Krzyż, symbol wiary chrześcijańskiej, był w historii zawsze orężem walki. Prowadził zdobywców nowych ziem, konkwistadorów, inkwizytorów, tropicieli czarownic i wreszcie dzisiejszych polityków. Przedmiot prosty w konstrukcji i poręczny.

Jesteśmy dziwnym narodem. Lubimy stawiać krzyże. Stawiamy krzyże rozmaite, gdzie się tylko da. Na ulicach, placach, polach, w górach, w przydrożnych rowach... Znaczymy miejsca swoich nieszczęść. Pełno ich w państwowych urzędach, szkołach, firmach. Jakbyśmy tą manifestacją wiary, chcieli przesłonić nasze niecne uczynki. Symbol pączkuje poza wszelkim prawem i rozsądkiem. To, czego za dużo, rodzi się z tego, co niezdrowe. Można umieścić krzyż w najdziwniejszym miejscu. Ale nie można go stamtąd ruszyć! Kiedyś tam paru miłośników "krzyżowania" wszystkiego z AWS-u zawiesiło ukradkiem krzyż w sali sejmowej. Diabli wiedzą, dlaczego w tajemnicy, a nie z podniesioną przyłbicą, czy choćby po głosowaniu. Były protesty, ale nie znalazł się odważny heretyk, który zdjąłby ten krzyż ukradkiem, ale z szacunkiem. Ten sejmowy krzyż, na który patrzą z nadzieją głównie przegrani posłowie PIS-u, ani nie umoralnia posłów, ani nie dodaje im rozumu. Po prostu, wisi sobie i już całkiem spowszedniał. Czy nie da się go godnie, jak chce Palikot, zdjąć? Nie da się i już.

Ostatnio wróciła sprawa krzyży stawianych na poboczach dróg, znaczących miejsca tragicznych wypadków. Nie wystarczają groby i świeczki na cmentarzach. Wypadków drogowych mamy coraz więcej. Nasze publiczne drogi staną się prawdziwymi "drogami krzyżowymi". Sa tacy, którzy twierdzą, że to lepsze niż policyjne radary. Kierowca z obrazem śmierci przed oczami zajedzie do celu szczęśliwie. Tyle, że ponury. Władze miejskie Gdańska i Pruszcza doszły do słusznego wniosku, że krzyże stawiane przy chodnikach, na rondach i skrzyżowaniach, stanowią zagrożenie dla ruchu i nie zdobią miasta. Gdańsk chce je przenieść na cmentarz. Może na jakieś specjalne miejsce. Tylko kto to wyrwie z ziemi ? Pruszcz nie chce ruszać swoich krzyży. Sprytni radni wymyślili, żeby tych, co je wkopali, obciążyć podatkiem gruntowym. 2 złote od metra kwadratowego zajmowanego przez taki samowolny krzyż. Jeden z radnych pocieszał w telewizji, że przecież taki mały krzyżyk, to zajmuje ziemi tyle co nic. Ot, jakaś złotówka rocznie. Absurd puchnie jak żaba po przepiciu. Nie namawiam, broń Boże, do profanacji. Tylko do "odkrzyżowania" myślenia. Nawet nie wiem już w imię czego. Byle czego.'

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!