Aż wierzyć się nie chce, że w tym roku mija już 35. rocznica wyboru papieża Polaka! Pamiętam, jakby to było zaledwie kilka dni temu, gdy podekscytowani oczekiwaliśmy w napięciu na wiadomości z Watykanu...

16 października 1978 roku - papieżem został Karol Wojtyła! Radość, niedowierzanie i szok! Z czasem nie mogliśmy się doczekać Jego pierwszej wizyty; wszak miała to być pierwsza w historii wizyta papieża w naszym kraju, w dodatku papieża - rodaka! Kościoły z wielu miast organizowały autokarowe pielgrzymki do: Warszawy, Częstochowy, Gniezna, Krakowa, Kalwarii Zebrzydowskiej, Wadowic i Oświęcimia. Tłumy witały go na lotnisku, wzdłuż trasy przejazdowej, w miejscach planowanych spotkań, jednym słowem wszędzie. Wraz z grupą znajomych wybrałam się do Częstochowy; po długich godzinach oczekiwania na jasnogórskich błoniach, w chwili gdy w oddali pojawił się oczekiwany przez wszystkich "Człowiek w bieli" napierający tłum przepchnął nas daleko od wyznaczonego sektora. Tym sposobem, pogubiłyśmy się z koleżankami. Co chwilę ktoś mdlał, kogoś wynoszono. To wszystko oczywiście nie miało dla nas znaczenia; ważne, że byłyśmy tam na miejscu i mogłyśmy uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu. Moja kondycja słabła z każdą chwilą, tłum ściskał ze wszystkich stron, w końcu udało mi się dołączyć do służby ratowniczej, która po raz kolejny kogoś wyprowadzała. W tego typu sytuacjach tłum sprawnie rozstępował się na boki by utorować przejście. Resztę spotkania spędziłam na skwerze parkowym w centralnej części miasta; tam wysłuchałam dalszej części przemówienia papieża jak i innych zaproszonych gości. Cieszyłam się z tego wyjazdu i możliwości usłyszenia na żywo Jana Pawła II ale nie zdecydowałam się już na udział w kolejnych pielgrzymkach podczas następnych Jego wizyt apostolskich.

Kilkanaście lat później wybrałam się do Rzymu. To była niesamowita okazja! W maju 1997 roku zakład pracy mojego męża organizował wycieczkę objazdową po Włoszech, planowane było również spotkanie z papieżem. Niestety powstał pewien problem... Byłam wtedy w nie najlepszej kondycji zdrowotnej a przedłużający się stan zapalny spowodował obrzęk węzłów chłonnych. Podczas następowania na prawą nogę za każdym razem odczuwałam dokuczliwy ból pod kolanem. Ten stan utrzymywał się już piąty miesiąc!
"W takim stanie nie możesz nigdzie się wybierać, nie dasz rady..." - usłyszałam słowa męża. Rozważałam co tu począć, bo choć zdawałam sobie sprawę z wyprawy jaką miałam przed sobą nie chciałam rezygnować. Ryzyko pogorszenia mojego zdrowia było dość duże. Mimo to, zdecydowałam się pojechać! Pomyślałam, że przecież szpitale są wszędzie, lekarze też, zabrałam więc ostatni wypis szpitalny, wyniki USG i... ruszyliśmy w podróż.

Pierwszego dnia zwiedziliśmy Padwę, drugiego Asyż. Na Rzym i Watykan przeznaczono kolejne dwa dni. Pamiętam moje zaskoczenie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam Plac św. Piotra. W telewizji wydawał się o wiele większy i bardziej przestrzenny! Miejsca na spotkanie z papieżem trzeba było rezerwować na dwie godziny przed. Jakoś szczęśliwie udało mi się zająć krzesło blisko barierki oddzielającej pielgrzymów od trasy przejazdowej papamobile. Gdy pojawił się papież, tłum powitał go okrzykami; wszyscy poderwali się z miejsc. Nad i przed głową, miałam las przepychających się z aparatami rąk usiłujących zrobić zdjęcia i w miarę możliwości dotknąć papieża. Niektórym udało się uścisnąć Jego dłoń... Poderwałam ręce w górę chcąc wykonać pamiątkową fotkę ale w tym samym momencie zauważyłam zaniepokojony szybki ruch głowy papieża, kierującego spojrzenie w moją stronę. Pewnie przestraszył się mojej gwałtownej reakcji; zrobiło mi się głupio i opuściłam ręce. Pomyślałam: nie powinnam, nie wypada! Przecież to Ojciec Święty! Nie mogę ot tak po prostu pstryknąć lampą błyskową papieżowi prosto w twarz! Biłam się z myślami: pstryknąć fotkę, odpuścić sobie, będę żałować jeśli nie zrobię tego zdjęcia. Nasze spojrzenia skrzyżowały się; może to było kilka sekund, może kilkanaście, w każdym bądź razie dla mnie była to dłuuuga chwila wymiany spojrzeń. Papamobile ruszył a więc zdecydowałam się jeszcze raz poderwać ręce do góry i pstryknąć aparatem zdjęcie nie mając pewności czy uda mi się objąć w całości papieża czy w ogóle coś wyjdzie? Nie miałam wówczas aparatu cyfrowego z natychmiastowym podglądem. Po zakończonym spotkaniu, Jan Paweł II udzielił wszystkim pielgrzymom błogosławieństwa i poświęcił dewocjonalia.
Następnego dnia, widzieliśmy już tylko startujący Jego samolot udający się w kolejną papieską podróż. Jednym słowem mieliśmy szczęście! Tego samego dnia zorientowałam się, że nie odczuwam już bólu pod prawym kolanem ani w innych miejscach. Obrzęki wyraźnie zmniejszyły się! To było niesamowite! Po powrocie do kraju wyniki USG potwierdziły poprawę stanu zdrowia. Zdjęcie niezbyt udane mimo wszystko jest w jakimś stopniu dowodem na moje bliskie spotkanie z papieżem i za każdym razem gdy na nie patrzę, powracają tamte chwile, myśli, rozterki i radosny szok jakiego doznałam nazajutrz.

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!