Janusz Palikot zaczyna rozdawać karty w polityce. "Kwaśniewski na premiera, ja na prezydenta" – mówi w rozmowie z gazetą "Newsweek", zapowiadając przyspieszone wybory. Szef "Ruchu" twierdzi, że "ma Donalda Tuska w ręku" i obiecuje, że jeszcze w tym tygodniu namiesza w rozmowach w sprawie reformy emerytalnej.

Janusz Palikot potwierdza poparcie projektu podniesienia wieku emerytalnego, ale tak jak dotąd zapowiadał - warunkowo. Snuje też scenariusze na przyszłość. Głośno myśli: "Gdybym przed kolejnymi wyborami dostał od Kwaśniewskiego ofertę: pan na prezydenta, ja na premiera, to bym ją przyjął". A więc panie prezydencie Komorowski: w kolejce stoi już pan Palikot. Traktując serio zapowiedzi szefa Ruchu Palikota, nie można wykluczać, że namiesza wiele w polskiej polityce.

W poniedziałek, 26 marca, po trzech godzinach rozmów o emeryturach – premier Tusk z Pawlakiem - nadal pozostali przy swoim. Nie dogadali się w kluczowych sprawach. To bardzo cieszy Palikota. On zaś mówi coś przeciwnego. Jest pewien od dwóch miesięcy, że Waldemar Pawlak z Donaldem Tuskiem są dogadani. "To, co my obserwujemy, jest tylko teatrem dla opinii publicznej" – czytamy w Gazeta.pl. Pawlak chce pokazać, że jest twardy i walczy o przywództwo. Palikot nazywa te zachowania – tj. premiera i wicepremiera - "tańcem koalicji" wokół reformy emerytalnej.

W rozmowie z "Newsweekiem" zapowiedział kolejne wstrząsy w polskiej polityce. Przyznał, że ma przygotowane pewne "polityczne działania". Uruchomi je jeszcze dziś, a najdalej we czwartek. Jak one wyjdą, to jak mówi - "strasznie skomplikują" sprawy na scenie politycznej. Palikot zapowiada, że z gry Tuska z Pawlakiem zrobi się "poważniejsza sytuacja". To brzmi ekscytująco, ale i niebezpiecznie. Do niedawna mieliśmy skojarzenia, że niebezpieczne sytuacje w Polsce wywołuje zupełnie kto inny. Czyżby szef "Ruchu" chciał wygryźć najgorszych? To nie jest pewne.

Pewne jest natomiast, że chce użyć tematu reformy emerytalnej do zerwania z wizerunkiem "partii happenerskiej". Tak jak zapowiadał - nadal podtrzymuje, że w przeciwieństwie do PiS i SLD - nie będzie mówił "Nie, bo nie" w sprawie pracy do 67 lat. Powie "Tak, ale...". W ten sposób, jego zdaniem, Ruch Palikota wyróżni się w opozycji i z partii happenerskiej zmieni się w partię o zdolnościach politycznych. (...) Tu wszedł na pole rozważań z pogranicza filozofii i socjologii. Powiada: żadnymi billboardami partia się nie oczyści. Człowiek oczyszcza się w realnym działaniu politycznym. Tak to jakoś wyszło, że człowiek to partia. Bo pewien wódz mawiał kiedyś: państwo to ja.

Janusz Palikot ma bardzo ważny atut. Twierdzi, że "ma Donalda Tuska w ręku". Zapowiada, iż obecnie 10 ludzi z Platformy chce przejść do jego partii. Nie bierze ich na razie jeszcze, bo miałby – jak uważa - "kompletną awanturę polityczną". Gdyby Platforma w ten sposób straciła, wyjaśnia Palikot - to faktycznie mielibyśmy przyspieszone wybory. Ale można zrobić coś innego - "można doprowadzić do sytuacji, w której koalicja PO-PSL wisi na włosku".

Mówiąc o dalszych scenariuszach, Janusz Palikot nie ukrywa, że najbardziej mu zależy na przyspieszonych wyborach. A to z tego względu, żeby te prezydenckie i parlamentarne nie odbywały się w tym samym czasie. Nie mogą być w jednym czasie, bo "wtedy musiałby kandydować na prezydenta". "Wolałbym, by odbyły się w 2013 czy 2014 roku" – cytuje "Gazeta". I wyrokuje: gdyby wybory były teraz, to prawdopodobnie mielibyśmy trzy partie po 20 proc. Najlepiej przecież rządzić samemu. Bez Platformy czy PiS lub PSL.

Palikot zadeklarował, że przy okazji przyszłych wyborów chciałby koniecznie ściśle współpracować z Aleksandrem Kwaśniewskim. Spekuluje przy tym oczekiwanie na ofertę od Kwaśniewskiego: "pan będzie kandydował na prezydenta, ja na premiera, robimy wspólną listę i wchodzimy do gry". Taką ofertę Palikot by zaakceptował. W przebłyskach zdrowej świadomości jednak tego nie widzi. Bo on (Kwaśniewski – przyp. S.C.) boi się, że "straci majestat" – skwitował krótko Palikot.

Po chwili ocknął się i wyraził nadzieję, że jednak były prezydent jeszcze zmieni zdanie. Aleksander Kwaśniewski – według niego - powinien zrozumieć, że posunąć się o jeden most za daleko nie oznacza, że "spalę całe miasto". Wierzy, że czas przekona byłego prezydenta, i zaryzykuje wejść w opisaną grę. Panie były prezydencie: ma pan ofertę nie do odrzucenia. Być może więcej, taka się nie zdarzy. Janusz Palikot obrazi się i weźmie kogoś innego do swej gry.

Tymczasem były prezydent patrzy na ofertę gry szefa Ruchu Palikota, podobnie jak pisze Władysław Grzeszczyk - że czasem wszystko gra, dopóki nie trzeba zaczynać koncertu. Choć szef swojej partii, filozof i przedsiębiorca z Biłgoraja zaczyna tasować polskie karty polityczne, to jednak wcale nie jest pewne, czy umie w nie dobrze grać. Jeden z największych fizyków XX wieku, Laureat Nagrody Nobla w tej dziedzinie - Albert Einstein mawiał: "Nie gram w żadne gry. [...] Nie mam na to czasu. Kiedy zaś zakończę moją pracę, nie mam ochoty na nic, co wymagałoby użycia umysłu". Można przypuszczać, że taką też odpowiedź dostanie Palikot od Aleksandra Kwaśniewskiego.

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!