"Mury Hebronu" Stasiuka to książka, której się nie zapomina, a jej rzeczywistość to okrucieństwo, perwersje, inny świat. Świat, który starają się pokazać teatralni aktorzy we Wrocławiu. Pokaz w Gdyni - na wiosnę.

Na początku o książkowej, pierwotnej wersji

"Mury Hebronu" Andrzeja Stasiuka (autor między innymi "Białego kruka", "Opowieści galicyjskich", czy "Jadąc do Babadag") to książka, którą czytałam parę lat temu. Jednak do tej pory mam ją w pamięci. Takiego obrazu polskiego więziennictwa jeszcze w literaturze nie spotkałam (zresztą w kinematografii także nie). Sięgając po tę pozycję pomyślałam, że może być ona ciekawym studium zagubienia, osamotnienia, opisem psychiki zniewolonego, ukaranego człowieka, a także jego traumy wobec nieczułych i zimnych murów więzienia. Otóż nic bardziej mylnego. Po paru pierwszych stronach szybko zmieniłam stosunek do głównego bohatera "Murów". W opisie jego przeżyć zdaje się nie być smutku, ani dezorientacji. A tego najbardziej się przecież spodziewamy. Jest za to dość specyficzne przystosowanie się do więziennych warunków i panujących tu zasad. A żeby przeżyć za murami nasz bohater godzi się na wiele. Nie do końca wiadomo, czy sam wybrał, czy raczej dyktowała nim konformistyczna potrzeba szacunku u współosadzonych.

Morze wulgaryzmów, przemoc, perwersje. Świat osadzonych mężczyzn, ale także strażników, to świat bez wartości moralnych, bez wstydu, często bez naturalnych, ludzkich odruchów, takich jak współczucie. Akcja się toczy, a wraz z nią codzienne życie więźniów, którzy już bez nadziei dopuszczają się czynów niegodnych człowieka. Stasiuk ukazuje ludzi, u których ujawniają się czysto zwierzęce instynkty, które ich obezwładniają i rządzą ich zachowaniem. Obserwujemy jak codzienna egzystencja "mieszkańców" zaczyna sprowadzać się do zaspokajania niewielu potrzeb, zdaje się, że jedynie bezpieczeństwa (aby przeżyć wśród innych, często brutalnych towarzyszy) i przyjemności (żeby jakoś uprzyjemnić sobie swoją karę).

Nie tego się spodziewałam. Jednak poznając biografię autora zauważyłam jego więzienny epizod, który trwał zaledwie (a może aż?) półtora roku. To wystarczyło do zdania tak uderzającej relacji. Zapewne opisana rzeczywistość istnieje realnie w polskich więzieniach, a pisarz ujął ją bardzo dosadnie, dosłownie i autentycznie.

Książka z pewnością przytłacza, a niektóre sceny wręcz rażą swoistym okrucieństwem i patologią prezentowanych zachowań. Dlatego odradzam ją osobom szczególnie wrażliwym. Czy poleciłabym ją reszcie? Niekoniecznie. Kto chce, niech czyta, ale na własną odpowiedzialność. Pozycja Stasiuka jest z pewnością pozycją szczególną. Mało jest aż tak mocnych przekazów w literaturze, podróży w głąb ludzkiego, ukrytego, szatańskiego Ja. Niektórym może rzeczywiście otworzyć nieco oczy na to, co może stać się z człowiekiem w ekstremalnych warunkach. Niektórzy skończą z nią "romans" po pierwszych rozdziałach.

Adaptacja teatralna

"Mury Hebronu" w reżyserii Cezarego Studniaka, inspirowane szokującym opisem Stasiuka, miały swoją premierę w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu 20 kwietnia 2010. A w Teatrze Muzycznym w Gdyni sztukę można będzie obejrzeć już 1 kwietnia 2011, przy okazji IV Festiwalu Teatrów Muzycznych.

Nikogo pewnie nie zdziwi fakt, że spektakl jest przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych. Więzienne dźwięki i odgłosy, wykorzystane w spektaklu, zostały udostępnione dzięki uprzejmości Zakładu Karnego w Wołowie. W roli głównej znakomity Mikołaj Woubishet.

Reżyser Cezary Studniak o swojej sztuce: "Mury Hebronu" - stan poszukiwania człowieczeństwa i jego sensu w ekstremalnych warunkach.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!