Trener, który nie potrafi żyć bez kolejnych wyzwań, który wyznacza sobie cele nieosiągalne dla innych, który tworzy historię futbolu. Niektórzy go nienawidzą, niektórzy kochają, nikt jednak nie pozostaje obojętny wobec jego osoby.

28 maja 2009 r., niespełna tydzień po finale Ligi Mistrzów, piłkarski świat obiegła długo wyczekiwana wiadomość - Jose Mourinho został oficjalnie trenerem Realu Madryt. Po wielu godzinach negocjacji z żądnym sukcesów prezesem Florentino Perezem, Portugalczyk podpisał z Królewskimi czteroletni kontrakt. "Real to najważniejszy klub na poziomie globalnym. Chcemy być na szczycie" - powiedział po otrzymaniu nominacji.

Czeka go trudne zadanie. Zdetronizowanie Barcelony, która dzierży palmę pierwszeństwa na krajowym podwórku od dwóch sezonów, a w swojej grze ociera się o nieosiągalny dla innych drużyn artyzm, wymaga nadzwyczajnych działań. A Mourinho wygrywał wszędzie gdzie się pojawiał - w Portugalii, Anglii, Włoszech. Jest specjalistą od wskrzeszania drużyn, które nie mogły nawiązać do swoich sukcesów z przeszłości. Przed jego przyjściem Chelsea nie wywalczyła mistrzowskiego tytułu przez 50 lat, a Inter ostatni raz triumfował w Pucharze Mistrzów w 1965 roku (przy tym zestawieniu 17 lat oczekiwania Porto na zwycięstwo w Lidze Mistrzów w zasadzie można pominąć).

Dzięki jego geniuszowi Real ma przełamać wieloletni impas w europejskich pucharach, w których ostatni triumf odnosił jeszcze za kadencji Zidane, Figo i Roberto Carlosa. Jeśli wygra Ligę Mistrzów, będzie pierwszym trenerem, który uczynił to prowadząc trzy kluby.

Urzędowanie w Madrycie Portugalczyk rozpoczął od ustalenia nowego harmonogramu, który ma utemperować celebrycki styl życia niektórych piłkarzy. Jeszcze nie ucichły komentarze po jego przybyciu do Madrytu, a on już miał opracowany szczegółowy plan przygotowań do sezonu i zastanawiał się nad personalnymi roszadami w składzie.

Przychodząc na Santiago Bernabau Mourinho doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Real to klub wyjątkowy, klub, w którym trener jest zwykle w cieniu niepokornych piłkarskich gwiazd. Prezesi, w pierwszej kolejności, jemu przypisują winę za niepowodzenia zespołu i wychodzą z założenia, że łatwiej zmienić trenera niż drużynę. Głośne nazwiska mają zapewnić nie tylko dobre wyniki, ale są też dźwignią marketingową „Królewskich”. A dla szefów tego klubu jest to równie istotne.

Zatrudnienie Portugalczyka diametralnie zachwiało dotychczasową hierarchię. Nieco na drugim planie znalazły się pytania o formę Ronaldo, powrót po kontuzji Kaki czy odrodzenie się Benzemy. Gdy pada nazwa „Real”, uwaga ludzi ze świata futbolu koncentruje się już nie na zawodnikach, a właśnie na trenerze. Kamery telewizyjne równolegle do wydarzeń na boisku śledzą każdą reakcję 47-latka z Setubal, serwisy sportowe regularnie przytaczają jego najbarwniejsze wypowiedzi z konferencji prasowych, a jego opinie traktowane są niczym futbolowe proroctwa.

W Madrycie, podobnie jak wcześniej w Londynie i Mediolanie, przyjmuje on pozycję rzymskiego patrycjusza, wygłaszając tyrady krytykujące dosłownie wszystko - a to władze ligi, a to sędziów, a to innych trenerów, ogólnie cały świat, który rzuca kłody pod nogi jego klubowi. W jednym z wywiadów sir Alex Ferguson określił go mianem „rewolwerowca”, który przybywa do kolejnych miejsc rzucając wyzwanie rządzącym szeryfom.

Jak trudno zdobyć sympatię kibiców Królewskich przekonał się Fabio Capello. Za jego kadencji Real powrócił na szczyt ligi hiszpańskiej, ale przez mało atrakcyjny styl gry nie zaskarbił sobie ich sympatii i szacunku. Mourinho może mieć podobne kłopoty. Od swoich podopiecznych wymaga bezwzględnego realizowania założeń taktycznych, kontrolowania sytuacji na boisku przez 90 minut i odpowiedzialności w grze.

Na tym cierpi jednak widowiskowość piłkarskiego spektaklu, a w stolicy Hiszpanii publiczność nie jest przyzwyczajona do podziwiania jednobramkowych zwycięstw. Bilans bramkowy Los Blancos w dotychczasowych 4 meczach nowego sezonu (3 w La Liga i 1 w Lidze Mistrzów) to 5:1. Sam trener przyznaje, że najbardziej zależy mu na poprawieniu gry w defensywie. Co na to kibice? Na razie obdarzyli go nieograniczonym kredytem zaufania i liczą na to, że wraz z nim zaczęła się nowa era w historii klubu.

Ciekawie, jak długo „The Special One” wytrzyma bez złośliwych uwag pod adresem innych szkoleniowców Primera Division. Na razie skoncentrował się na dogryzaniu swojemu następcy w Interze Rafaelowi Benitezowi, którego nie oszczędzał w swoich komentarzach jeszcze podczas pracy w Anglii. Naturalnym celem ataku wydaje się Guardiola, ale Portugalczyk na razie aklimatyzuje się w Primera Division i o swoich wrażeniach nie omieszka pewnie opowiedzieć w przyszłości.

Po pierwszym ligowym meczu, z charakterystyczną dla siebie skromnością, Mourinho oświadczył, że jest idealnym trenerem dla takiego zespołu. Przeglądając jego inne wypowiedzi, rzuca się w oczy porównanie, że „praca w Realu to jak lot na księżyc”. Zobaczymy, czy jej zwieńczenie będzie tak udane jak ekspedycja Neila Amstronga, Erwina Aldrina i Michaela Collinsa, czy tak feralne jak misja Apollo 13.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!