Pan Marcin jest elektronikiem. Na co dzień pracuje u potężnego operatora sieci komórkowej. Pasieka, którą zajmuje się "od święta" - to dla pana Marcina świetna odskocznia od problemów zawodowych. Pasiekę odziedziczył po ojcu, który także traktował to zajęcie jako szlachetne hobby.

Pasieka pana Marcina liczy sobie kilkanaście uli. Kiedyś było ich więcej, ale - jak mówi - postępujące skażenie środowiska powoduje, że pszczoły chorują i giną. Tego roku pan Marcin musiał zlikwidować kilka pszczelich rodzin, ponieważ tajemnicza choroba pszczół nie oszczędziła także i jego pasieki.

Pszczele królestwo pana Marcina ma od lat swoją siedzibę na obrzeżach jednej z wsi letniskowych pod Zgierzem. Okolica tutaj piękna i jeszcze nie całkiem skażona cywilizacją. Grądowe i akacjowe lasy wokół, a także płynąca wartkim nurtem rzeka Moszczenica, wszystko to sprawia, że ten urokliwy zakątek jest prawie idealny dla bytowania pszczół

Pasieka pana Marcina stoi na łąkowej polanie, która kiedyś była sadem owocowym. Pozostałości po wiekowym sadzie to bardzo stare, ale jeszcze owocujące jabłonie i grusze - tego lata obficie obsypane owocami. Stare konary drzew aż łamią się od tej owocowej obfitości, a słodycz pysznych gruszek odmiany klapsa przyciąga roje os, w tym także szerszeni, których tego lata jest wyjątkowo dużo.

Wczoraj złożyłam wizytę pszczołom pana Marcina. Mimo zagrożeń cywilizacyjnych i postępującej degradacji środowiska podopieczne pana Marcina produkują miód najlepszej jakości, o czym miałam się okazję przekonać osobiście, degustując pozostałości tegoż miodu z ubiegłorocznych zbiorów.
To głównie miód akacjowy - znany ze swych wartości leczniczych. Zapytałam pana Marcina czy rozmawia ze swoimi pszczołami. Odpowiedział mi tak: - Ja z nimi nie rozmawiam. Ja ich słucham. Moje pszczoły mają czasami wiele do powiedzenia...

Z wyprawy do pasieki nie przywiozłam do domu miodu. Przywiozłam natomiast wielkie i bardzo słodkie gruszki. Takich gruszek, jak te z pasieki pana Marcina, na żadnym straganie nie uświadczy. To nie gruszki, a po prostu czysta poezja smaku, zapachu i koloru. Myślę sobie, że miody z tej pasieki także mają podobne walory.

A wracając do właściciela pasieki, czyli pana Marcina, nie jest on zawodowym pszczelarzem. Pan Marcin jest elektronikiem, pracującym na co dzień u potężnego operatora sieci komórkowej. Pasieka, którą zajmuje się "od święta" to dla pana Marcina świetna odskocznia od problemów zawodowych. Swoją pasiekę pan Marcin odziedziczył po ojcu, który także traktował to "pszczele" zajęcie jako szlachetne hobby.

W najbliższym sąsiedztwie pasieki pana Marcina trwa aktualnie budowa kolejnej "rezydencji" letniskowej. Nie jest wykluczone, że pan Marcin będzie musiał zlikwidować swoje pszczele królestwo. Pszczoły to, co prawda, nie szerszenie, ale nie każdy lubi jednak ich towarzystwo. I wtedy panu Marcinowi, być może, pozostanie tylko wspomnienie po pasiece w postaci takiego oto ula:


Znajdź nas na Google+

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!