Redaktorzy nowo utworzonego w Katowicach kwartalnika "Fabryka Silesia" opublikowali kanon literatury górnośląskiej, czyli zrobili coś, co niemożliwe jest do uczynienia w innych regionach Polski.

Od biedy można sobie wyobrazić sytuację, że redaktorzy znanego krakowskiego czasopisma kulturalnego postanawiają wybrać kanon literatury galicyjskiej. Proszą o wypełnienie ankiety czterdziestu znanych ludzi - pisarzy, literaturoznawców, malarzy, filmowców, tłumaczy. Następnie publikują wyniki tego swoistego rankingu i są zaskoczeni, że na czele znaleźli się pisarze niemieckojęzyczni albo ukraińscy, którzy z nostalgią opisywali utracone małe ojczyzny od Krakowa po Lwów. Tylko, że w Małopolsce nikomu nie przyjdzie do głowy tworzenie jakiegokolwiek kanonu literatury galicyjskiej. Podobnie jak do tworzenia identycznego rankingu nie wezmą się miłośnicy góralszczyzny.

Natomiast to co niemożliwe w innych częściach Polski, możliwe jest na Górnym Śląsku, bo region to specyficzny, gdzie od dwustu lat mieszały się ze sobą żywioł polski i niemiecki, przez co wytworzony został niespotykany gdzie indziej etos wzmacniany przez charakterystyczny dla regionu rozwój i upadek przemysłu ciężkiego, dzięki czemu Górny Śląsk bardzo przypomina rejony uprzemysłowione z pogranicza belgijsko-niemiecko-francuskiego. Zatem region to na wskroś europejski i wielonarodowościowy. Potwierdzeniem tego jest opublikowany na łamach nowo utworzonego kwartalnika "Fabryka Silesia" - wybrany przez czterdziestu znawców problemu - kanon literatury górnośląskiej.

Prym w nim wiodą Horst Bieniek, autor powieści "Pierwsza Polka" i Janosch, czyli Horst Eckert, twórca prozy „Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny” - pisarze
niemieccy, którzy Gliwice i Zabrze opuścili po II wojnie światowej. Na pocieszenie w czołówce uplasowali się także Henryk Waniek i Kazimierz Kutz z powieściami „Finis Silesiae” oraz „Piąta strona świata” - nie zabrakło Małgorzaty Szejnert z reportażową księgą „Czarny ogród”. Niby zaskoczenie, chociaż niezbyt wielkie, bo polskie tłumaczenia dzieł Bieńka czy Janoscha przyswajane są polszczyźnie od lat. Uwagę ankietowanych przykuły też siłą rzeczy głównie polskie dzieła najnowsze poświęcone Górnemu Śląskowi, bo o zaliczeniu do kanonu decydował nie język lecz górnośląskie pochodzenie, zamieszkanie i tematyka, dlatego na liście rankingu znalazły się także utwory pisane po czesku, śląsku i łacinie. Wielką niespodzianką jest natomiast odwrót kanonicznych do niedawna książek Gustawa Morcinka, Wilhelma Szewczyka - o których twórczość upominało się niewielu ankietowanych - nie wspominając mnóstwa twórców górnośląskich - zwłaszcza z czasów realnego socjalizmu - jeszcze do niedawna lokowanych na świeczniku. Co nie dziwi, bo literatura ta podporządkowana była ustrojowym pryncypiom.
Zastanawia za to małe przebicie prozaików i poetów mieszkających współcześnie na Górnym Śląsku. Ktoś zaledwie wspomniał o Wojciechu Kuczoku, Krzysztofie Siwczyku. O Przemysławie Kobierskim nie pamiętając wcale. Źle to wróży tworzeniu podobnych kanonów za lat dzieści, bo najwyraźniej młodzi odwracają się do specyfiki regionu plecami, co nie jest zaskoczeniem, gdyż Górny Śląsk poddany transformacji przemysłowej, ustrojowej i usilnej polonizacji stał się już miejscem innym niż kiedyś, być może mniej przeklętym. Dlatego młodzi pisarze i poeci szukają podniety w przynależności do Europy Ojczyzn a nie tej im najbliższej.

Znajdź nas na Google+

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!