Poseł Prawa i Sprawiedliwości z Ostrowca Świętokrzyskiego, Jarosław Rusiecki, zaprezentował w swoim biurze, 9 lutego 2011 roku, film "Mgła" Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej. To, jak informuje podtytuł, pierwszy polski film o katastrofie w Smoleńsku.

Sala przy alei Jana Pawła II była wypełniona do ostatniego miejsca. Przekrój wiekowy widzów - bardzo różny. Wśród nich dystyngowana niewiasta, ubrana na czarno, która rozejrzawszy się wkoło szepnęła do swojego sąsiada: "Na ulicy nie widzi się tylu ubeków, a tu pełno tej szumowiny". Po czym nie wiedzieć czemu skrupulatnie chroniła swój wizerunek przed kamerą lokalnej telewizji i obiektywem dziennikarki miejscowej gazety.

Przed projekcją głos zabrał poseł Jarosław Rusiecki, który 10 kwietnia 2010 roku był w delegacji polskich parlamentarzystów na uroczystości ku czci pomordowanych w Katyniu polskich oficerów. Pojechał tam poprzedniego dnia pociągiem. Opowiedział zgromadzonym o tym, jak Rosjanie nie pozwolili przedstawicielom Polski zapalić zniczy na stacji kolejowej Gniezdowo, dokąd przyszłe ofiary sowieckiego reżimu były przywożone tuż przed egzekucją w lesie katyńskim. "To dla waszego bezpieczeństwa" - tłumaczono parlamentarzystom, zawracając ich z drogi.

Poseł Rusiecki zaprezentował też publikację, która powstała na ziemi świętokrzyskiej "Lament smoleńsko - katyński", będącą zbiorem utworów poetyckich o ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Są wśród nich utwory ostrowczanek: Krystyny Łukasik i Bożenny Majewskiej.

Potem rozpoczęła się projekcja. "Mgła" jest filmem dokumentalnym zrealizowanym w najprostszy z możliwych sposobów. Autorki, dziennikarki Maria Dłużewska i Joanna Lichocka rejestrują rozmowy z byłymi już dzisiaj pracownikami Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Lecha Kaczyńskiego: Jackiem Sasinem, Andrzejem Dudą, Adamem Kwiatkowskim, Jakubem Oparą, Marcinem Wierzchowskim i Pawłem Zołoteńkim. Niektórzy z nich byli na miejscu, w Smoleńsku, a inni przeżywali to bolesne wydarzenie w Polsce. Szokujące są ich relacje o zachowaniu funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa i tamtejszych urzędników w obliczu niewyobrażalnej tragedii (z zastraszaniem prezydenckich ministrów włącznie).

Nie mniej porażające są kulisy pospiesznego przejmowania władzy przez ówczesnego Marszałka Sejmu (dziś Prezydenta RP), Bronisława Komorowskiego, zanim jeszcze oficjalnie stwierdzono zgon Lecha Kaczyńskiego. I piarowskie zachowania premiera Donalda Tuska wraz z jego urzędnikami na miejscu katastrofy ("słynne" spowalnianie jazdy samochodu prezydenckiego brata, Jarosława i opracowany w szczegółach uścisk premierów Polski i Rosji). Najbardziej przykre są jednak bezpardonowe rozgrywki między dwiema kancelariami, rządową i prezydencką, owa wojna polsko - polska, którą poznajemy tutaj - siłą rzeczy - jednostronnie (to mój największy zarzut względem realizatorek). Jeśli prawda wyglądała tak, jak to przedstawiają bohaterowie "Mgły", to trudno się dziwić, że Polska na arenie międzynarodowej traktowana jest, oględnie mówiąc, po macoszemu.

Film Dłużewskiej i Lichockiej bardzo silnie oddziałuje na emocje widza: od wzruszenia poprzez oburzenie, a nawet bunt, niezgodę na używaniu kraju i jego obywateli do partykularnych celów i sprawowania władzy dla samej władzy. Autorkom w osiągnięciu takiego efektu pomagają zdjęcia Ryszarda Jaworskiego i Włodzimierza Resiaka, a także muzyka (suplikacje "Święty Boże") w wykonaniu zespołu De Press. "Mgłę", która robi wrażenie nawet na osobach o poglądach dalekich od tych prezentowanych przez środowisko PiS, wyprodukowała "Gazeta Polska".

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!