W demokratycznym państwie prawnym jest miejsce na różnorodność kulturową i religijną. Potrzebna jest jednak do tego wola polityczna, a tej niestety brakuje w naszym kraju

Po pokonaniu zawirowań na dziejowym zakręcie lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, polska nawa płynąca ku przyszłości weszła w niebezpieczną, wąską i burzliwą cieśninę między Scyllą a Charybdą. Wyszarpując sobie stery z rąk, wprowadziła tam nasz kraj gromada etosowych sterników. Dryfując na fali przemian ustrojowych i społecznych Polska dostała się między dwa bieguny: żenady i urojeń. Symbolem jednego jest idiotyczny mięsny jeż, na drugim leży zakłamany mit smoleński. Wyraźny przechył w stronę jednej z tych opcji grozi katastrofą na znacznie większą skalę niż ta, której uległa osławiona” Costa Concordia”.

Himalaje głupoty i absurdu najwyraźniej widać w elektronicznych mediach. Komercyjne stacje telewizyjne serwują większość swoich produktów, na poziomie schlebiającym najbardziej prymitywnym gustom. Jednym z liderów w tej dziedzinie jest Polsat, ze swoim programem „Pamiętniki z wakacji”, tak głupim, że aż śmiesznym. Właśnie tam, obdarzona widoczną nadwagą Kasia zaserwowała na talerzu przekładaniec ułożony z wędlin, stylizowany na mięsnego jeża, przy pomocy cienkich parówek udających kolce tego zwierzaka.

"Mięsny jeż, mięsny jeż, ty go zjesz" - to słowa debilnej piosenki, która dzięki mediom, zrobiła szaloną furorę wśród internetowej popkultury, wynosząc natychmiast „bohaterów” tej marnej farsy na piedestał dla celebrytów. To jeden z przejawów, wcale nie największy, ale bardzo typowy, tępoty umysłowej społeczeństwa, wychowanego w duchu bezmyślnego, wybujałego konsumpcjonizmu. Debilizm, bowiem został wyniesiony na słupkach oglądalności do rangi pożądanej cechy telewidzów, dostarczającej telewizorniom złotodajnych reklam.

Ów mięsny jeż stał się na jakiś czas wyznacznikiem bieguna trywialności i żenady, pogoni za zbędnymi gadżetami, życiem dla użycia, pozbawionym głębokich przeżyć, wywoływanych na ogół przez bodźce, niedostępne dla ludzi niezdolnych do przyswojenia sobie wyższych wartości. Na tym biegunie skupia się współczesna elita aspirująca do miana wyższych sfer, dotknięta jednak przypadłościami: chciwości, nihilizmu i rozwiązłości moralnej. Z rzekomo gwiazdorskich wyżyn dostarcza konsumentom newsów w postaci lekko strawnej papki.

Wcale nie mniej groźnie prezentuje się drugi biegun. Wręcz przeciwnie, wygląda na monolit wsparty na pamiętających Średniowiecze fundamentach. Najpotężniejszymi filarami wspierającymi te odporną na racjonalne argumenty społeczną konstrukcję są mitomania kołtuństwo i zabobon. Ta sławetna triada jest pochodną ciemnoty i zacofania, lecz mieszczą się w niej także ludzie formalnie wykształceni, ale postrzegający świat przez pryzmat ciasnych opłotków. Ciężar gatunkowy tej formacji podnosi do potęgi, wsparcie znaczącej, liczącej się części katolickiego duchowieństwa.

Te dwa zasadnicze odłamy społeczne mają, a jakże swoją polityczną reprezentację wywodzącą się z postsolidarnościowych elit. Wprawdzie całe społeczeństwo uczestniczy w konsumpcyjnym szaleństwie, ale tylko odłam liberalny, związany z Platformą Obywatelską do tego się przyznaje. Obóz przeciwny konserwatywno-wyznaniowy, zwany ludem pisowskim także oddaje się uciechom tego świata, lecz za zasłoną fasadowej pobożności i sztucznego patriotyzmu. Władzę nad tym nurtem sprawuje frakcja Jarosława Kaczyńskiego.

Wprawdzie prawdziwym guru tej formacji jest redemptorysta Tadeusz Rydzyk, człowiek ważniejszy w Kościele od wielu biskupów, bez którego woli nic ważnego nie dzieje się na prawicy, ale prezes PiS-u wykorzystując jego poparcie hasa na politycznej scenie, nawołując do buntu przeciwko wybranym demokratycznie funkcjonariuszom państwa polskiego. Jako paliwo do podsycania rosnącego w Polsce zamętu, służy mu niczym niepoparta teoria zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w którym jego zdaniem maczali palce: Władimir Putin i jego polscy wasale Bronisław Komorowski i Donald Tusk?

Awanturujący się polityk nie przyjmuje do wiadomości, że on sam był jednym z największych „kreatorów” wojenki o władzę, która ośmieszyła Polskę w oczach trzeźwo patrzących na świat Europejczyków i dała początek podwalinom pod bałagan w państwie, na gruncie, którego doszło do smoleńskiej tragedii. Dziś dufny w poparcie potężnego prawicowego elektoratu nadal jątrzy, żądny zemsty za śmierć brata, do której sam się pośrednio dość mocno przyczynił. Niestety, już tak jest, że ludzie nie nienawidzą nas za to, co im uczyniliśmy, tylko za to, co oni nam zrobili

W demokratycznym państwie prawnym jest miejsce na różnorodność kulturową i religijną. Mogą żyć obok siebie i ze sobą ludzie o najróżniejszych poglądach społecznych, religijnych i politycznych. Potrzebna jednak jest do tego wola do wypracowania kompromisu i znalezienia konsensusu. Niestety tak nie jest. Rzucanie obelg na politycznych adwersarzy, odsądzanie ich od czci i wiary wzmaga atmosferę nienawiści, która zawsze prowadzi do bolesnych rozwiązań, nabrzmiałych problemów międzyludzkich, Niekiedy na bazie przelanej, bratniej krwi.

Wydaje się, w obliczu ostatnich demonstracji, wywołanych przez Rydzyka i Kaczyńskiego w Warszawie, że niezmiernie trudno będzie doprowadzić do wyciszenia ciągle podgrzewanych emocji. Utrzymanie równego dystansu między tendencją do postawy czysto konsumenckiej, a fanatyczno-mistyczną będzie niezmiernie trudne. Politykowi, który tego dokona potomni z własnej i nieprzymuszonej obelgami woli, wystawią zapewne okazały pomnik na Krakowskim Przedmieściu. Jeśli jednak się nie uda pozostanie nam na pocieszenie debilny mięsny jeż i kwaśne piwo do wypicia, którego sami sobie nawarzymy.

Znajdź nas na Google+

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!