(© http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Singapore_Street_Circuit_before_race.jpg)

Nocą, gdy oświetlone przez latarnie miasto zaczyna pustoszeć, w niektórych miejscach można usłyszeć głośne obroty samochodowych silników.

Podrasowane auta z zawrotną prędkością przemierzają rzeszowskie ulice. Nielegalny wyścig samochodów trwa, lecz nie każdemu kierowcy udaje się go ukończyć, bo lepiej wypaść z ostrego zakrętu niż wyjść na cieniasa, który zdjął nogę z gazu w najważniejszym punkcie trasy.

Zaczyna się od tuningu...


Słabość mężczyzn do dobrych marek samochodów jest powszechnie znana. Wielu panów z nabożeństwem poleruje lakier na swoim aucie, wymienia olej silnikowy i płyn do spryskiwaczy. Niektórzy kierowcy posuwają się znacznie dalej w tych zmianach, które zaczynają wykraczać poza płyny i obejmować różnego rodzaju części. Nie robią tego jednak z powodu jakiejś awarii czy usterek, ale po to, żeby ich fura mogła w jak najkrótszym czasie osiągnąć upragnioną na liczniku setkę.

- Moja przygoda ze ściganiem zaczęła się właśnie od tuningu - opowiada Maciek, 23-letni student informatyki. - Najpierw zamontowałem turbosprężarkę, później wzmocniłem hamulce, dodałem spojlery, a dopiero na końcu pomyślałem, że mogę spróbować te bajery jakoś wykorzystać.
- I jak je wykorzystałeś? - zapytałam. W odpowiedzi na pytanie uśmiechnął się pod nosem i dodał:
- Dziewczyny takich rzeczy nie rozumieją do czasu, aż się ich nie przewiezie.
- Czyli muszę się z tobą przejechać, żeby zobaczyć, co cię kręci w takich wyścigach? - zapytałam pół żartem, pół serio.
- Jak chcesz wiedzieć, dlaczego się ścigamy, to musisz choć raz poczuć tę adrenalinę, która uwalnia się w czasie szybkiej jazdy i sprawia, że wciskam gaz do dechy. Nie myślę, wtedy o niczym, bo liczy się tylko prędkość, choć sprawne hamulce też się czasem przydają.

Ryzyko jest zawsze, a z zabawą bywa różnie


Maciek w nielegalnych wyścigach samochodowych bierze udział od ponad dwóch lat. Jak na razie szczęście mu sprzyja, bo poza paroma rysami jego BMW nie nosi żadnych poważniejszych znaków po ekstremalnej jeździe. Niestety nie wszyscy jego koledzy wychodzą bez szwanku z takich nocnych "zawodów".

- Najbardziej niebezpieczne są dragi - mówi Michał, któremu zdarzyło się już skasować swoje auto podczas nielegalnego wyścigu. - Dragi? Co to takiego? - pytam bez skrępowania, bo terminologia motoryzacyjna nie jest mi specjalnie bliska.
- Podczas dragów przejeżdżamy 1/4 mili po prostym odcinku jezdni w możliwie jak najkrótszym czasie. Raz wpadliśmy z kumplami na pomysł, żeby urozmaić sobie taki przejazd i pod koniec zrobić slalom między oponami. Pech chciał, że miałem najlepszy czas na dragu, ale nie zdążyłem wyhamować przed leżącymi na jezdni przeszkodami. Wpadłem w oponę ze znaczną prędkością, straciłem panowanie nad kierownicą, wyleciałem z trasy uderzając w metalową barierkę - wspomina.
- Doznałeś jakiś obrażeń?
- Musiałbym mieć niezłego fuksa, żeby ich nie doznać. Skończyło się tylko na połamanych rękach i lekkim wstrząśnieniu mózgu. Minęło pół roku zanim znowu stanąłem na starcie.
- Nie boisz się, że kiedyś spotka cię gorszy wypadek?
- Jest ryzyko, jest zabawa - odpowiada i puszcza perskie oko.

- A co z policją? Wyścigi stwarzają zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego.
- Ścigamy się w miarę rozsądnie. Czasem nawet blokujemy na chwilę drogę na odcinku, gdzie jest wyścig. Od miśków mamy ciche przyzwolenie. Już się zdarzyło, że przyjeżdżali, popatrzyli, a po zakończeniu odjeżdżali. Zresztą glina też facet i skoro Formuły 1 nie może sobie na żywo pooglądać to przynajmniej naszymi popisami oko nacieszy.

Pula hula, a kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa


Powoli zbliża się godzina startu. Na miejscu są już wszyscy, którzy potwierdzili swój udział w wyścigu.
- Dziś pula nie jest zbyt wysoka, bo zaledwie dwa tysiaki, ale pewnie i tak będzie gorąco, bo na tym ostrym wirażu odpuszczają najwięksi chojracy - mówi podekscytowany Wojtek, wskazując na najbliższy zakręt.

Z jednego ze stojących na starcie samochodów wysiada wysoka, długonoga blondynka w skórzanej spódniczce, której długość z pewnością nie przekracza pięciu centymetrów. Pochodzę do niej i pytam:
- Dlaczego wysiadłaś z auta tuż przed wyścigiem?
- Nie chcę rozpraszać Łukasza w czasie jazdy - odpowiada śmiejąc się. - Nie za wiele na siebie włożyłam i jadąc ze mną myślałby nie o tej jeździe, co trzeba.
- Nie boisz się o niego? Taki wyścig nie jest chyba specjalnie bezpieczną rozrywką?
- Może i są bezpieczniejsze, ale za to mniej emocjonujące. Sama bym się chętnie pościgała, lecz moje umiejętności pozostawiają jeszcze wiele do życzenia.
- W przyszłości planujesz jeździć w takich wyścigach?
- Jasne, przecież to świetna zabawa i niezła kasa do zgarnięcia.
- A czym się zajmujesz na co dzień? Studiujesz? Pracujesz? - dopytuję.
- Sorry, ale to nie jest twoja sprawa - ze złością kończy rozmowę i podchodzi w stronę zajeżdżającego z piskiem opon samochodu Łukasza.

Wyścig dobiegł końca. Tej nocy królem szosy okazał się właściciel czerwonej Alfy Romeo 147. Jego ryzykowny drifting na zakręcie dał mu nie tylko prowadzenie, ale również przewidzianą na tę noc pieniężną nagrodę. Po zakończeniu wyścigu ulica znowu świeciła pustką i tylko w powietrzu czuć było jeszcze swąd spalonych opon.

- Za tydzień znowu się ścigacie? - spytałam Maćka.
- Jak będzie ekipa to pewnie tak, ale już w innym miejscu i o innej porze, więc tutaj raczej nie będziesz miała szans popatrzeć.
- Dziś też widownia nie była zbyt liczna - zauważyłam.
- Informacja o miejscu i czasie jest przekazywana z reguły tylko tym, którzy potwierdzili udział. Tłum nie jest tutaj nikomu do szczęścia potrzebny. Kiedyś informowaliśmy więcej osób, ale niektórzy mieli dość panienek, które próbowały im wsadzać tyłki przez szyby do samochodów i pijanych cwaniaków, rzucających pod koła butelki po wódce.
- Poza tym, gdy więcej osób wie, rosną szanse na to, że ktoś zawiadomi policję i zgłoszenie trafi do funkcjonariusza, który nie będzie przepadał na wyścigami – sugeruję i odwracam głowę, aby uniknąć przenikliwego wzroku mojego rozmówcy.
- Słuszna uwaga - odparł patrząc na mnie podejrzliwie, a po chwili odszedł.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!