Brak sukcesów w ewangelizacji duchowni próbują sobie zrekompensować przymuszaniem wiernych do przestrzegania przykazań przy pomocy sankcji egzekwowanych przez aparat państwa.

Zaraz po tym jak odsunięto komunistów od władzy wicepremier nowego, prawicowego rządu oświadczył publicznie, że „nieważne czy Polska będzie bogata czy biedna, ważne żeby Polska była katolicka. Było to oficjalne wezwanie nowej władzy do budowy państwa wyznaniowego.

Priorytetem mocno forsowanym przez wpływowe Zjednoczenie Chrześcijańsko- Narodowe stała się budowa państwa na religijnym, katolickim kręgosłupie. Wszystkie inne aspiracje w tym materialne, zrzucającego peerelowski gorset społeczeństwa miały zejść na dalszy plan.

Rozwój wydarzeń bez reszty potwierdzał słowa Henryka Goryszewskiego. Zwycięscy hierarchowie przekuwali swoją duchową potęgę na materialny dostatek z widocznymi znamionami luksusu. Mocą zwykłej instrukcji wprowadzono religię do szkół a wraz z nią tysiące etatów dla księży i cywilnych katechetów. Służby mundurowe i szpitale otrzymały duchowe wsparcie w postaci całych zastępów opłacanych z budżetu kapelanów. Słynna Komisja Majątkowa zwracała Kościołowi z nawiązką dobra przejęte przez państwo.

Wydawało się, że rodzi się i rośnie w siłę państwo wyznaniowe. Dostojnicy kościelni zajęli poczesne miejsce wśród najwyższych dostojników na państwowych uroczystościach. Ceremoniał pokropku znalazł się w centrum społecznego zainteresowania. Kropidło i woda święcona wróciły na pierwszy plan, znacząc wielkość polskiego Kościoła pławiącego się w blasku niezwykłego papieża Polaka. Nie po raz pierwszy jednak potwierdziło się porzekadło o miłych złego początkach. Okazało się, bowiem, że para poszła w przysłowiowy gwizdek.

Kościół szybko uwikłał się w polityczne rozgrywki. Hierarchowie ni potrafili wznieść się ponad ideowe podziały i po rozgromieniu postkomunistów w przygniatającej większości opowiedzieli sie duszą i ciałem po stronie radykalnej formacji prawicowej. Tym samym stali się stroną w zmaganiach o władzę, prowadzonych przez wrogie sobie frakcje wywodzące się dawnej „Solidarności”. Zapominając o przestrodze: „nie graj Wojtek, nie przegrasz portek” ponieśli wraz z sojusznikami z politycznej sceny kilka bolesnych porażek wyborczych.

Cezurą były ostatnie wybory parlamentarne, które wprawdzie potwierdziły dość silne nadal poparcie społeczne dla Kościoła, ale też ukazały wyraźną i stałą tendencję spadkową jego wpływów. Okazało się, że ogarnięte konsumpcyjnym szałem społeczeństwo nie potrzebuje już noszących sutanny przewodników duchowych. Rząd dusz przejmują sukcesywnie i nieodwołalnie celebryci oraz cudaki hasające na elektronicznych i wdzięczące się na gazetowych obrazkach. W rolę nowych świątyń wcieliły się galerie handlowe i hipermarkety.

Siłą sprawczą obyczajowych przemian jest wprawdzie wiejący z Zachodu potężny wiatr konsumpcjonizmu, nihilizmu i relatywizmu moralnego, ale nie w mniejszym stopniu Kościół sam sobie jest winien skoro nie przestawił oferty dla tej części wiernych, która nie daje się nabrać na prymitywną, ksenofobiczną propagandę płynącą z toruńskich rozgłośni ojca dyrektora. Nie przyniosło też efektów poluzowanie rytualnych rygorów i obniżenie etycznych progów, żeby utrzymać szerokie rzesze wiernych kultywujących praktyki religijne.

Zmiany w prawie cywilnym zapewniające kapłanom prawo do udzielania ślubów ze skutkiem prawnym początkowo uznane za wielki sukces w efekcie Kościołowi na dobre nie wyszły. Okazało się, bowiem, że młode pary wcale nie garną się na ślubny kobierzec i roku na rok coraz częściej mieszkają sobie na „kocią łapę”. Ślubowanie przed ołtarzem jest wypierane przez wpis na Facebooku informujący o zmianie statusu z "wolny" na "w związku". Wstydliwym zjawiskiem stał się tak zwany sponsoring, czyli prostytucja wśród studentek.

Brak sukcesów w ewangelizacji duchowni próbują sobie zrekompensować przymuszaniem wiernych do przestrzegania przykazań i zaleceń przy pomocy sankcji egzekwowanych przez państwo. Hierarchowie wciąż naciskają na Sejm w sprawie ustanowienia takich regulacji prawnych, które mogłyby zapewnić przestrzeganie całkowitego zakazu aborcji, in vitro i stosowania środków antykoncepcyjnych. Dotyczy to także drastycznego ograniczenia handlu w niedziele i dni świąteczne, ale szukanie wsparcia w aparacie przymusu to dotkliwa porażka.

Cokolwiek groteskowo brzmią gorzkie żale duchownych o rzekomej dyskryminacji katolików w kraju, gdzie państwo hojną ręką łoży na potrzeby Kościoła utrzymując fundusz kościelny, wyznaniowe uczelnie, szkoły, katechezę i kapelanów. W Polsce gdzie katolicy zajmują w ponad dziewięćdziesięciu procentach stanowiska w rządzie, Sejmie i na wszystkich szczeblach administracji. W państwie, gdzie premier usankcjonował przed ołtarzem swoje małżeństwo a prezydent ostentacyjnie obnosi się ze swoją religijnością.

Prawda jest jednak bezlitosna. Kurczy się i zanika religijność duchowa ustępując miejsca fasadowej. Okazało się, że Polska katolicka to już była. Zaskakujące, że istniała za czasów represyjnej, zwalczającej wszelki kult religijny komuny. Z wewnętrznej potrzeby ludzie uczestniczyli w obrzędach religijnych. Powstrzymywali się od jedzenia na wiele godzin przed przystąpieniem do sakramentu. W ukryciu milicjanci i partyjni funkcjonariusze zawierali kościelne małżeństwa i wysyłali dzieci do komunii. Tamta Polska dała światu Wielkiego Papieża.

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku.
Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!