Przyglądając się w ostatnich tygodniach mediom, dochodzę do wniosku, że "szabelka i awanturnictwo" to faktycznie nasza narodowa cecha.

„W oficjalnej propagandzie mamy kolejny nawrót opluwania przeszłości. Cykliczność jest nużąca. Gdy władza czuje się górą, sięga po kij, kiedy naród dochodzi do głosu, pokazuje mu się marchewkę. Na przemian się schlebia nam lub nas upokarza, wykorzystując wciąż tą samą historię!” - napisał autor bloga w internecie. Osobiście dodałbym jeszcze do powyższego: "teraźniejszości".

To, co obserwuję w mediach, w tym i na forach internetowych, przyprawia mnie o ból głowy i kaca moralnego. Bo przecież nie jest tak i nie może być, aby jednym tchem pisać i mówić o moim kraju i palecie istniejących partii jako moich.

Kraj, Ojczyzna zawsze była, jest i będzie moja, twoja, jego i jej. Lepsza gorsza, ale moja i nasza, całego społeczeństwa. Wszystkich Polaków.

Partia może być tylko moja, twoja, jego i jej - ale już nie wszystkich Polaków, nie nasza.

Drobna różnica, a jak istotna w dzisiejszym społecznym dyskursie. Wszyscy od lewa do prawa, protestują, imaginują, roztrząsają zawieszenia, wykluczenia i tym podobne wewnątrzpartyjne działania.
Świat mediów, pomimo zakończenia tzw. „okresu ogórkowego” karmi nas sensacjami w PiS. Tego wykluczono, tamtą zawieszono. Ten ma kłopoty, a tamten z prezesem nie mógł słów parę zamienić. A w ogóle to prezes w partii tyranię uprawia i można by jeszcze tak wiele słów napisać.

A przepraszam, co komu do domu jak dom nie jego? Jakim prawem ty, ona i on określacie zasady w partii, której nie jesteście członkami? Jakim prawem narzucacie swój punkt widzenia?

Czy ktoś w Twoim domu ma prawo zabierać głos na temat panujących tam stosunków? Pomyśl i odpowiedz.

Jeżeli mówię moja Polska, to odnoszę się do działań w kontekście mojego kraju, mnie i moich bliskich, społeczeństwa. Jeżeli mówię moja partia to tylko PIS, albo PO, albo SLD, albo PSL.

Nie utożsamiam się np. z PIS i nie biorę udziału w wewnętrznych sporach o problemach partii. Partia interesuje mnie wtedy, kiedy zaczyna wpływać na mój kraj, moją ojczyznę.

Wewnątrzpartyjne dysonanse są sprawą członków i tylko członków danej partii. Nie interesują mnie rewelacje prezesa, dopóty, dopóki nie dotyczą mojego kraju. Nie chcę uczestniczyć w dyskusji na temat pana Migalskiego, pani Jakubiak. To są wewnętrzne sprawy. Sprawy rodziny partyjnej.

Nie mów nikomu, co dzieje się w domu. Stare i prawdziwe. Brudów nie pierze się publicznie. Z tego punktu widzenia nie widzę powodów do narastającej nagonki i potępiania działań prezesa czy też komitetu politycznego partii. To, co się dzieje w „domu” należącym do PiS tyle mnie obchodzi, co stosunek sąsiada do sąsiadki. Jak zacznie wpływać na stosunki między nami, to co innego. Ale do czasu, kiedy dotyczy to tylko ich, to tylko ich jest problemem.

Nie mamy prawa pouczać, roztrząsać, a tym bardzie oceniać wewnętrznej polityki danej partii. Nie ma tutaj znaczenia jej kolor i opcja. Są to suwerenne decyzje jej kierownictwa. Szukanie taniej sensacji w losie pokrzywdzonych i odtrąconych partyjnych aktywistów w kontekście problemów życiowych tzw. bezrobotnych, wykorzystywanych pracowników, bezradnych wobec biedy matek, jest czystą demagogią i szukaniem taniego poklasku.

Nie chcę mojej Polski, utożsamianej z moją partią. Chcę Polski pluralistycznej i wolnej od angażowania mnie w partyjne przepychanki.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!