Line-up Orange Warsaw Festival jest w tym roku wyjątkowo okazały - na dni 17 i 18 czerwca zaproszono kilka gwiazd, które zawsze dobrze wita się na koncertach.

Większość zespołów grała już co prawda w Polsce, ale to ciągle silne magnesy dla spragnionej dobrej muzyki i spektakularnych koncertów publiczności.

Takim żelaznym artystą jest Moby, w tym momencie autor okrągłej dziesiątki płyt - w tym najnowszej, "Destroyed", która na sklepowe półki trafiła w maju. Możemy się więc spodziewać porcji żelaznych hitów, które od ponad 12 lat (pamiętna płyta "Play" stała się kamieniem milowym w karierze artysty) regularnie trafiają do stacji radiowych, ale i nowych kompozycji. Na pierwszym singlu pojawia się garść synth-popowych brzdąkań wpleciona w śmiertelnie poważną, epicką kompozycję. Zobaczcie sami:


O Skunk Anansie pisałam niecały rok temu, przed i po koncercie grupy na gdyńskim Openerze. Nie trzeba długo i rozwlekle chwalić zalet tej szalenie energetycznej grupy i jej największego atutu - fenomenalnej Skin. Na festiwalu zagrali rzetelny rockowy koncert i podgrzali i tak upalną już atmosferę.

Kto wystąpił na Orange Warsaw Festival w 2010 roku?

The Streets bywają w Polsce stosunkowo często i za każdym razem fajnie jest posłuchać Mike'a Skinnera z towarzyszami, rapujących o jasnych i ciemnych stronach życia, imprezowaniu, polityce, narkotykach, miłości i innych tematach nurtujących młodych (i nieco starszych już) ludzi. I w tym przypadku wabikiem będzie nowa płyta The Streets - "Computers and Blues" ujrzała światło dzienne w lutym. Muzyk zaskoczył nowymi proporcjami melodii z typowym rapem, eksperymentami z roztańczoną elektroniką i dęciakami, co ma szansę dodać rumieńców warszawskiemu występowi.

Z dość nowym krążkiem "Rock Dust Light Star" przyjedzie do nas także Jamirquai, brytyjski wyjadacz w dziedzinie funky pomieszanego ze wszystkim, co buja. Jay Kay od niemalże dwóch dekad jest postacią tak charyzmatyczną, charakterystyczną i utalentowaną, że 25 milionów sprzedanych dotychczas płyt kompletnie nie dziwi. Obok Moby'ego to druga ikona na tym festiwalu.

Plan B to dość świeża krew na muzycznym rynku. Chłopak o ślicznym głosie i bezapelacyjnej umiejętności pisania zgrabnych kawałków zaczął nagrywać w wieku 22 lat i od tego czasu wydał dwie płyty - w tym przełomową "The Defamation of Stricktland Bands", które prezentują ciekawe podejście do rapu, przełamanego akustyczną gitarą i soulowym śpiewem. Teraz w produkcji jest jego trzecia płyta, "The Ballad of Belmarsh". Nie obyło się bez problemów - wydawca, z którym artysta miał kontrakt, odmówił ukończenia tej płyty, w związku z czym Ben musi zrobić to na własną rękę. Album ukaże się prawdopodobnie w liczbie 100,000 kopii i ma być hip-hopową interpretacją historii jego alter ego - Strickland Banks.

W ostatnim rzucie pojawiły się też grupy Sistars (siostry o anielskich głosach, które kilka lat temu zdobywały szturmem polską publiczność) i My Chemical Romance, czyli jeden z zespołów winnych upadku emo.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!