(© W24)

Większość ekspertów twierdzi, że w interesie Pawlaka jest trwanie w koalicji. Takie myślenie jest pozbawione znajomości realiów w jakich znalazło się polskie państwo.

Wiele osób z wypiekami na twarzy obserwuje fascynujący serial pt. "Kłótnia w rodzinie" czy też "Kłótnia w koalicji". Nieprzypadkowo używam słowa "rodzina", bowiem sam minister Nowak tłumaczył w TVN24, że małżeństwo nie polega na tym, iż robi się razem tylko rzeczy przyjemne, ale i również podejmuje wspólnie trudne decyzje.

Co innego sądzi w tej sprawie ludowiec Janusz Piechociński, który pozostając w retoryce Nowaka, wytłumaczył, dlaczego PSL nie zaakceptuje sytuacji, w której PO przegłosuje razem z Ruchem Palikota reformę emerytalną, a potem dalej będzie rządzić z PSL-em. Dla Piechocińskiego byłaby to zdrada, a PO zachowałaby się jak mąż, który po tym, jak zdradził swoją żonę, wraca do domu i udaje się, że nic się nie stało. Na całe szczęście Ruch Palikota nie wykorzystuje rodziny do politycznych gierek; jakby zresztą to wyglądało - poseł Biedroń oraz posłanka Grodzka w roli ekspertów od rodziny. Proszę się tylko nie śmiać, bo to jest już homofobia, rasizm, cokolwiek.

Wydawałoby się, że najwięcej radości z tej sytuacji powinna mieć największa partia opozycyjna czyli PiS; w końcu po latach posuchy może w końcu udałoby
się im wygrać jakieś wybory. Tak jednak nie jest, najbardziej zadowolonym z tej sytuacji wydaje się być Janusz Palikot, co też nie jest w sobie, aż tak bardzo zaskakujące - przywykliśmy już do tego, że Palikot robi sobie z wszystkiego jaja.

Janusz Palikot jest ateistą i to pewnie dlatego pan Bóg, go pokarał i zesłał na niego w takim momencie, chorobę. Pomimo jednak fizycznego osłabienia pan Janusz chwycił za telefon, i ostatkiem sił wysłał SMS-a do dziennikarzy, w którym napisał, że umówił się z premierem Tuskiem na następny tydzień. Później jednak Paweł Graś wszystkiemu zaprzeczył. Okazało się, że Palikot nie dostąpił łaski pana, i nie otrzymał oficjalnego zaproszenia od premiera Tuska.

Niemniej Janusz Palikot musi mieć ogromną radochę, teraz to on będzie stawiał warunki, a potężny faraon, Donald Tusk będzie musiał iść na ustępstwa wobec jego partii. Oczywiście PO może zdecydować się na wcześniejsze wybory, ale historia pokazuje, że taki ruch byłby nierozsądny - władza, która w przeszłości na nie się decydowała, była odsyłana przez społeczeństwo na śmietnik historii. Jak wytłumaczyć "ludowi", że w trudnych czasach trzeba ponownie zainwestować w wybory, choć odbyły się one zaledwie kilka miesięcy temu. Nie, naród mógłby tego nie zrozumieć.

Zostaje, dogadać się z Pawlakiem i jest to scenariusz najbardziej realny. Wczoraj Pawlak poczuł, jak jego partia może być traktowana przez media, w razie zerwania koalicji. Już nie tylko okropny Joachim Brudziński mówi do dziennikarza TVN24, że ten bawi się w adwokata PO; zrobił to również wczoraj szef PSL-u.

Po wczorajszej rozmowie redaktor Pochanke z Pawlakiem, nietrudno jest sobie wyobrazić jak będzie wyglądała narracja medialna, w przypadku rządu PO-PSL; Pawlak będzie przedstawiony jako polityk, dla, którego gry partyjne są ważniejsze od losów Polski. I nawet jeżeliby mu rzeczywiście zależało na przeforsowaniu swoich propozycji, to nikt mu w to nie uwierzy. W Polskę poszły już informacje, że w tym roku ma kongres, rywalizuje o władzę w partii; krótko mówiąc wszelkie jego decyzje są determinowane potrzebą utrzymania władzy w PSL. Większość ekspertów twierdzi, że Pawlak poprzez poróżnienie się z Tuskiem w sprawie reformy emerytalnej, uwiarygadnia się przed własnym elektoratem, który w każdym momencie może odpłynąć do Jarosława Kaczyńskiego, i właśnie dlatego Pawlak nie zdecyduje się na wyjście z rządu. PO i PSL są na siebie skazane. PSL na PO, ponieważ ta gwarantuje im "stołki", PO na PSL, ponieważ koalicja z lewicowymi: SLD oraz Ruchem Palikota może doprowadzić do odejścia z partii Tuska prawego skrzydła i rozpadu całego ugrupowania.

Leszek Miller, stwierdził, że gdyby Pawlak wyszedł z koalicji to byłby politycznie skończony. Nie jestem do tego przekonany; Pawlak doskonale zdaje sobie sprawę z sytuacji finansowej państwa, a jego wypowiedź, a propos emerytur i nieufności wobec ZUS-u nie była przypadkowa. Wcześniejsze wyjście z koalicji wcale nie musiałoby być, dla niego gorszym rozwiązaniem od trwania w niej.

Każdy doskonale wie, że żadna siła polityczna nie przetrwa tego co niebawem nastąpi- przyjścia do Polski prawdziwego kryzysu finansowego. Bądźmy przygotowani na różne polityczne gierki, oraz nieprzewidywalne zwroty akcji.

Mylą się ci, którzy sądzą, że Tusk chce się zmierzyć z kryzysem. Informacja o tym, że nasz premier mógłby zostać szefem Komisji Europejskiej tylko to potwierdza. W rzeczywistości Tusk marzy o tym, aby uciec do Brukseli zanim Polska zbankrutuje. Wtedy pomimo zrujnowanego państwa duża część naszego społeczeństwa w dalszym ciągu będzie go postrzegała męża stanu, z którym liczy się cały świat. Jeżeli to jednak mu się nie uda, będzie skończony.

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!