W przeddzień oficjalnej premiery, zapowiedzianej na poniedziałek 14 listopada 2011 roku w warszawskim Teatrze Palladium, widzowie Ostrowieckich Prezentacji Teatralnych mogli obejrzeć najnowszą sztukę Jana Kazimierza Siwka "Blondynki wolą mężczyzn".

Najnowszą, bowiem Jan Kazimierz Siwek, bajkopisarz, poeta, satyryk, autor słuchowisk radiowych, monologów i tekstów piosenek, jest też twórcą takich sztuk, jak "Stowarzyszenie osób mówiących nie na temat" czy "Sedno nie jest jedno". Do ostatniej, jak na razie, tytułem nawiązującej w sposób oczywisty do znakomitego filmu Howarda Hawksa z 1953 roku ("Mężczyźni wolą blondynki") z Marilyn Monroe i Jane Russel w rolach głównych, Siwek skomponował też niektóre piosenki ("Suszarka do łez", "Nie wszystko to money, money", "Ballada o talii Natalii", "Nauczycielski walczyk" - niektóre z nich mają wszelkie znamiona przeboju). Muzykę opracowali Yury Fedorov i Mariusz Telicki. Reżyserią tej rewiowo-kabaretowej komedii z duchem perkusisty w tle zajął się Piotr Dąbrowski, aktor i reżyser związany niegdyś z teatrami w Wałbrzychu i Zakopanem, a od blisko 10 lat dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Dramatycznego w Białymstoku.

Wiedząc, że nic tak nie przyciąga widzów do teatru, jak aktorzy znani z telewizyjnych seriali, Dąbrowski zaangażował do przedstawienia Tomasza Stockingera ("Klan"), Michała Milowicza ("Lokatorzy"), Jacka Kawalca ("Ranczo" - nie wystąpił w Ostrowcu Świętokrzyskim) i Krzysztofa Ibisza, znanego głównie jako prowadzący programy TV (m.in. "Czar par" i "Jak oni śpiewają"). Panom towarzyszą grające również zamiennie: Ewa Lorska, Alicja Dąbrowska (prywatnie: córka reżysera - zagra na premierze w Palladium) i Julita Kożuszek (epizodystka w wielu serialach), która opracowała choreografię do "Blondynek...".

A zarówno owe blondynki: Lori i Lulu, jak i towarzyszący im mężczyźni: Michał Pogoda "Spoko" i Borys Orkan "Casablanca" to artyści, którzy pod kierunkiem reżysera Milosza Radżinskiego (zakamuflowany Krzysztof Ibisz, mówiący zachrypniętym głosem, bo reżyserował "Królewnę Śnieżkę", a który w drugiej części przedstawienia wystąpi jako ... Krzysztof Ibisz) przygotowują w dawnym peerelowskim domu kultury "Świt" w Gmyrkowie-Zdroju program estradowy na chałturę, pardon, występ w Chicago. Mają tam jechać na zaproszenie impresaria, Maxa Wódeczki, byłego narzeczonego Lulu (w tej roli sprawna aktorsko, wokalnie i tanecznie Julita Kożuszek), który okazuje się oszustem i artyści lądują w klubie "Chicago" w... Piasecznie, którego właścicielem okazuje się "Spoko" (Michał Milowicz). Tak kończy się pierwsza część "Blondynek". Słabsza, nie wolna od niewyszukanych i mało oryginalnych skojarzeń z serialami ("Barwy szczęścia" przemianowane na "Garby szczęścia"), częstochowskich rymowanek typu "Za twój tyłek, oddałbym zasiłek" czy dowcipów o blondynkach.


Druga część spektaklu "Blondynki wolą mężczyzn" (od facetów bez klasy) jest zdecydowanie lepsza od tej sprzed antraktu. Wszyscy aktorzy mają w niej szansę na pokazanie swych umiejętności wokalnych i tanecznych w interesujących układach choreograficznych Julity Kożuszek oraz talentu komediowego w autentycznie śmiesznych skeczach.

Wielkie słowa uznania należą się Ewie Lorskiej, która po operacji kolana była tak sprawna ruchowo, jak mało która aktorka. Krzysztof Ibisz, poza charakterystyczną dla siebie werwą konferansjerską, zaprezentował też mało dotąd pokazywaną vis comica. Talent aktora charakterystycznego potwierdził również Michał Milowicz. A Tomaszowi Stockingerowi udało się zburzyć wizerunek sztywnego doktora Lubicza z "Klanu" (nota bene: jego serialowy Elmed pojawi się też w satyrycznym kontekście). W tej rewii na otwarcie piaseczyńskiego "Chicago" zabrakło mi jedynie schodów "jak w Cassino de Paris"; zastanawiam się też, dlaczego kilka elementów scenografii Małgorzaty Filipiak nie zostało w spektaklu "ogranych".

Na plus dla autora należy za to zapisać ogromną aktualność tekstu, w tym odwołania do wyników ostatnich wyborów parlamentarnych. W sumie "Blondynki wolą mężczyzn" to udane przedstawienie, dostarczające bezpretensjonalnej rozrywki na dobrym poziomie. Widzowie, którzy wykupili wszystkie bilety na ostrowiecki spektakl, na pewno tego nie żałują.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!