Od kilkunastu lat obserwuję z rosnącym zdumieniem coraz potężniejszą celebrę świecką, jaka towarzyszy celebrze religijnej – pierwszej komunii.

Używając klasycznego „w moich czasach”, szczytem rozkoszy cielesnych po wielogodzinnym poście i omdleniach w dymie świec i kadzideł, była maślana bułka z kruszonką i kubeczek kakao, serwowane na stołach ustawionych pod kościołem.

Nakryte były papierem równie białym, jak sukienki szyte z nowych prześcieradeł, wianuszki z białej koniczyny i pomalowane kredą tenisówki. Rozrastające się z biegiem czasu rodzinne wyżerki przy obficie zastawionych stołach, wzbudzają zarówno nostalgię nad prostotą minionych czasów, jak i zdumienie nie przemijającą zasadą „zastaw się, a postaw się” przy lamentach na totalną nędzę, której jadalne resztki lądują obficie na śmietnikach.

Dla dopełnienia uroczystego dnia dochodzą prezenty dla dziatek, które nie dostają jeszcze mercedesów, tylko z powodu niewymiarowych kończyn, którymi
białe na duszy i ciele dzieciątka do pedałów jeszcze nie sięgają. Nie odróżniam tu płci, bo gdzie jak gdzie, ale za kierownicą samochodów idea równouprawnienia zrealizowana została z naddatkiem i żadne walczące o równość z chłopami baby nie mają powodu do narzekań.

Żeby jednak pełnoprawnego członka katolickiej rodziny obdarować, aby na zawsze zapamiętał, po co z rączkami w małdrzyk męczył się z opłatkiem przyklejonym do podniebienia, pojawiają się ogłoszenia pomysłodawców, prześcigających się w oryginalnych propozycjach.

Dwa przykłady dla zobrazowania „tryndu” (jak się za Gierka mawiało)

- dla myślących ekonomicznie i przyszłościowo - Mennica Wrocławska oferuje złote sztaby oraz monety inwestycyjne, które stanowić mogą wstęp do dorosłego, odpowiedzialnego życia. O lokatach, polisach i akcjach nie warto nawet wspominać. Nie wątpię, że dzieci tak obdarowane będą w przyszłości odpowiedzialne, ale zawsze jest nadzieja, że któreś wyrośnie na zwykłego utracjusza i sztabę złota zamieni na kobiety, wino i śpiew.

Dla przyszłych ekologów, biologów i obrońców życia – na aukcjach oferowany jest megahit, czyli jeż pigmejski „odmiany algerian chocolate. Samczyk przepięknie wybarwiony, żywy, ciekawy świata, nie fuczy, nie stroszy się".

Osobiście rozczulił mnie kolor samczyka, bo chocolate przemawia do mnie nie tylko kolorem; najbardziej zauroczył mnie fakt, że jeżyk pigmejski nie fuczy!
Stworzenie tak łagodne z natury, powinno zostać posadowione w gustownej klateczce obok mikrofonu na mównicy naszego sejmu, gdzie sam fakt obecności tak dobrze wychowanego stworzenia mobilizowałby coraz bardziej
fuczących posłów do umiarkowania w języku i oszczędzania strun głosowych.

Treści, jakimi na siebie fuczą z mównicy panowie i panie reprezentujący lud pracujący miast i wsi, z kapitalistami, obszarnikami i kamienicznikami włącznie – nakazują głębszy namysł nad owymi treściami, albowiem urbi et orbi rozległo się w ostatnich dniach gromkie i bezprecedensowe fuczenie o świńskim ryju.

W szczegóły wdawać się nie muszę, bo natężenie fuczenia i starannie moderowany w tak zwanych przekaziorach rozgłos – każdemu już chyba w ucho zapadły, ale od siebie dodać muszę, szczególnie dla niedoświadczonych w sztuce kulinarnej – dokładne wyjaśnienie istoty świńskiego ryja:

Jest to bowiem – nie dla wegetarian! - (za Wiki) „głowizna wieprzowa, która
ze względu na dużą zawartość tłuszczu najczęściej jest gotowana lub wykorzystywana jako dodatek do galaret i pasztetów, a także jako składnik różnego rodzaju nadzień mięsnych. Używana jest do wyrobu wędlin podrobowych takich, jak: kiszki, salcesony i rolady. Nadaje się także do peklowania i duszenia".

Po wprowadzeniu do istoty ryja ogólnie, przejdę do szczegółów. Chodzi mianowicie o konkretny „ryj Palikota”, za który przez słynnego blogera
została wyznaczona nagroda w kwocie, która każdego łowcę nagród może przyprawić o zawrót głowy.

Z przyrodzonej uczciwości ostrzec jednak muszę, że z nagrody nic nie będzie, a bloger wpuszcza w tak zwane maliny żądnego nagrody poszukiwacza ryja, ponieważ:
- Palikot, jako przedstawiciel naczelnych, w miejscu ryja posiada twarz, urody wprawdzie nie porażającej, ale jednak ludzką (bez podtekstów proszę)
- „ryj Palikota”, o którym mowa, jedyny autentyczny ryj, będący własnością (ale nie jego częścią w rozumieniu anatomicznym) Palikota, został zapewne zjedzony zaraz po demonstracji w postaci gotowanej lub duszonej; wszak programów kuchennych w telewizji nie brakuje, a personel obsługujący kamery coś jeść musi. I nie zawsze są to krewetki w miodzie z rabarbarem.

Ostatecznie, po przeanalizowaniu całości fuczenia nad świńskim ryjem, dochodzę do wniosku, że jeż pigmejski powinien raczej stać się premią dla każdego mówcy sejmowego, który powstrzymując się od fuczenia słownego i akustycznego, będzie używał mównicy zgodnie z przeznaczeniem.

A dzieci? Nie zapomniałam o dzieciach; kupujcie im coś, co będą mogły, jak to dzieci, po okresie przydatności wrzucić do pudła ze starymi zabawkami. Jeża pigmejskiego tak potraktować nie wolno!

No, chyba że byłby to najeżony i fuczący poseł, którego też można podobnie potraktować przy najbliższych wyborach.

Znajdź nas na Google+

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!