Guardiola triumfuje, Mourinho wciąż czeka na zemstę; schowany w pomocy Messi jest nadal genialny, a przebłysk Ronaldo nie wystarczył. Jakie wnioski płyną z pierwszego meczu 1/4 Pucharu Króla, kolejnej odsłony rywalizacji Barcelony i Realu?

1. Gdyby istniał futbolowy kodeks karny, piłkarze "Królewskich" byliby recydywistami z wieloletnimi wyrokami. Rywal z Katalonii wyzwala w nich wszystko, co najgorsze, a poziom ich agresji ociera się o czysty bandytyzm. Sergio Ramos i Xabi Alonso w amoku beznamiętnie polują na swoich kolegów z reprezentacji, z którymi wspólnie świętowali tytuł mistrzów Europy i świata. Krewkiego Marcelo tym razem zastąpił na lewej stronie defensywy niczym mu nie ustępujący Fabio Coentrao. Pepe, wielokrotnie notowany piłkarski kryminalista o wyrazie twarzy nieskażonym myśleniem, wytrzymał 16 minut bez brutalnego faulu. W drugiej połowie, sfrustrowany swoim błędem przy bramce Carlesa Puyola, zrobił sobie spacer po ręce leżącego na murawie Leo Messiego. Stojący kilka metrów dalej sędzia chyba nie chciał tego zobaczyć, by nie dać pretekstu do tyrad Jose Mourinho o rzekomych spiskach sędziów.

2. Czyżby Barcelona przestała być obsesją "The Special One", którą kształtował w sobie jeszcze od czasu pracy w Chelsea? Na konferencji przed meczem zdenerwowany powtarzającymi się pytaniami o dominację Katalończyków w El Clasico, odpowiedział: "Ile mam jeszcze zdobyć tytułów, żebym nie stawiał swojej kariery na szali w każdym meczu z Barceloną?" Skryty zwykle Portugalczyk zdradził chyba więcej niż chciał, bo jego wypowiedź w kontekście rywalizacji w Primera Division można zinterpretować jako: możemy przegrać z Barceloną, ale i tak zdobędziemy mistrzostwo.

3. Abstrahując od wojowniczych nastrojów w Madrycie, piłkarze Realu nie są sobą. Mimo sześciu zawodników defensywnych panicznie wybijają piłkę byle dalej od własnej bramki, grają nieskładnie, brakuje im płynności, która jest ich znakiem firmowym w starciach z innymi drużynami niż Barcelona. Ronaldo biega po skrzydle w szaleńczym tempie ścigając się z Dani Alvesem, ale efekty tych szarż są mizerne. Jego najwierniejszy pomocnik Mesuth Özil mecz zaczął na ławce rezerwowych, a po wejściu na plac gry trudno przypomnieć sobie jakiekolwiek udane zagranie. Syndrom ofiary zdaje się nasilać z każdym Gran Derbi. Nikt nie ma wątpliwości, że podopieczni Mourinho są drużyną wybitną. Tylko dlaczego nie potrafią tego okazać w El Clasico...

4. Barcelona traci bramki tylko po indywidualnych błędach bramkarzy. W grudniu w La Liga Victor Valdez wybił piłkę prosto pod nogi Angela Di Marii, który błyskawicznie odegrał do Karima Benzemy i już w 1. minucie Real cieszył się z prowadzenia. Wczoraj zastępujący go w rozgrywkach Pucharu Króla Jose Pinto przepuścił między nogami strzał z dość ostrego kąta Cristiano Ronaldo. Nieaktualna jest za to zasada z ubiegłego sezonu - jeśli "Królewscy" strzelą bramkę, co najmniej remisują.

5. Barcelona, nad którą wisi widmo porażki, nie rezygnuje z własnej tożsamości. Nawet przy wysokim pressingu Realu rozgrywa piłkę z centymetrową precyzją jak na treningu. Przy wybijaniu "piątki" Puyol lub Pique ustawiają się na wysokości linii pola karnego i krótko wymieniają między sobą podania. W każdym innym klubie trenerzy przed gwarantowanym zawałem serca straciliby głos mając litanię pretensji o podejmowanie niepotrzebnego ryzyka. W Katalonii nie znają takich pojęć jak wybicie piłki na oślep czy gra na czas.

6. Messi nie musi strzelać, żeby Barcelona wygrała. Wczoraj widzieliśmy Argentyńczyka częściej obok Xaviego i Sergio Busquetsa w drugiej linii niż pod bramką Ikera Casilliasa. Momentami może niewidoczny, ale kiedy miał piłkę przy nodze absorbował uwagę kilku rywali i inteligentnymi podaniami otwierał przestrzeń partnerom z drużyny (kapitalna asysta przy bramce Abidala). Gdy pod koniec meczu miał więcej luzu, jedyną metodą zatrzymania jego rajdów były faule. Laureat "Złotej Piłki" udowodnił dlaczego na hiszpańskich stadionach skanduje się jego nazwisko, gdy przy piłce jest Ronaldo.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!