Cała ta wrzawa wokół ACTA jest nakręcana i służy kilku grupom nacisku: uzależnionym od internetu, okradanym przez internet i politykującym w internecie. Hasło: "wolność słowa" znalazło się tutaj na zasadzie filozoficznie nośnego parawanu.

Uzależnieni od internetu


Nie "odkryję Ameryki", jeżeli wyrażę przekonanie, że dynamicznie rozwijające się media elektroniczne wytworzyły swoistą społeczność w cyberprzestrzeni. W przeważającej większości składa się ona z dzieci i młodzieży. Organizuje się ona w ramach społecznościowych portali oraz na blogach i czatach. Młodzi użytkownicy mocno angażują się w to, co się dzieje w sieci; aż do chorobliwego uzależnienia. Mają łatwy dostęp do najnowszej muzyki, do przedpremierowych filmów, do atrakcyjnych oprogramowań, do gier komputerowych. I mają to za darmo. Po prostu - "ściągają sobie", czyli kradną. Producenci i właściciele jakoś przymykali na to oko. Internet stał się dla młodego pokolenia wirtualnym "miejscem na ziemi", rodzajem azylu i solidarnościową platformą. "Dzieci cyberprzestrzeni" poszukują tutaj miłości, przyjaźni, psychicznego wsparcia.
Tymczasem obok bieżącej informacji, akcentującej banał i dziwactwo, i przetworzonej wiedzy z trzeciej ręki, mamy w sieci sporo łajna, wulgaryzmów, dewiacji, insynuacji, stręczycielstwa i pornografii. W internecie grasują także organizacje przestępcze. Rosnące znaczenie internetu nie może stawiać go poza prawem.

Wszelkie regulacje z tym związane nie mogą być paraliżowane buntem w obronie "wolności słowa". Widzimy, jak wygląda ta wolność słowa w sieci, czytając wulgarne i pełne oskarżeń komentarze, pozbawione szacunku dla wartości i zasłużonych osób. "Słowo" w internecie jest sponiewierane i pozbawione wolności. Takiego słowa nie warto bronić. Ale jak o tym wszystkim powiedzieć zauroczonej siecią młodzieży? Że kradzież jest grzechem. Że jak się bierze cudze, to trzeba zapłacić? Ktoś chce naprawić ich świat, a oni są biedni i chcą być niezależni. Nie oddadzą nikomu tego, co pokochali. Dlatego wychodzą na ulice. Nie ma w tym żadnej ideologii.

Okradani przez internet


Jeżeli akceptujemy prawo człowieka do własności, a to nas przecież szlachetnie różni od komunizmu, to nie możemy pozwolić na łamanie tego prawa, od wieków strzeżonego przez Dekalog. Umowa ACTA jest odpowiedzią na skalę piractwa komputerowego. Business Software Alliance, powołując się na specjalne badania, podaje, że w roku 2010 wartość nielegalnego / skradzionego / oprogramowania w świecie osiągnęła poziom 59 mld dolarów. Rynek podróbek produktów jest szacowany na kwotę 500 mld dolarów. W Polsce obrót nielegalnymi programami wyniósł prawie 2 mld zł. Nie mówiąc o stratach producentów fonograficznych, filmowych i samych twórców, którzy utrzymują się z wypracowanej własności intelektualnej i artystycznej. Rekordzistą w naruszaniu praw autorskich i w złodziejskim fachu jest pewien student z Tarnowskich Gór, w którego komputerze policja znalazła programy warte 3,6 mln zł. Wielu młodocianych internautów, cieszących się ze zdobycia w sieci atrakcyjnego nagrania, nawet nie ma pojęcia, jak na tym procederze zarabiają ich cwani znajomi. I tak cwaniacy wyciągają na ulice naiwnych. W imię walki o "sprawę", a tak naprawdę, to w obronie własnego złodziejskiego interesu.

Politykujący w internecie


Nie ma już chyba polityka, który by nie pisał w internecie, atakując swoich przeciwników politycznych i wykorzystując w pełni przysługującą mu "wolność słowa". Czasem aż korci, żeby ją ukrócić! To właśnie politycy spartaczyli umowę ACTA, tworząc zapisy o tak szerokim zakresie interpretacji, że za nielegalne może być uznane to, co dzisiaj nikomu nie wadzi. A już sekretny sposób wprowadzenia czy narzucenia tej umowy społeczności międzynarodowej kompromituje rządzących. I tutaj każdy protest jest zasadny. Teraz politycy trzęsą portkami, widząc rosnących w siłę zamaskowanych demonstrantów, do których przyłączył się ostatnio sam Mikołaj Kopernik. Pamiętają zamieszki w Londynie zorganizowane przy pomocy SMS-ów, udział portali Twitter i Facebook w rewolucji w Tunezji i Egipcie, protesty w Bahrajnie, Jemenie i Syrii zainicjowane przez media społecznościowe.

Nowoczesne państwo nie jest w stanie skutecznie kontrolować cyberprzestrzeni. Dlatego politycy PO przyznają ostrożnie rację przeciwnikom ACTA. Politycy PIS-u popierają żądania internautów, bo to silny elektorat na przyszłość, no i trzeba dokopać Tuskowi. Tylko Palikot się pogubił w tej wrzawie i palnął w Radiu ZET, że "młodzi ludzie, których nie stać na kupno rzeczy, mają prawo je kraść". A to dlatego, że Polska jest biedna i z tego powodu należy kraść własność intelektualną. Taka logika ekscentryka. Nikt ani się nie zająknął, że przecież powinniśmy żyć w państwie prawa i jak tu walczyć z wszelkim złodziejstwem, tak demoralizując naszą młodzież. Nie zająknął się nawet Zbigniew Ziobro. Dużo w tym hipokryzji i partyjnych interesów. Jest nadzieja, że marsze protestacyjne wymrozi z ulic luty. Polska, jako członek UE i przyjaciel USA, nie będzie mogła zablokować ACTA, będą jakieś konsultacje... Co do mnie - nie straszne mi takie umowy. Komputer wykorzystuję jako maszynę do pisania. Piszę, co chcę i ani mi w głowie, że ktoś mi coś zrobi. Wolność słowa mam w posiadaniu od urodzenia. Życie jest zbyt poważne, żeby tłuc się o duperele. Może jestem nihilistą? Albo bez obywatelskiego serca? Co by to nie było, narodzie, to ten temat staje się nudny i do kabaretu!

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!