Rozczarowanie i zadziwienie. Antybohater Szczęsny i bohater Tytoń. Presja, która "spaliła" zespół. "Czy leci z nami trener?"

Rozczarowanie i zadziwienie

W pierwszej połowie meczu wydawało się, że zmieciemy Greków z powierzchni boiska. Piękna bramka Lewandowskiego i kilka kapitalnych sytuacji niewykorzystanych przez Murawskego, Perquisa i Lewandowskiego. Zespół grał jak z nut. Mogliśmy zejść do szatni z wynikiem 5:0! Sprzyjał nam nawet sędzia, który zbyt pochopnie pokazał czerwoną kartkę greckiemu obrońcy i przymknął oko na dotknięcie piłki ręką przez naszego zawodnika w polu karnym...

Drużyna zeszła do szatni i wyszła po przerwie na boisko całkiem odmieniona, choć przecież ta sama. Co się działo w szatni, co spowodowało tak koszmarną
metamorfozę? Ano nic.Trener Smuda:" Po przerwie bardzo się motywowaliśmy,
chcieliśmy ten wynik utrzymać". Zadziwiające.

Do końca meczu jeszcze cała druga połowa, a drużyna motywuje się do "utrzymania" wyniku, zamiast do strzelenia następnych bramek, skoro nam tak dobrze idzie. I zaczęła się typowa gra na utrzymanie wyniku. Więcej podań wszerz boiska i do tyłu, niż do przodu, gdzie czekał bezrobotny Lewandowski. Jakbyśmy zapomnieli, że mamy przewagę liczebną, że trzeba Greków trochę zmęczyć, a potem dziarsko zaatakować.

W dodatku nasi zaczęli wyraźnie opadać z sił. A Grekom sił jakby przybywało. Podobno opadli z sił, bo było duszno. Cóż, wszystkim było duszno, skoro jakiś ważny działacz-idiota podjął decyzję, żeby zamknąć dach stadionu...

Antybohater Szczęsny i bohater Tytoń

Można śmiało powiedzieć, że remis załatwił nam bramkarz Wojciech Szczęsny.
Jego zła interwencja z koleżeńską pomocą Wasilewskiego doprowadziła do tego
remisu. To wyjście z bramki było ryzykowne i niepotrzebne. Rozumiem te nerwy, bo nasza obrona była dziurawa i nie nadążała za ciągle nie osłabionymi Grekami.
Znerwicowany młody bramkarz chwilę potem fauluje w polu karnym Greka i mamy prawdziwy horror.

Grozi nam inauguracyjna klęska i koniec marzeń o wyjściu z grupy... Czerwona kartka dla Szczęsnego i wszystko w rękach rezerwowego Tytonia. Wstrzymaliśmy oddech i stał się "polski cud". Bohater Tytoń uratował nam remis i reputację kolegi-bramkarza, broniąc strzał najlepszego z greckich napastników!

"Czy leci z nami trener?"


Ta drużyna grała bez "pilota". Zazwyczaj ciskający się przy bocznej linii trener
Smuda, tym razem skrył się gdzieś na ławeczce. Fatalna druga połowa meczu
wymagała natychmiastowych interwencji trenera i wymiany zawodników; wprowadzenia na boisko przebojowego Grosickiego, Mierzejewskiego i Wojtkowiaka, bo oddaliśmy środek pola i szwankowała lewa obrona. Tymczasem
Smuda zwlekał do ostatniej minuty.

Pewnie modlił się o "utrzymanie wyniku". Nie zdał tego egzaminu. Nie zdali tego egzaminu także kibice. Doping był marny. Publiczność nie była dwunastym zawodnikiem. Może dlatego, że widownię w większości wypełnili przypadkowi kibice, których stać było na drogie bilety, a ci prawdziwi tłoczyli się w wyznaczonych im strefach.

Czeka nas teraz "mecz o wszystko" z mocną Rosją, a potem "mecz o honor" z Czechami. Jeżeli nie osiągniemy przynajmniej remisu z Rosją i nie wygramy z Czechami, przeżyjemy totalną kompromitację i wstyd. Oby Jan Tomaszewski nie miał racji. Bo przecież drużyna niby jest i od czasu do czasu przypomina BVB...

Znajdź nas na Google+

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!