Kontrasty Kontrasty

Kontrasty (© Jadwiga Kowalczyk)

Wywleczone sprzed roku wyznanie znanej powszechnie pani Marii Cz. na temat dokonanych przed kilkudziesięciu laty aborcji, podziałało jak ożywczy deszcz na przywiędłą ostatnio propagandę antyaborcyjną.

Tym bardziej, że owa pani, należąca do ekskluzywnej grupy osób zapraszanych do Drugiego Śniadania Mistrzów, wyraża przy takich okazjach równie szczerze poglądy antykaczystowskie, z mocnym akcentem na artystkę sejmową, panią Kempę.

Tak dalej być nie może, "ORMO czuwa" - jak się dawniej mawiało i osobę, która nie żałuje decyzji sprzed lat, mówi otwartym tekstem o dwóch aborcjach i absolutnej niechęci do bycia matką - należy wywlec na wirtualny szafot, napiętnować, zmieszać z błotem i publicystycznie linczować, żeby naród podbudować moralnie, ponieważ życie święte jest od poczęcia do ostatniego klepnięcia łopatą.

Wprawdzie zdarza się od czasu do czasu jakaś beczka z nietypową kiszonką,
reklamówka z zawartością donoszoną (na śmietnik), matka-Polka dokonująca prywatnej kremacji noworodka, skatowane ciałko kończące męczeński żywot w szpitalu, upuszczenie na główkę lub urodzenie osobnika do natychmiastowej detoksykacji i odwyku, ale są to wypadki przy pracy prawdziwych depozytariuszek życia poczętego, które nigdy bezczelnie nie oznajmiały, że wolą status zimnej suki zamiast uświęconego macierzyństwa. Po takich wypadkach załzawiony tłum wznosi modły, znosi świeczki i zabaweczki, oraz pisze listy do aniołka.

Były takie czasy w kraju, kiedy aborcje wykonywano za opłatą w każdym gabinecie ginekologicznym i był to główny środek antykoncepcyjny dla pań zamężnych, które więcej rodzić nie chciały, wykonały niefortunny skok w bok, a również dla pań wolnego stanu, gdyż urodzenie wrzeszczącego dowodu „hańby” było znacznie gorsze od skrobanki.

Dulszczyzna, polska wiecznie-dziewica, kształtowała opinię o "kobietach upadłych" w czasach powojennej ciemnoty i chce tę opinię kształtować w dalszym ciągu. Postęp tak propagowanej moralności widoczny jest gołym okiem, głównie w penalizacji.

W czasach, kiedy pastylka antykoncepcyjna do Polski jeszcze nie dotarła, a o USG się nikomu nie śniło, ciąże patologiczne i zaawansowane powyżej 6 tygodnia usuwano na oddziałach szpitalnych i wobec trwającej wokół osoby pani Marii Cz. awantury - zainteresował mnie stan aktualny, czyli jak sobie teraz kobiety z odwiecznym problemem niepożądanej ciązy radzą.

I tu - trafiony, zatopiony, czyli wiadomość z gatunku niezbyt nagłaśnianych.
"Piątek, 27 Sierpień 2010 Europejskie kliniki policzyły, ile Polek decyduje się w nich dokonać przerwania ciąży. Wczoraj w Sejmie lekarze z ośrodków w Austrii, Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii przedstawili liczby i ceny (...) To na ogół osoby wykształcone i dobrze sytuowane: kobiety biznesu, artystki, naukowcy, urzędniczki, dziennikarki, studentki. Mają dobrą wiedzę na temat antykoncepcji, zaszły w ciążę przez przypadek… Ale do… przyjeżdżają też kobiety z uszkodzonym płodem. Mają ona prawo do legalnej aborcji w Polsce, ale boją się napiętnowania lub nie mogą znaleźć lekarza, który podjąłby się przeprowadzenia zabiegu.”

Krajowi lekarze „przywracający miesiączkę” we wzmiankowanym posiedzeniu sejmowym głosu nie dali z powodów oczywistych; wszak aborcja nie istnieje, bo jest zakaz. Kropka.

Po przejrzeniu materiałów z medialną nagonką na panią Marię Cz. zaczęła mi się cała sprawa jak zwykle - kojarzyć z drugą stroną medalu, wobec czego uznałam, że pora spojrzeć na zakazane od podszewki. Wiadomo powszechnie, że wielu ginekologów przeszło na jasną stronę mocy powołując się na „klauzulę sumienia”, znakomita większość trzyma język za zębami, ale są i tacy, którzy zeszli do podziemia i robią szmal tym większy, im bardziej są podziemni. Na tle całej sprawy mamy jeden, spektakularny przykład postawy szlachetnej, czyli pana doktora Bolesława P., znanego z kariery politycznej, poselskiej, ministerialnej oraz publicznej spowiedzi.

Ktoś przecie te aborcje w czasach niesłusznych robił i fachowa, męska ręka była równie pożądana co niezastąpiona. Pan doktor zabiegów już nie dokonuje bo sytuacja materialna ustabilizowana, ręka byc może z powodu wieku juz nie ta, ale głównym motywem do zaprzestania praktyki jest olśnienia oraz moralney wstrząs, jakie pan doktor doznał po obejrzeniu filmu „Niemy krzyk”. Film, z mocno zmanipulowanym komentarzem wybitnego aborcjonisty amerykańskiego, dostępny jest necie dla każdego z zaleceniem, aby oglądać go w towarzystwie rodziców.

Jako notoryczna sierota obejrzałam film w samotności i zastanawiam się teraz, co takiego wstrząsnęło doktorem, czego jako ginekolog dokonujący skrobanek nie widział? Chyba tylko fakt, że jest już na świecie technika pozwalająca na wprowadzenie kamery tam, gdzie dotychczas pan doktor grzebał w ciemno. Nie widzę bowiem innego powodu do wstrząsu u człowieka, który swoje doświadczenie zawodowe ocenia na circa about tysiąc aniołków osobiście wysłanych do nieba.

Dla zachowania należytej staranności, należy zaznaczyć, że poczęty po „wstrząsie” obrońca poczętych, potrzebował całego roku (!), aby sumienie doprowadzić do dziewiczej czystości, a zbrodnicze oprzyrządowanie oddać na złom; w takiej sytuacji nie wypada nic innego, jak zadedykować panu doktorowi męską wersję ballady o dziewicy w wianuszku na główce: "A przed nim bieży embrionek, a nad nim leci aniołek..."

Jest jeszcze jedno wyznanie pana doktora, wynikające z wysiłków zmierzających do uzyskania wysokiego połysku na tak pięknie wybielonym sumieniu; człowiek walczy dzielnie ze swoim alkoholizmem już 25 lat i po ostatniej rundzie na szczęście! „…wrócił do Sejmu, wyraźnie jednak widać, że dużo przeszedł. Sporo stracił na wadze, ma cienie pod oczami. Ale najważniejsze, że nie boi się walczyć z nałogiem, a co więcej, potrafił się otwarcie przyznać do dręczącej go choroby.”

Też załączam wyrazy współczucia dla doktora po przejściach, ale mam gdzieś z tyłu głowy nieśmiałe pytanie: czy ta dramatyczna choroba dopadała go przed, czy po zabiegach? Bo mi się jakoś czasowo zazębiają lata pracy z latami
nałogu, ale matematyka nie jest moją najmocniejsza stroną, więc obliczeń kalendarzowych według Wiki-życiorysu prowadzić mi się nie chce.

Ostatecznie jednak czepiać się nie ma czego, dobro zwycięża, mężna postawa byłego grzesznika usprawiedliwia wszystko i rzec można – mamy klasyczny przypadek syn marnotrawnego z jajami i czyściutkim sumieniem. Nikt słowa marnego człowiekowi nie powiedział, Gość Niedzielny gościa ugościł i wszystko jest O.K.

Wczytując się w bluzgi, jakie padły i będą jeszcze padać pod adresem pani Marii Cz. oraz innych pań - równie niechętnych do noszenia „depozytu” w brzuchu – można powiedzieć, że nie ma to, jak być chłopem w najbardziej katolickim kraju Europy. Nawet jak „co-nieco” przeskrobie, to i tak może chlapnąć sobie na odwagę, rymnąć na kolana, w pierś szeroką walnąć pięścią aż zadudni „mea culpa”, ogłosić w katolickim piśmie zmianę kursu i spokojnie popłynąć na chmurce żywcem do nieba.

PS. W post scriptum słowa
prof. Izdebskiego, już bez dalszych komentarzy. "Mamy na świecie opinię dziwnego, egzotycznego kraju, który zakazuje aborcji, zwalczając jednocześnie antykoncepcję. Gdy na zagranicznych kongresach przedstawiam wyniki swoich badań dotyczących stosowanych u nas metod antykoncepcji i podaję, że 16 proc. wybiera stosunek przerywany, zawsze któryś z uczestników zwraca mi uwagę, że to nie jest metoda antykoncepcyjna. Wtedy prowadzący obrady wyjaśnia: ale Zbigniew jest z Polski."

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!