Pewna "uważna" czytelniczka zaleciła mi odpoczynek w imieniu ludzi, którzy mnie nie mogą czytać. W rewanżu rzec mogę: "wieczny odpoczynek racz im dać, Panie", a ja jeszcze trochę poczekam.

Na razie dla tych, którzy czytać mnie mogą, a nawet czynią to chętnie (bo i tacy się zdarzają) mam kolejną garść refleksji osobistych:

Nie pierwszy to raz w naszym kraju, osobiście ukazała się mieszkańcom pewnej miejscowości Matka Boska, która upodobała sobie specjalnie stare drzewa z obciętymi konarami. Zapewne wśród ogólnego rejwachu o Świebodzinie, chciała skromnie przypomnieć o swoim istnieniu tam, gdzie jeszcze żaden betonowy monument nie powstał.

Samo miejsce ukazania się Królowej Polski nasunęło mi myśl, że wprawdzie jako heretyczka na wielki cud nie zasługuję, ale taki mniejszy przydałby mi się bardzo. Obleciałam więc całe osiedle, przeglądając uważnie wszystkie miejsca po obciętych konarach, bo akurat spółdzielnia drzewostan pielęgnuje przy pomocy piły mechanicznej. Niestety, nawet numerki do Totka mi się nie ukazały, więc zniechęcona wróciłam do domu, aby rozliczyć koszta dziennego zaprowiantowania na pozostałe dni miesiąca.

Po dokonaniu obliczeń doszłam do wniosku, że wszystkiemu winien jest Tusk i słusznie czyni pan Kaczyński, obwiniając go za bezczelne istnienie od urodzenia do teraz oraz realizując testament, którego treść znana jest wyłącznie jemu samemu.

Poszukiwanie doniesień o uroczystym otwarciu ostatniej woli prześwietnego nieboszczyka nie dało rezultatów nawet w Googlach, wobec tego, mając w uszach stanowcze twierdzenie prominentów pisowskich, że na „tej” śmierci nikt żadnego interesu nie robi - popadłam w lekką rozterkę, bo jakby nie patrzeć - wycieranie gęby „kochanym bratem” i „Leszkiem, któremu by się to nie podobało” osiągnęło apogeum. Dobrze się stało, że nieboszczykowi zafundowaliśmy sarkofag masywny i szat nieboszczyka między przyjacioły rozedrzeć się nie da.

Intensyfikacja działań wykonawcy testamentu sięgnęła szczytów genialnej strategii i w kilka dni po rozmemłanych działaniach przyjaciół pani Kluzik - objawił się incognito „naoczny świadek” ich wrednych, niezbornych i zabójczych działań w trakcie
kampaniiwyborczej, która nie osiągnęła celu założonego w testamencie i głównego beneficjenta pozbawiła pałacu oraz żyrandola.

Teraz - na moje obywatelskie rozeznanie, rewelacje naocznego świadka powinny stać się podstawą doniesienia do prokuratury, o możliwości popełnienia przestępstwa (Ziobro! Do roboty!) w postaci zarzutu o niewprowadzeniu Jarka na urząd, co ma ponoć w testamencie zagwarantowane.

Świadek naoczny uzyskałby, zgodnie z prawem, status świadka koronnego, co bardzo dobrze będzie korespondować z królewskimi koneksjami na Wawelu. I jeśli Kluzikowa ze swoja bandą staną kiedyś przed trybunałem, nie będę ich żałować: takieeeemu człowiekowi wyrwać tron spod zadka! Bumerang!

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!