W rewanżowym meczu półfinału Challange Cup "Akademicy" ponownie okazali się lepsi od rumuńskiego Tomis Constanca. - Jesteśmy w finale, to dla nas historyczny dzień - nie krył swojej radości trener Radosław Panas.

Zanim spotkanie na dobre się zaczęło, z powodu awarii protokołu elektronicznego, zostało przerwane na ponad pół godziny. Przy stoliku sędziowskim panował taki chaos komunikacyjny, że najpierw sprawdzano czy drużyna gości nie popełniła błędu ustawienia, a dopiero później podano informację o rzekomych problemach technicznych. Finał zamieszania był taki, że to Politechnice odjęto punkt.

Po powrocie na parkiet lepiej prezentowała się drużyna Panasa. Bardzo pewnie grali przyjmujący Krzysztof Wierzbicki i Wojciech Żaliński, obchodzący tego dnia imieniny Patrick Stuerewald często gubił blok Tomisu. Rumuńska drużyna przyjechała do Warszawy bez swojego podstawowego rozgrywającego Blanco. Jego zmiennik, Macedończyk Leskov nie najlepiej rozumiał ze środkowymi, co kosztowało gości stratę kilku punktów i w efekcie set.

W drugiej partii "Inżynierowie" złapali zadyszkę. Spadł procent dobrego przyjęcia, w ataku aż sześć razy nadziali się na blok rywali. Najjaśniejszą postacią Tomisu, podobnie jak w Constancy, był kenijski atakujący Phelipe Maiyo, najlepiej punktujący (18 pkt) zawodnik całego spotkania. I w tej partii nie obyło się bez przymusowej przerwy - elektronika znowu zawiodła, choć tym razem tylko na kilka minut.

Scenariusz kolejnych setów dyktował przede wszystkim stres. - Stawka trochę
paraliżowała - przyznał kapitan gospodarzy Marcin Nowak. Akcje z obu stron był szarpane, dość pasywna gra w obronie nie sprzyjała atrakcyjności. W Politechnice chimerycznego Mikołajczaka zastąpił wracający po kontuzji Grzegorz Szymański. Były reprezentant Polski wniósł nową jakość do zespołu i przede wszystkim odciążył Żalińskiego i Wierzbowskiego. Na siatce dobrze układa się współpraca Steuerwalda z Maciejem Zajderem, który również nękał przyjmujących Tomisu mocną zagrywką. - Byliście drużyną grającą równiej i to zadecydowało o zwycięstwie - podsumował szkoleniowiec gości Argentyńczyk Jorge Cannestacci. Radosław Panas zapytany o to, z kim chciałby się zmierzyć w finale odpowiedział, że nieważne, liczy się to, gdzie jego zespół dotarł w swoim pierwszym w historii sezonie w europejskich pucharach.

Siatkarze Politechniki, zmagającej się od wielu miesięcy w dramatycznej sytuacji finansowej, oprócz prestiżu walczą o nowe kontrakty prawdopodobnie w nowych klubach, bo wyjścia z obecnego kryzysu na razie nie widać.

W pierwszy meczu w Constancy "Akademicy" wygrali po tie-breaku.

AZS Politechnika Warszawska - Tomis Constanca 3:1 (25:22, 21:25. 25:22, 25:20)

Awans: AZS


AZS: Patrick Steuerwald, Paweł Mikołajczak, Wojciech Żaliński, Krzysztof Wierzbowski, Maciej Zajder, Marcin Nowak, Damian Wojtaszek (libero) oraz Maciej Gorzkiewicz, Grzegorz Szymański, Kreek.

Tomis: Marin Lescov, Philip Maiyo, Mladen Bojović, Maximo Torcello, Florin Voinea, Laurentiu Fabian Birau, Joel Alexander Silva Pantoja (libero) oraz Radu Began, Dragos Cristian Pavel, Spinu

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!