(© E. Peszek)

- Utożsamia wprowadzanie idei wychowania równościowego w przedszkolu z wychowaniem apłciowym oraz wykorzenia dziecko z jego biologicznej płci i kształtuje niechętny stosunek do niej – piszą o równościowym przedszkolu eksperci z PAN.

- Nie spełnia on wymogów programu edukacji przedszkolnej, ignoruje najbliższe środowisko przedszkolaków – pedagodzy nie pozostawiają suchej nitki na wdrażany w 80 polskich placówkach dla dzieci program "Równościowe przedszkole. Jak uczynić wychowanie przedszkolne wrażliwym na płeć". Zdaniem prof. Bogusława Śliwerskiego, szefa Komitetu Nauk Pedagogicznych, "pod szyldem programów nauczania funkcjonują treści, które nie spełniają jego wymagań".

Autorki określające się jako feministki odradzały kadrze nauczycielskiej konsultacje z rodzicami ponieważ ich zdaniem mogą oni stać po stronie stereotypów na temat płci.

Zespół Edukacji Elementarnej, który działa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN wnikliwie przeanalizował treści genderowego nauczania. Brakuje w nim szczegółowych celów kształcenia i wychowania, które odnosiłyby się do zadań, jakie stawiane są przed wychowaniem przedszkolnym – napisała prof. Józefa Błachowicz. - Czym innym jest bowiem ujawnianie dyskryminacji ze względu na płeć obecnej w naszej kulturze i rozważny trening zachowań prorównościowych, a czym innym „wysadzanie dziecka" z jego biologicznej płci i kształtowanie niechętnego stosunku do niej – można przeczytać w raporcie przedstawicieli PAN.

"Równościowe przedszkole" nie zostało poddane żadnej zewnętrznej ekspertyzie merytoryczno-dydaktycznej. – Krytykami powinni być nauczyciele, do których ten program został skierowany – powiedziała Dzierzgowska. – To niedorzeczna sytuacja. Powstanie tych treści zostało sfinansowane ze środków unijnych. Na programie widnieją logo unijnych instytucji. W całej Unii Europejskiej materiały, które powstają za środki unijne, zanim trafią do domeny publicznej, poddawane są wcześniej ewaluacji zewnętrznej, po to by ocenić ich jakość – mówił prof. Śliwerski.

Pomysł zamieniania się rolami przez dziewczynki i chłopców został źle przyjęty przez rodziców, których oburzenie zostało podjęte przez biskupów. Na temat gender rozpoczął się dialog. Listami wymienili się duchowni i minister ds. równości A. Kozłowska – Rajewicz.

W udostępnionym KAI liście abp. Kowalczyka czytamy min., że "wykluczenie z refleksji o człowieku biologicznych determinant płci lub uznanie ich za mało istotne, wydaje się jednostronną i arbitralną decyzją zwolenników perspektywy gender" a nie całej nauki.

Jego zdaniem, sprzeciw naukowców wobec "standardów równościowych" promowanych przez organizacje międzynarodowe w odniesieniu do środowisk LGBTQ nie jest wymierzony przeciw komukolwiek. Jest raczej wyrazem troski o to, aby stanowienie prawa odbywało się na fundamencie takiej antropologii oraz aksjologii, która ma nie tyle zapewniać przywileje jednostkom czy grupom, co całemu społeczeństwu.

Nie wolno zabronić pojawiania się i rozwijania dyskursów i poglądów innych od reprezentowanych przez przedstawicieli perspektywy gender. To są fundamentalne podstawy demokracji oraz akademickiego etosu. Należy spotykać się, dyskutować, szukać – bez emocji i oskarżeń – najlepszych rozwiązań dla dobra ludzkiej osoby i społeczeństwa. Niech zwycięża siła argumentu – apelował do ministry duchowny.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!