(© Wikimedia Commons)

14 czerwca 2013 r., Jarosław Kaczyński podpisał się pod wnioskiem, o referendum w sprawie odwołania z funkcji prezydent Warszawy. Przy okazji stwierdził, że trzeba to zrobić, bo Warszawa ma nieudolne władze, bałagan i ogromny dług.

Jarosław Kaczyński uczynił ten ważny gest polityczny, w świetle jupiterów i błysków flaszy, bo prezes PiS ceni sobie takie fajerwerki propagandowe. Następnie oskarżył prezydent stolicy głównie o "wielki bałagan i wzrost zadłużenia miasta o 115 proc." Bałagan bałaganem, a zadłużenie jest faktem. Tyle, że w tym samym czasie, zadłużenie Radomia, w którym rządzi PiS, wzrosło pięciokrotnie wyżej, bo o 546 proc., jak obliczyli dziennikarze z portalu Gazeta.pl, o czym informuje "Wprost".

Zobacz zdjęcie - Jarosław Kaczyński podpisał się pod wnioskiem o odwołanie prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta) - gazeta.pl.

Prezes Kaczyński mówił: "Wstydliwą rzeczą jest ogromne zadłużanie miasta, ogromne zwiększanie liczby urzędników, to jest wzrost o 35 proc., a zadłużenie wzrosło o 115 proc (...), być może jest to próba realizacji jakichś interesów, ale może to tylko i wyłącznie pokaz skrajnej zadłużenia braku wstydu i nieprzygotowania do tego, by podjąć się trudnego zadania, jakim jest rządzenie Polską".

Kaczyński: "Ogromny dług Warszawy!"

Zaakcentował także, iż przy uwzględnieniu wzrostu dochodów miasta, zadłużenie wzrosło w okresie prezydentury Gronkiewicz-Waltz, z 33 procent do 47,7 procent, a obecnie spada, ponieważ pod koniec 2011 roku wynosiło 50 procent.

Dla ścisłości danych statystycznych Warszawa, na tle innych wielkich miast w kraju, ma wskaźnik zadłużenia na poziomie 47,7 proc., i jest on najniższy, w porównaniu z poziomem długów wśród "wszystkich dużych polskich miast". Dług Wrocławia wynosi 63,5 proc., Łodzi - 60,6 proc, a Krakowa - 59,4 procent.

Radom natomiast miał na koniec 2012 roku zadłużenie na poziomie ponad 40 proc., czyli niewiele niższe od Warszawy, przy mniejszych 13-krotnie wydatkach niż Warszawa i wpływach, ale nie wydatkach na "janosikowe" (Radom nie wydaje na "janosikowe" a korzysta z niego); (Radom z tego tytułu w 2013 r. dostanie 20 mln zł, a Warszawa - zapłaci 793 mln zł).

Do opinii publicznej przeszły wczoraj również istotne informacje, w sprawie stołecznego referendum, wygłoszone przez szefa SLD, Leszka Millera. Zapowiedział, że gdy liczba podpisów za plebiscytem o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz przekroczyła 100 tys., poparcie zadeklaruje SLD. Również Ryszard Kalisz poparł plebiscyt, bo jak powiedział: "Gronkiewicz nie rozumie miasta".

Sceny polityczne przed pomnikiem Witosa

Podobnie jak Miller stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ale jego działacze z rozmachem i ekspresją już podsuwają ludziom do wypełniania formularze, z wyraźnie wyeksponowaną nazwą partii. Zdaniem obserwatorów – PiS w tej grze śpiewa tą samą nutą, co Ruch Palikota.

Na razie jednak trudno na działaczach PiS dostrzec organizatora akcji referendalnej, czyli jawnego współpracownika Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, kierowanej przez burmistrza Ursynowa, Piotra Andrzeja Guziała.

Jednak w piątek prezes Kaczyński odegrał znamienną scenę polityczną - stanął pod pomnikiem Witosa na pl. Trzech Krzyży i oświadczył, że "PiS włącza się do zbiórki podpisów, pod wnioskiem o referendum" – podaje gazeta.pl - PiS wchodzi do referendum. Nie był w geście odosobniony. Przed nim odegrali to: Ruch Palikota, Stronnictwo Demokratyczne Pawła Piskorskiego i Solidarna Polska. Tyle, że te partie prowadzą zbiórkę podpisów, wspólnie z Wspólnotą Guziała, już trzeci tydzień.

Próba sił w PiS - przychodzą na gotowe

Podejmowanie decyzji o przystąpienie PiS do akcji trwało długo, bo musiało zdobyć akceptację prezesa i otrzeć się o "najwyższe czynniki". Zdaniem ludzi z otoczenia prezesa Kaczyńskiego, tu nie tyle chodzi o Warszawę, ile o "osłabienie całej Platformy Obywatelskiej i premiera Donalda Tuska, przed 2014 rokiem". Za rok czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego i do samorządów lokalnych.

Jeden z polityków mówi: "w PiS trwała próba sił. Ekipa pracująca kiedyś w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, byli podwładni Mariusza Kamińskiego, którzy opanowali stołeczny samorząd, naciskała, by przyłączyć się do akcji" – pisze Gazeta.pl. "Grupa cywilna, czyli otoczenie posła Jacka Sasina, twierdziła, że należy zachować pozory obywatelskiego charakteru zbiórki. Popierać ją miękko, bez dawania szyldu PiS." Czy taką "zaszyfrowaną" myśl można było bagatelizować?

O sile i zwycięstwie grupy z CBA miało przesądzić kilka istotnych spraw. Przede wszystkim linia ideologii związanej z o. Rydzykiem Telewizji Trwam. Z początkiem czerwca TV Trwam zaprosiła na rozmowę do studia, pełnomocnika komitetu referendum, byłego działacza PiS, Marka Makucha. Grupa byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego zdegradowała go, aby zrobić miejsce w samorządzie dla byłych funkcjonariuszy CBA.

Ultraprawicowy elektorat natchniony Radiem Maryja

Czasy już nie te a wydarzenia w stolicy każą zmienić linię postępowania. Teraz, więc nie oni, ale Marek Makuch u o. Rydzyka komentował polityczną sytuację w Warszawie. Wypadł dobrze. Poszła po partii pogłoska, że może dostać zaproszenie do Trwam w Toruniu i "wystąpić we flagowym programie Radia Maryja", czyli w "Rozmowach Niedokończonych". A z nich przecież "czerpie wiedzę ultraprawicowy elektorat".

W partii prezesa Kaczyńskiego, od początku akcji przeciw prezydent stolicy, nie podobało się także i to, że Warszawska Wspólnota Samorządowa Guziała zbiera podpisy pod kościołami. Składają je wierni, którzy wychodzą z mszy, a lokalne ugrupowanie Wspólnoty Piotra Guziała zdobywa przychylność tradycyjnego elektoratu PiS.

Z tych względów, działacze prezesa Kaczyńskiego, przygotowali własne formularze do zbierania podpisów. "Kilka poprzednich wersji poszło do kosza, bo zbyt dobrze widoczne były na nich nazwiska organizatorów referendum. Teraz są napisane małą czcionką", i w zasadzie tym i znaczkiem PiS się różnią – mówi rozmówca gazety.

Czas zbierania podpisów potrwa jeszcze kilka tygodni. Organizatorzy referendum muszą mieć dokładnie 133 575 podpisów. Do piątku (14 czerwca) zebrali ponad 110 tys. Zapewniają, że zbiorą 300 tysięcy.

Nastroje w stołecznej Platformie spokojne

W kalkulacja na temat powodzenia referendum, szef SLD Leszek Miller oświadczył niezbyt pewnym tonem, że jeśli do niego dojdzie, to zagłosuje za odwołaniem prezydent. Jak podkreślił – uczyni to ze świadomością, że przyjdzie na jej miejsce "inny członek PO, albowiem premier powoła komisarza". To jednak zmiana strategii, gdyż dotąd jego partia dystansowała się wobec akcji referendalnej. Stołeczni działacze SLD aktywnie przekonywali, że "szkoda na to wydawać kilka milionów złotych".

Tymczasem w Platformie nastroje w stolicy są spokojne. Poseł PO z Warszawy, Marcin Kierwiński powiada: Jesteśmy spokojni. Uważamy, że akcja referendum to czysta polityka. PiS nie mógł przepuścić takiej okazji. Jak bardzo chce odzyskać polityczne wpływy, pokazał już na Ursynowie, którym rządzi pod tęczową flagą, wywieszoną przez burmistrza Piotra Guziała.

Stanisław Cybruch

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!