Na premierze tego filmu, pod koniec czerwca br. w jednym z kin na Hollywood Boulevard, pojawiło się mniej niż dziesięć osób. Mimo to, dziś ta produkcja nie schodzi z czołówek gazet i stała się iskrą do antyamerykańskich zamieszek na Bliskim Wschodzie.

Aktorstwo było najniższego kalibru - taką recenzję filmowi, który dziś budzi kontrowersje nie tylko w świecie arabskim, wystawiła jedna z garstki osób, która widziała go na jedynym otwartym pokazie (cytowana przez Los Angeles Times). Owa premiera miała miejsce 23 czerwca br. w kinie Vine Theatre na Hollywood Boulevard i miała zgromadzić mniej niż dziesięć osób. Ten wynik nie poprawiła nawet "atrakcyjna" kobieta, zachęcająca do obejrzenia projekcji oraz plakaty reklamujące "Niewinność Bin Ladena", bo tak pierwotnie nazywała się produkcja.

Po raz pierwszy, mój muzułmański bracie, jesteś świadkiem historii prawdziwego terrorysty. Terrorysty, który zabił nasze dzieci w Palestynie, a naszych braci w Iraku i Afganistanie - głosił napis w języku arabskim na plakacie, wydrukowanym przez lokalne gazety. Ta reklama szybko znalazła się na celowniku miejscowych władz, ponieważ takie słowa "przyozdobione" zdjęciem byłego przywódcy Al-Kaidy sporo obiecywały. Jak się szybko okazało, film nie nosił żadnych antyislamskich podtekstów ani nawołujących do przemocy. Mimo to, nie doszło do kolejnych projekcji tytułu, ale kilka tygodni później w serwisie youtube.com użytkownik "sam bacile" opublikował jego dwa, 13-minutowe fragmenty, całkowicie odbiegające od oryginalnej treści produkcji.


Ale nim pokazała je egipska telewizja Al-Nas i wybuchły antyamerykańskie zamieszki na Bliskim Wschodzie, dla ludzi biorących udział w tworzeniu filmu stało się jasne, że zostali wykorzystani. Cała obsada jest bardzo zdenerwowana i czuje wykorzystana przez producenta. Jesteśmy w stu procentach przeciwni temu filmowi (...) Jesteśmy zszokowani drastyczną postprodukcją i kłamstwami, które nam przekazywano. Jesteśmy głęboko zasmuceni tragediami, które miały miejsce - czytamy we wspólnym oświadczeniu ponad 80-osobowej obsady i członków produkcji filmu.

Okazuje się, że ci pracowali przy tytule "Pustynny wojownik", opowiadający "o walkach plemiennych, spowodowanych pojawieniem się na Ziemi komety". W wyniku postprodukcyjnego procesu, oryginalne dialogi zastąpiono dubbingiem oraz zmontowano je w odpowiedni sposób. Odtwórcy głównych ról nie mieli pojęcia, że staną się częścią antyislamskiego obrazu, przedstawiającą Mahometa jako "kobieciarza, zwolennika homoseksualizmu i pedofilii". Choć, co do samej treści "Niewinności Muzułmanów" istnieje wiele opinii, to wyłania się z nich ostra krytyka centralnej postaci islamu. Mistyfikacją okazała się również tożsamość domniemanego twórcy filmu.

Po wybuchu pierwszych anty-amerykańskich zamieszek, spowodowanych treścią filmu do Associated Press zadzwoniła osoba przedstawiająca się jako Sam Bacile, 56-letni deweloper z Izraela, która ze szczegółami opowiedziała o powstawaniu "Niewinności Muzułmanów". Budżet filmu miał wynieść 5 milionów dolarów, a do tak dużej kwoty miało się przyczynić 100 żydowskich ofiarodawców. Te informacje zostały szybko zweryfikowane - izraelski MSZ potwierdził, że nikt o takim nazwisku nigdy nie był obywatelem tego kraju, a oglądając krótkie fragmenty produkcji łatwo można dojść do wniosku, że owe 5 mln dolarów zostało bardzo źle wykorzystanych. Film na kilometry bije amatorskim podejściem do kina, z bardzo naiwnym wykorzystaniem blue box oraz tandetnych efektów specjalnych. Kalifornijska policja, obserwująca coraz większe zamieszanie wokół "Niewinności Muzułmanów", postanowiła sprawdzić realną tożsamość jego producenta. Okazał się nim Nakoula Basseley Nakoula, 55-letni Amerykanin egipskiego pochodzenia, którego biografia wcale nie pasuje do nieskazitelnego twórcy kina.

Przed dwoma laty został skazany na 21 miesięcy więzienia za oszustwa bankowe (od czerwca 2011 r. na zwolnieniu warunkowym). Wcześniej był zamieszany w serię przekrętów finansowych - kilkakrotnie oszukiwał urząd skarbowy na łączną kwotę kilkuset tysięcy dolarów. W 1997 r. został aresztowany za posiadanie efedryny i kwasu jodowodorowego i oskarżony o produkowanie silnie uzależniającej metaamfetaminy. Póki co, śledczym nie udało się ustalić, skąd w oszuście finansowym pojawiła się filmowa ikra, ale według jego zeznań, scenariusz do "Niewinności Muzułmanów" miał napisać jeszcze w więzieniu. Pieniądze na jego realizację (według różnych źródeł od 50 do 60 tysięcy dolarów) miała przekazać rodzina Nakouli, mieszkająca na co dzień w Egipcie.

Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że twórca filmu jest wyznania koptyjskiego - mniejszości chrześcijańskiej najliczniej zamieszkującej w kraju faraonów. Produkcja kontrowersyjnego obrazu trwała zaledwie 12 dni, a całą produkcyjną otoczką miał zajmować się 21-letni syn oszusta finansowego, Abanob Basseley. Oczywiste intencje twórcy tytułu potwierdza jego wpis pod opublikowanymi na youtube.com fragmentami produkcji - "Idioci, to na 100 proc. jest amerykański film!".

Co ciekawe, od internetowej publikacji minęło prawie dwa miesiące do momentu, kiedy został zauważony przez arabskie media. A dokładniej przez egipską telewizję islamistyczną Al-Nas, która w programie sejka Khaleda Abdallaha pokazała krótkie fragmenty filmu z arabskim tłumaczeniem. To wystarczyło, aby o całej sprawie dowiedzieli się nie tylko mieszkańcy Bliskiego Wschodu, ale i zachodnia prasa. Skutki? Gwałtowne zamieszki, połączone z atakami głównie na amerykańskie ambasady w Egipcie, Afganistanie, Jemenie, Tunezji czy Libii, ponad 52 ofiary śmiertelne (wśród nich John Christopher Stevens, ambasador USA zabity w Benghazi 11 września 2012 r.) i około 400 rannych.

Trudno ocenić rozwój sytuacji, ale nikt nie ma wątpliwości, że publikacja "Niewinności Muzułmanów" była tylko iskrą, która zapaliła antyamerykańską beczkę prochu na Bliskim Wschodzie. Kozłem ofiarnym w całej sprawie jest również sam serwis youtube, który został zablokowany w kilku arabskich krajach, by zapobiec w ten sposób kolejnym zamieszkom. Ale kontrowersyjny film już dawno stał się klasycznym przykładem efektu Streisand, w myśl porzekadła "im bardziej chcesz coś ukryć, tym bardziej staje się popularne". Serwis youtube nie zamierza usuwać fragmentów "Niewinności Muzułmanów", ponieważ nie narusza regulaminu portalu, a śledczy zza oceanem ocieniają, czy działania Nakoula Basseley Nakoula są w jakimkolwiek punkcie łamaniem prawa.

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!