Wtorek, trzynasty kwietnia 2010 roku. Jest godzina czwarta, idę Krakowskim Przedmieściem. Chcę znaleźć koniec kolejki, prowadzącej do Pałacu Prezydenckiego, do trumien z ciałami pary prezydenckiej.

Kilka minut później trafiam na koniec kolejki. Zawija się wokół kolumny Zygmunta. Nie czeka na mnie nic ważnego, mogę postać te kilka godzin. Kolejka powoli przesuwa się do przodu,
czasem w strugach deszczu. Przybywa ludzi, kiedy docieram do początku Krakowskiego, kolejka za mną wije się jak wąż. Stoją starsi, dzieci, młodsi. Tuż za mną cierpliwie czeka para studentów. Dopada ich reporter jednej ze stacji radiowych, przepytuje o długość kolejki, czas oczekiwania, pada też pytanie, czy wiedzą, na co czekają ci wszyscy ludzie. Zaskoczenie zawisa w powietrzu, ale oboje odpowiadają, stwierdzają też, że będą czekać do skutku.

Wieje zimny wiatr, przelotnie pada, robi się chłodno, harcerze zbierają znicze i kwiaty (trafią później przed Pałac), roznoszą wodę. Padają żartobliwe pytania o gorącą kawę, herbatę, ludzie rozmawiają, starają się rozgrzać, jedni mają przemoczone buty, innych zaczynają powoli boleć nogi. Kilka sekund marszu, kilkanaście minut czekania- w takim tempie przesuwa się kolejka. Porządku pilnuje straż miejska, policja, wojsko, można usłyszeć wskazówki dotyczące wejścia (duchowni, kombatanci i kobiety w ciąży wchodzą bez kolejki, reszta ma zebrać się w pięcioosobowe grupy).

Niektórzy próbują wślizgnąć się do kolejki, ale to nieudane próby. Zaczyna robić się ciemno. Przed siódmą jest już zdecydowanie bliżej niż dalej, czerwono- białą taśmę odgradzającą chodnik od reszty Krakowskiego zastępują barierki. Docieram do miejsca, gdzie porządkowi formują grupy złożone z około pięćdziesięciu osób, aparaty wędrują do plecaków, komórki są wyłączane. Powoli milkną rozmowy, widać znicze płonące przed Pałacem Prezydenckim i ludzi za barierkami, a Kraśko stojący na podeście zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Z bramy wymaszerowali żołnierze udający się na zmianę warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza.

Kilka minut po ósmej razem z innymi, pojedynczo, w całkowitej ciszy przechodzę
przez plac. Tego nie widać w telewizji, ale po drugiej stronie ogrodzenia leży pas kwiatów. Wejście do Pałacu, przejście przez korytarze, klatkę schodową, wejście do Sali Kolumnowej. Nie jest wielka, od razu widać dwie trumny, kwiaty, w ciemniejszej spoczywa prezydent. Nie ma czasu na długie rozmyślania, można uklęknąć, przeżegnać się, kolejka musi przesuwać się płynnie. Ale tej krótkiej chwili nie odda nawet najlepsza relacja telewizyjna. Schodzę po schodach, mijam krótką kolejkę czekających na wpis do księgi kondolencyjnej, wychodzę z Pałacu. Teraz na spokojnie mogę zastanawiać się nad tym zdarzeniem.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!