ybl, bohater poprzedniej serii, mogliby być razem? Zdaniem autorki, nie. Gdyby Simona go spotkała, patrzyłaby na niego krzywo, stwierdziłaby, że to błazen i bufon. Podczas pracy na wykopaliskach, doceniłaby jego inteligencję i profesjonalizm, ale nie mogłoby ich nic połączyć.

Pisarka przyznała się, że ma takie "złodziejskie" hobby - maca rzeźby w muzeum. Prowadziła wykopaliska w Troi, to takie Eldorado dla archeologów. Jednak nic złotego nie znalazła. Jej największy sukces archeologiczny to ceramika trojańska (importy ceramiczne przywiezione do Troi). A najbardziej mrożąca krew w żyłach historia dotyczy wykopalisk w Izraelu, przy granicy z Libanem. Nagle zaczęto do nich strzelać i wskoczyli do wykopu. Pisarka nie wiedziała, co się dzieje.

Marta Guzowska wymyśliła 11 reguł dobrej złodziejki. W życiu też można je stosować, np. nie kłam - najlepsza jest mieszanka kłamstwa i prawdy; nie wychodź przed szereg - nie rzucaj się w oczy; zachowuj się, jakbyś cały czas był na podsłuchu. Inna zasada mówi żadnych taksówek, tego akurat nie stosuje.

Na jesieni ukaże się 4. tom o Mario Yblu - o wampirach. Temat zawdzięcza byłemu studentowi, który pisał o tym w swojej pracy magisterskiej.

O godz. 16 rozpoczął się wykład "Kryminały a polityka kulturalna", prowadzony przez profesor Małgorzatę Omilanowską, historyka sztuki, warszawianistkę i byłą Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Małgorzata Omilanowska kocha kryminały. Jej zdaniem literatura kryminalna jest pasem transmisyjnym. Oznacza to, że jest świetnym sposobem na przekazanie czytelnikom nowej wiedzy, której sami by nie zgłębili. Dobrym przykładem jest wplecenie do fabuły wątku historii przemysłu lotniczego w powieści Marcina Wrońskiego czy wątku historii medycyny, a konkretnie śmierci połogowej kobiet w XIX wieku w powieści Tess Gerritsen. Najgorzej, gdy ktoś próbuje udawać, że zrobił research. A tak naprawdę nie ma pojęcia, o czym pisze i wychodzą przekłamania.

Poruszony został także problem niskiego poziomu czytelnictwa w Polsce. Według statystyk czyta 40% Polaków, a tak naprawdę jest ich jedynie 20% (wynika to ze wstydu przed przyznaniem się do nieczytania). Bez zreformowania bibliotek szkolnych, nie ma szans na jego wzrost. W okresie dzieciństwa najłatwiej zakrzewić miłość do czytania, potem jest już za późno. Dla porównania, w Skandynawii jest lekcja czytania, dziecko przychodzi do szkoły, przynosi książkę, którą czyta przez 45 minut przy jakimkolwiek nauczycielu, który ma okienko. Czytanie jest dziedziczne, gdy dziecko urodzi się w domu, w którym są książki, to czyta z automatu. W przeciwnym razie może liczyć tylko na nauczycieli.

W ramach ciekawostki, po Zjednoczeniu Niemiec gwałtownie wzrósł poziom czytelnictwa w tym kraju. Okazało, że przeprowadzano wtedy ankiety i jedno z pytań brzmiało, czy czyta Pan/Pani więcej niż 5 stron dziennie. A Niemczy wtedy czytali… instrukcje obsługi sprzętów AGD, które masowo kupowali. Kiedy przestali je czytać, wszystko wróciło do normy.

O godz. 17 odbył się wykład profesor Moniki Całkiewicz - "Zbrodnia prawie doskonała. O tym, jak przestępcy próbują zmylić tropy i czy im się to udaje". Okazuje się, że prawdziwe zabójstwa nie mają nic wspólnego z tymi opisanymi w książkach. W rzeczywistości mordercy nie są tak inteligentni.

Czy istnieje zbrodnia doskonała? Nie, ale przestępcy wciąż próbują jej dokonać. Są przy tym optymistami i liczą na łut szczęścia. Jak wiadomo, dobrze przygotowane alibi potrafi skomplikować pracę policji, dlatego powinno się uzgodnić wszystkie możliwe szczegóły (a jest to nierealne). Sprawcy próbują manipulować czasem, czyli pewne wydarzenia zostają przesunięte w czasie, sugerują inny motyw niż im przyświecał, zacierają ślady (to trudne, bo śladem może być włos, złamany paznokieć, chusteczka, którą zabójca wytarł sobie pot z czoła), sugerują, że doszło do samobójstwa lub że był to nieszczęśliwy wypadek, robią wszystko, by policja odnalazła ofiarę po długim czasie, najlepiej NN (jeśli nie wiemy, kto nie żyje, nie wiemy, jaki jest motyw).

Jednak nawet najbardziej przemyślany plan może spalić na panewce. Jeden ze sprawców przygotował się do zbrodni w każdym, nawet najmniejszym szczególe. I pewnie nie zostałby złapany, gdyby nie pochwalił się ze swojego sprytu kolegom przy piwie. Pani profesor prawa przytoczyła także głośną sprawę Arkadiusza B., który został skazany w procesie poszlakowym.
O godz. 18 rozpoczęło się spotkanie z Peterem Robinsonem, laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru. Poprowadził je Piotr Kofta. Ten angielski pisarz jest twórcą postaci inspektora Banksa. I choć łączy go z tym bohaterem relacja podobna do małżeństwa z wieloletnim stażem, to nie ma na jego punkcie obsesji i nie mógłby nim być - podobnie Banks nie mógłby być pisarzem. Banks jest Everymanem, ale przecież każdy człowiek może być ciekawy. Ale mordercy pochodzą z klasy wyższej.

Peter Robinson mieszka w Kanadzie, ale pisze powieści dziejące się w Północnej Anglii. Raz spróbował napisać powieść dziejącą się w Toronto, ale nie została wydana. Zanim opublikował pierwszą powieść, napisał cztery inne. I przekonał się, że nie należy pisać o pracowniku opieki społecznej, który pracuje jako taksówkarz. Jak zaczął pisać? Pewnego dnia doszedł do wniosku, że chciałby podzielić się z innymi dręczącymi go koszmarami. Gdy pisze, improwizuje, nie ma planu powieści. Zazwyczaj nie wie, kto zabił, póki nie napisze 2/3 książki. Jego historie są unikatowe, bo usłyszał je od dziadka i ojca.

Większość miejsc, o których pisze, jest fikcyjna, dzięki czemu ma swobodę działania. Burzy to wszechobecną tendencję do pisania o konkretnych miejscach, którymi podążają czytelnicy śladem bohaterów. Nie napisałby także powieści, w której tytule jest słowo dziewczyna, mimo że to recepta na sukces. Niestety nie da się żyć z pisania - tym, którzy chcą zarobić, poleca zawód maklera.

A co autor sądzi o ekranizacjach jego powieści? Twórcy serialu na podstawie książek o inspektorze Banksie mają inną wizję tego cyklu. Najbardziej zdenerwowała go zmiana muzyki - z lat 60' na 80'. Od jakiegoś czasu cieszy się, że scenariusz nie nawiązuje już do jego książek.

O godz. 20.30 odbyło się spotkanie z Pierre'em Lemaitre'em, laureatem Honorowej Nagrody Wielkiego Kalibru. Poprowadził je Paweł Goźliński. Autor mimo gwałtownej ulewy i związanych z nią problemów na lotnisku, dotarł do Polski. I choć trochę się spóźnił, nie było po nim widać zmęczenia, wprost przeciwnie - był uśmiechnięty i tryskał energią.

Był przy tym niezwykle dowcipny. Z rozbrajającą szczerością wyznał, że kłamie w wywiadach. A co najbardziej zaskakujące, po otrzymaniu prestiżowej Nagrody Goncourtów myślał, że to pomyłka. Tylko dwóch pisarzy kryminałów ją otrzymało, tym drugim był Lemaitre. Śniło mu się nawet, że mu odbierają tę nagrodę.

Rozmowa toczyła się także na poważniejsze tematy - np. przemocy. Ponad 200 kobiet umiera z powodu przemocy małżeńskiej. W swoich powieściach stawia kobiety w skrajnych sytuacjach, w których przemocy nie brakuje. Była także mowa o sztuce manipulacji - na przykładzie "Sukni ślubnej". Powieść ta pokazuje, w jak sposób ofiara staje się katem, a kat ofiarą. Jego zdaniem szczęście to być dobrze oszukiwanym, w tym wymiarze próbuje to szczęście przekazać swoim czytelnikom.
Francuski pisarz opowiadał także, jaka jest różnica między dokładnością a prawdą (nie jest ważne z broni o jakim kalibrze strzela morderca, w końcu autor nie pisze dla rusznikarzy, tylko dla zwykłych czytelników) oraz powieścią kryminalną a powieścią noir (ta ostania zaczyna się od historii zbrodni). W swojej ostatniej książce, należącej do powieści noir, opisuje historię 12-letniego chłopca, który zabija 5-letnie dziecko. Nie jest istotne, dlaczego został mordercą, ani kto zabił. Już od pierwszej strony wiemy, że ta śmierć nastąpiła w wyniku przypadku. Jest to opowieść o tym, co zdarzyło się po tej zbrodni, jak będzie dalej żył. Dla niego przyszłość nie istnieje.

Jak każdy, ma swoich przeciwników. Jedni zarzucają mu to, że sposób potraktowania przemocy w powieściach jest zbyt pobłażliwy wobec niej, jest za dużo okrucieństwa. Inni twierdzą, że pisze źle, idiotycznie, bezsensowne książki. Obecnie pianie powieści kryminalnych jest trudne. Czytelnicy są wyrobieni, stali się ekspertami. Trudno ich czymś zaskoczyć.

O godz. 22 rozpoczęło się spotkanie "Jurorzy oraz czytelnicy kontra nominowani". Spotkanie poprowadził Irek Grin. Na scenie zasiedli Wojciech Chmielarz ("Wampir"), Mariusz Czubaj ("Piąty Beatles"), Katarzyna Kwiatkowska ("Zbrodnia w szkarłacie"), Remigiusz Mróz ("Kasacja", "Zaginięcie"), Jakub Szamałek ("Czytanie z kości"). Zabrakło Marty Zaborowskiej ("Gwiazdozbiór").

Autorów przepytywali przewodnicząca jury - Janina Paradowska oraz prof. Małgorzata Omilanowska, Marcin Baran, Witold Bereś i Marcin Sendecki. Nie było Zbigniewa Mikołejki, Grzegorz Sowuli i Marcina Maruty.

Spotkanie miało charakter bardzo luźny. Zaczęło się od spadania na podłogę książki "Wampir" Wojciecha Chmielarza. A potem było coraz zabawniej. Mariusz Czubaj obwołał się Beatą Kozidrak polskiego kryminału i został gwiazdą wieczoru. Jego cięty humor był nie do przebicia. A Sandomierz zyskał przydomek polskiej stolicy zbrodni.

Wojciech Chmielarz przyznał się, jak ubiegłoroczna nagroda zmieniła jego życie, dzięki niej jest sławny i bogaty. Mariusz Czubaj był niepocieszony, że był nominowany 7 razy, a tylko raz go nagrodzono. I to właśnie w tym roku, w którym nie mógł przyjechać na Galę. Ma jednak ambitny plan zdobycia Nagrody Nike. W międzyczasie pisze western.

Katarzyna Kwiatkowska przyznała, że od jakiegoś roku nie przeczytała żadnego kryminału, a tym bardziej polskiego. Obecnie pracuje nad powieścią kryminalną z wątkiem rozwoju polskiej bankowości kredytowej w Księstwie Wielkopolskim. Przy pisaniu tej powieści korzysta z pomocy rodziny, która czyta gotykiem potrzebne dokumenty. Zapytana przez Janinę Paradowską, potwierdziła, że skorzystała z prenumeraty "Polityki", którą odebrała kilka lat temu.

Remigiusz Mróz, wyznał, że swoje książki traktuje jak dzieci, przy czym są to "wynaturzone ohydne bękarty". W literaturze kryminalnej brakuje mu dobrego kryminału z mocnym akcentem popkulturowym osadzonym w Starożytnym Rzymie. Jakub Szamałek, wyznał, że "Czytanie z kości" pisał w stresie, o chłodzie i głodzie, dlatego zdobycie Nagrody Wielkiego Kalibru byłoby rekompensatą za trudy.

Współautor artykułu:

  • Łukasz Mic

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!