Piotr Deszkiewicz, właściciel firmy produkcyjno-filmowej Incydent oraz aktor dubbingowy, opowiedział mi o swojej pracy, marzeniach i pasjach. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Justyna Borowiecka: Jesteś właścicielem firmy Incydent, która zajmuje się produkcją filmową, telewizyjną, reklamową itp.
Piotr Deszkiewicz: Zgadza się. Firma istnieje od połowy 2008 roku i wraz z upływem czasu realizujemy coraz więcej ciekawych i wymagających projektów. Celowo używam liczby mnogiej, bo mimo formalnie jednoosobowego składu, firmę tworzy grupa kilkudziesięciu osób działających na rynku w charakterze wolnych strzelców. Znamy się i pracujemy razem już od wielu lat, jednak nasz zespół stale wzbogaca się o nowe osoby. Zajmujemy się szeroko pojętą produkcją audiowizualną - od produkcji reportażowych, wirali i animatików, przez realizację koncertów, produkcję teledysków i spotów reklamowych, aż do produkcji filmowej.

Skąd pomysł na taką właśnie firmę, czy myślisz, że firmy zajmujące się produkcją filmową w Polsce są słabo rozwinięte?
Produkcja filmowa i reklamowa w Polsce stale się rozwijają, ale nie powiedziałbym, że branża i reprezentujące ją firmy są słabo rozwinięte. Pomysł na taką działalność wziął się po prostu z tego, że od czasów dzieciństwa mam kontakt ze światem telewizyjno-filmowym. Jeszcze w szkole średniej rozpocząłem pracę na planach filmowych - najpierw jako goniec, następnie asystent producenta, kierownik planu, kierownik produkcji i tak dalej. W końcu postanowiłem spróbować sił jako producent.

Kto zaproponował taką nazwę?
Nazwę firmy wymyśliłem sam. Przez długi czas zastanawiałem się nad tym, jakie słowo będzie z jednej strony łatwe do zapamiętania, z drugiej – pasujące do charakteru działalności, z trzeciej zaś – polskie. Właśnie ten trzeci czynnik okazał się decydujący, ponieważ bardzo zależało mi na wykorzystaniu polskiego wyrazu, który jednocześnie będzie w miarę łatwy do wymówienia dla obcokrajowców. Liczba polskich firm, które np. poprzez anglojęzyczną nazwę próbują nadać sobie bardziej "profesjonalny" charakter, jest naprawdę duża. Mnie zależało przede wszystkim na rozpoznawalności i nietuzinkowości. Jak widać się udało, ponieważ uśmiech na twarzy po usłyszeniu nazwy oraz następujące po nim pytanie "a skąd taka nazwa?" słyszę naprawdę bardzo często.

Incydent ma już wielu klientów, czy macie kogoś, z kim szczególnie chcielibyście współpracować?
Jesteśmy otwarci na każdą współpracę, a nasze doświadczenie we współpracy z klientami reprezentującymi bardzo wiele segmentów rynku pokazuje, że niezależnie od budżetu, rangi, zasięgu czy pozycji, można realizować naprawdę ciekawe projekty. Po jednej i drugiej stronie najważniejsi są ludzie i ich zaangażowanie w produkcję. Gdy kreatywność spotyka się z umiejętnościami i otwartością na innowacyjne pomysły, wszystko staje się możliwe do zrobienia.

Co zaliczacie do waszych najważniejszych projektów?
Wszystkie projekty są dla nas równie ważne. Jednak do tej pory najbardziej wymagającym projektem była ubiegłoroczna produkcja korporacyjna dla Europejskiego Funduszu Leasingowego z okazji XX-lecia firmy, którą zrealizowaliśmy wspólnie z agencją Eskadra Publica. Po wygraniu konkursu na ofertę stanęliśmy w obliczu realizacji naszego, dość szalonego, pomysłu. Koncepcja zakładała stworzenie tryptyku, którego pierwszą częścią byłby kilkuminutowy, fabularyzowany zwiastun, mający przywodzić na myśl wysokobudżetowe, sensacyjne produkcje kinowe. Obsadę mieli stworzyć wyłącznie pracownicy EFL, łącznie z Prezesem i Wiceprezesami. Po kilku tygodniach prac w kilkudziesięcioosobowej ekipie produkcyjnej i postprodukcyjnej udało nam się stworzyć kompletną produkcję, która nie tylko odpowiadała wysokim wymaganiom naszego Klienta, lecz także okazała się czymś innowacyjnym i dotąd niespotykanym. Chyba nikt do czasu naszej produkcji nie zdecydował się na zrealizowanie filmu korporacyjnego za pomocą środków, które na co dzień stosuje się przy produkcjach typowo filmowych. Możliwość wcielenia w życie naszych pomysłów zawdzięczamy przede wszystkim ogromnej kreatywności i otwartości klienta, a to jest nie do przecenienia.

Dlaczego zdecydowaliście się na współpracę z maltańskimi partnerami i dlaczego właśnie Malta?
Jak powszechnie wiadomo, co roku przychodzi okres, w którym w Polsce pogoda nas nie rozpieszcza. Nie zmienia to jednak faktu, że w każdym sezonie należy z wyprzedzeniem przygotować produkcję na wiosnę i lato. W takim wypadku koniecznymi okazują się wyjazdy w takie rejony świata, w których znajdziemy słońce, plaże, morze. Najczęściej wybieranymi kierunkami są kraje południowoamerykańskie lub RPA. My chcieliśmy jednak zaprezentować alternatywę dla dość kosztownych wyjazdów na drugi koniec globu, oferując możliwość zorganizowania krótkich wyjazdów do kraju, gdzie przez cały rok znajdziemy słońce, a dotrzemy w parę godzin samolotem. Malta jest również o tyle niezwykłym miejscem, że już od wielu lat regularnie odwiedzają ją amerykańskie ekipy filmowe przygotowujące wysokobudżetowe produkcje kinowe. Zatem doskonała infrastruktura (również dostosowana do potrzeb filmowych, czyli gotowe scenografie oraz sztuczne zbiorniki wodne przydatne do scen morskich), piękna pogoda niemal przez cały rok i różnorodność krajobrazów idą w parze z doświadczeniem lokalnych filmowców i brakiem bariery językowej, co ma naprawdę ogromne znaczenie.

Niestety, najwyraźniej nasz rynek jeszcze nie dojrzał do tego typu działań. Choć jesteśmy w stanie zorganizować kompleksową produkcję na Malcie, mieszcząc się w 50 proc. budżetu analogicznej produkcji w Chile czy Meksyku, jednocześnie dysponując możliwościami liczącej się na międzynarodowym rynku firmy The Bigger Picture, realizującej projekty dla Hollywood, nasza oferta nie cieszy się większym zainteresowaniem. Duże oszczędności wciąż mają niewielkie znaczenie w obliczu chęci zorganizowania sobie darmowych, egzotycznych wakacji na koszt klienta przez znaczną część ludzi pracujących w branży reklamowej. Czekamy jednak cierpliwie na zmiany, które - mam nadzieję - kiedyś nastąpią.

Oprócz tego, że prowadzisz firmę Incydent, zajmujesz się również dubbingiem, m.in podkładałeś głos filmowemu Piotrowi Pevensie z "Opowieści z Narnii". Jak to się stało, że właśnie Ty użyczyłeś swojego głosu, czy musiałeś przejść przez jakiś casting?
Dubbinguję od 8. roku życia. Wtedy pierwszy raz pojawiłem się w studiu nagraniowym na warszawskim Mokotowie, użyczając głosu głównemu bohaterowi amerykańskiego filmu "Klan urwisów". Wpadłem na dobre, bo dubbing naprawdę potrafi wciągnąć. Głos podkładam w miarę regularnie, przede wszystkim do seriali telewizyjnych dla kanałów dziecięcych i młodzieżowych, czasem zdarza się również film kinowy. Oczywiście, w większości przypadków należy pomyślnie przejść przez casting. I choć dubbingiem zajmuję się już od wielu lat, a w studiu bywam nieraz po kilka razy w tygodniu, każdy casting niesie za sobą dreszczyk emocji. W końcu to klasyczna rywalizacja.

Trudno jest dubbingować?
W dubbingu najważniejsza jest naturalność. Trudnym jest nie tyle sam dubbing, co wykrzesanie z siebie jak największej cząstki siebie. Dlatego właśnie nieocenioną jest rola reżysera (a w wielu przypadkach również pełnego dobrych rad realizatora), który musi pomóc aktorowi wcielić się w dubbingowaną postać. Ich praca bez wątpienia jest trudna, dlatego przyznam szczerze, że to, w znacznej mierze, od nich zależy efekt końcowy.

Co poradziłbyś młodym osobom, które chciałyby się sprawdzić w dubbingu?
Nie bać się naturalności. Sztuką nie jest grać kogoś. Sztuką jest wcielić się w postać w taki sposób, aby aktor stał się bohaterem, a bohater aktorem. Brzmi groźnie, ale w rzeczywistości wystarczy dobrze poznać bohatera, spróbować przeżyć jego przygody i zastanowić się, jak ja bym się zachował i co bym powiedział, gdybym był na jego miejscu.

Jakie filmy lubisz najbardziej oglądać?
Nie mam swojego ulubionego gatunku, podobnie jak z muzyką. Uwielbiam zarówno klasyczny film noir, jak i filmy sensacyjne i wojenne z lat 70. i 80., czy współczesny film gangsterski. Cenię sobie dobre, inteligentne komedie, ale lubię czasem się zresetować przy mało ambitnym kinie drugiego sortu. Z racji wykonywanego zawodu cenię sobie dobrą realizację. To jest to, co lubię oglądać najbardziej.

A jakiej muzyki i wykonawców lubisz słuchać?
Najbliższych jest mi kilka gatunków: progressive house, rock, lounge, jazz i muzyka klasyczna. Przy tej ostatniej najlepiej odpoczywam. Przy pierwszej najlepiej mi się jeździ w dłuższych trasach samochodem.

Czym się jeszcze interesujesz?
Moimi największymi pasjami są fotografia i nurkowanie techniczne. Ze sportów zimowych wybieram snowboard. Poza tym, tak miło się zdarzyło, że swój zawód mogłem wybrać właśnie pod kątem pasji. Zatem największą pasją jest zdecydowanie produkcja filmowa.

Jakie jest Twoje największe marzenie?
Największe wiąże się z najbliższymi mi osobami, te nieco dalsze marzenia, choć również ważne, wiążą się z rozwojem zawodowym. Szczegółów zdradzać nie będę, żeby nie zapeszać (uśmiech!)

Jakie masz plany na najbliższe dni, miesiące?
Wśród planów na najbliższe dni jest zamknięcie kilku projektów i kontynuacja kolejnych, a zatem głównie plany zawodowe. W nieco dalszych planach znajduje się krótki urlop i generalny remont mieszkania.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów!
Dziękuję również i pozdrawiam!

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!