14 listopada 1944 roku w podtarnowskiej wsi Machowa przed niemieckim plutonem egzekucyjnym stanął Otto Schimek, 19-letni Austriak służący w Wehrmachcie. Zginął, bo nie chciał strzelać do niewinnych Polaków.

Obraz wydarzeń sprzed blisko siedmiu dekad utrwalony jest w świadomości wielu jeszcze mieszkańców Machowej. Historia Otto Schimka w okolicznych domach przekazywana była kolejnym pokoleniom. Na grobie bohaterskiego 19-latka, który odwiedzają zarówno Polacy jak i Austriacy, zawsze pali się znicz.

Otto Schimek urodził się 5 maja 1925 roku w Wiedniu. Był trzynastym dzieckiem Rudolfa i Marii. Schimkowie starali się wychować swoje dzieci na dobrych katolików. Codziennie razem się modlili i w każdą niedzielę całą rodziną szli do kościoła. Sam Otto nie był jednak bardzo pobożny, jak wspominała po latach jedna z jego sióstr w rozmowie z ks. Bolesławem Sadusiem. Był zwyczajnym wiedeńskim chłopcem - mówiła - Nie miał wielu kolegów ani koleżanek. Nie miał na to czasu.

Wojna, kryzys, wojna...

Przyszło mu bowiem dorastać w okresie, gdy Niemcy, w wyniku przegranej wojny, a później Wielkiego Kryzysu z 1929 roku, pogrążone były w chaosie - zarówno politycznym, jak i gospodarczym. Rodzina Otto była bardzo biedna. Jej sytuacja znacznie się pogorszyła, gdy w 1932 roku zmarł Rudolf, z którego pensji utrzymywało się do tej pory 14 osób.

Maria zaczęła dorabiać szyciem. Otto pomagał jej, rozwożąc gotowe zamówienia, nie miał więc czasu na regularne uczęszczanie do szkoły. Od samej nauki nigdy jednak nie stronił, a w nadrabianiu zaległości pomagały mu niekiedy siostry. Jego okres młodzieńczy nie trwał jednak długo. W wieku 17 lat powołany został do służby wojskowej w Wehrmachcie, której w głębi duszy pragnął mimo wszystko uniknąć. Był rok 1942. Europa pogrążona była w wojnie. Otto wysłany został do walki.
"Mam czyste ręce"

Jednostka, do której skierowany został Otto Schimek, znalazła się w Bośni, gdzie wykonywała przede wszystkim działania antypartyzanckie. W czasie urlopu na przełomie 1943 i 1944 roku, odwiedzając rodzinę w Wiedniu, Otto wyjawił bliskim, że stara się nie strzelać do ludzi:

Mam czyste ręce. I nie będę nigdy strzelał. Strzelam obok, w górę, manipuluję przy karabinie. Przecież wiem, że ci ludzie chcieliby wrócić do domu, tak jak ja chcę wrócić.

Niedługo potem Szchimek otrzymał przydział do 544. Dywizji Grenadierów, sformowanej w Bawarii w połowie 1944 roku, a następnie przeniesionej do Polski. Tutaj młody Austriak znów starał się do nikogo nie strzelać, co szybko zostało zauważone przez jego zwierzchników. Odmówił między innymi udziału w egzekucji żołnierzy Armii Krajowej. Po kolejnych bezskutecznych ostrzeżeniach i karach nakładanych na Schimka, został on uwięziony w Dębicy.

Skazany na śmierć

Dzięki pomocy kolegów z oddziału, Schimkowi udało się uciec. Próbował przedostać się do Wiednia, co w warunkach wojennych nie było jednak łatwym zadaniem. Wkrótce został schwytany, i jak pisze w Jerzy Ślaski w książce "Polska Walcząca", okrutnie zmasakrowany znalazł się w ponownie w więzieniu. Sprawą Schimka zainteresował się Berlin, o czym również wspomina w swym dziele Jerzy Ślaski:

Po trzech tygodniach, które spędził w ciemnicy i o głodzie, obiecano mu darowanie winy pod warunkiem, że weźmie udział w kolejnej egzekucji. Odmówił. Sąd polowy skazał go na śmierć"
Ostatni list

Czekając na egzekucję, Otto Schimek napisał list. Ostatni swój list, zaadresowany do brata Rudolfa, w którym czytamy:

Kochany Rudi!

Pozdrawiam Ciebie jak również Mamę. Po raz ostatni, ponieważ dzisiaj odchodzę do Boga w Niebie, gdzie czeka mnie już Ojciec. Przy zmartwychwstaniu zobaczymy się znowu w niebie. Przede wszystkim dziękuję mojej kochanej Mamie za wszystko dobro, które dla mnie uczyniła. Oby Bóg Was wszystkich strzegł byście przyszli do nieba. Nie płaczcie, odchodzę szczęśliwy! Jeszcze raz serdecznie was pozdrawiam, może Bóg obdarzy Was wkrótce pokojem, a mnie da szczęśliwe wejście do nieba. Ja wiem, że w każdym razie jestem już w ręku Boga. Jestem radosny, serdecznie wzruszony, co bowiem mam do stracenia? Nic, jak tylko moje biedne ciało. Duszy jednak zabić nie mogą, oto nadzieja.

Otto
Kapelan wojskowy był u mnie, ze mną się modlił i przygotował na ostatnią drogę.


Śmierć i pochówek

Grenadier Otto Schimmek został zastrzelony 14 listopada 1944 roku przez niemiecki pluton egzekucyjny w pobliżu jednego z domów we wsi Machowa. Zwłoki owinięte w żołnierski płaszcz, zgodnie z rozkazem, zakopano w przydrożnym rowie. Po kolejnym rozkazie, Niemcy odkopali zwłoki młodego Austriaka i przenieśli je na pobliski cmentarz, gdzie zostały złożone pośród mogił polskich. Tam spoczywają do dziś.
Kontrowersje

Postać Otto Schimka jak i okoliczności jego śmierci przez lata budziły wiele kontrowersji. Wielu historyków dało bowiem wiarę niemieckiej dokumentacji dotyczącej egzekucji Schimka. Został on, zgodnie z wyrokiem, skazany na śmierć za "dezercję i okazywanie tchórzostwa w obliczu wroga", a nie - jak twierdziła rodzina i naoczni świadkowie tamtych wydarzeń - za odmowę udziału w zbrodni skierowanej przeciwko niewinnym ludziom.

Po publikacji pierwszego wydania wspomnianej przeze mnie książki "Polska Walcząca", w środkach masowego przekazu - jak czytamy w wydaniu drugim - pojawiło się szereg wypowiedzi, których autorzy, usiłowali dowieść, że grenadier Schimek został stracony nie dlatego, iż odmówił mordowania Polaków, lecz "tylko" dlatego, że był dezerterem. Jerzy Ślaski uznał przytaczanie tych wypowiedzi i polemikę z nimi za pozbawioną "najmniejszego sensu" - jak pisze - ze względu na to, że autorzy tych wypowiedzi powołują się jedynie na wyrok sądu polowego dywizji, w której Schimek służył, a który to sąd ze zrozumiałych powodów nie chciał ujawniać, iż dywizja dokonywała egzekucji na ludności cywilnej, a za głównych i w pełni wiarygodnych świadków uważają b. przełożonych Schimka z Wehrmachtu, czyli osoby jak najbardziej zainteresowane tym, by zataić prawdę o mordowaniu Polaków przez ich jednostkę.

Jednym z argumentów, który miałby świadczyć o tym, że Schimek był zwykłym dezerterem, jest fakt, że zazwyczaj udział w plutonach egzekucyjnych Wehrmachtu był dobrowolny, a więc Schimek musiałby najpierw zgłosić chęć udziału w nim, a dopiero potem odmówić strzelania, co zakrawałoby na paradoks. Otto Schimek trafił jednak do plutonu egzekucyjnego, gdyż zauważona została jego pacyfistyczna postawa na polu walki, więc powyższy argument można łatwo obalić.

Tak czy inaczej, w pamięci mieszkańców Machowej, Otto Schimek już na zawsze chyba pozostanie wielkim bohaterem, który za wiarę w Boga i miłość do bliźniego zapłacił własnym życiem. Niech o jego wielkiej odwadze, niezłomności oraz wielkim sercu świadczą świeże kwiaty na jego grobie i zawsze palący się tam znicz...

Źródła:
Przewodnik Katolicki, nr 25, Poznań 1975
Polska WalczącaJerzy Ślaski, Warszawa 1990 (wydanie II - poprawione)
Tarnów. Dzieje miasta i regionu, praca zbiorowa, Tarnów 1987
Tezeusz.pl, materiały własne

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!