Niespełna 15 miesięcy Robert Maaskant stał za sterami Wisły. Ostatnie tygodnie pracy Holendra w Krakowie były rozczarowujące, ale to z nim na ławce wiślacy wrócili na pierwszy stopień podium w lidze i występują w fazie grupowej Ligi Europy.

Pod koniec maja, noszony na rękach przez piłkarzy, cieszący się zaufaniem działaczy, kochany przez kibiców, tłumnie skandujących jego nazwisko na zapełnionym po brzegi krakowskim rynku, doceniony przez dziennikarzy za niesztampowe opinie, wysoką kulturę osobistą i poczucie humoru. Dziś, przy dezaprobacie tych samych fanów, którzy deklarowali niezachwianą wiarę w jego wizję drużyny, "skazany" przez część mediów, żegna się z zawodnikami bez blasku reflektorów.

Po dwóch latach odzyskał dla Wisły tytuł mistrza Polski. Wygrał pięć meczów z rzędu w eliminacjach Ligi Mistrzów. W szóstym, w Nikozji, na trzy minuty przed końcem był o krok od historycznego dla klubu awansu do piłkarskiego El Dorado. Na pocieszenie została Liga Europy.

Jeszcze w poniedziałek po południu poprowadził trening. Wieczorem, na oficjalnej stronie klubu, pojawił się komunikat o rozwiązaniu z nim umowy.

Dobre złego początki

Pierwsze tygodnie Holendra pod Wawelem nie były rewelacyjne. Odziedziczył drużynę przygnębioną kompromitacją z azerskim Karabachem, zdekompletowaną chaotyczną polityką transferową. W pierwszych 8 spotkaniach pod jego batutą "Biała Gwiazda" zdobyła zaledwie 9 punktów, przegrywając m.in. w ligowym szlagierze z Lechem 1:4. Fakt, że prezes Cupiał nie słynął z cierpliwości do trenerów, uwiarygodniał krążące przy Reymonta plotki o zakończeniu współpracy z trenerem. Jego przyszłość miała się wyjaśnić po derbach z ostatnią w tabeli Cracovią. Gol Nourdina Boukhariego w 94 min. odsunął widmo dymisji.

Niemal dokładnie rok później, historia zatoczyła koło - i tym razem derby Krakowa miały przesądzić, o być albo nie być Masskanta. I tym razem Wisła przyjeżdżała na stadion przy ul. Kałuży po blamażu 1:4 (z Fulham), i tym razem jej lokalni rywale nie mogli odbić się od dna Ekstraklasy. Ale tym razem jego podopieczni zawiedli.

Maaskant dostarczył zarządowi Wisły wielu argumentów do - co najmniej krytycznych - rozważań w sprawie przedłużenia wygasającego latem kontraktu. Porażki przed własną publicznością z beznadziejną w tym sezonie Lechią i skromnym Podbeskidziem, plus iluzoryczne szanse na wyjście z grupy w LE zostały odebrane jako wyniki poniżej aspiracji.
Były szkoleniowiec NAC Breda może znaleźć wiele wytłumaczeń na swoje usprawiedliwienie. Absencja zawodników tworzących szkielet drużyny - Meliksona, Małeckiego i Sobolowskiego, musiała odbić się na jej jakości. Ekstraklasa? Siedem punktów straty do prowadzącego w tabeli Śląska na obecnym etapie rozgrywek to jeszcze nie powód do abdykacji w walce o obronę tytułu. Europejskie puchary? APOEL, typowany jako najsłabszy z potencjalnych rywali na ostatniej prostej do Champions League, po wygranych z Zenitem Sankt Petersburg i FC Porto jest dziś liderem swojej grupy. Chłodno oceniając siłę Wisły, trudno oprzeć się wrażeniu, że mogła być równorzędnym przeciwnikiem dla wicemistrza Holandii z Enschede i byłego finalisty Ligi Europy Fulham.

Maaskantowi, który na stanowisko dyrektora sportowego zaprosił swojego rodaka Stana Valckxa, zarzucano stawianie na obcokrajowców. Mimo ograniczonych środków na transfery, do Krakowa sprowadzono takich piłkarzy jak Melikson, Pareiko, Genkow, Iliew czy David Biton, których umiejętności przekonują do nie zaglądania w paszport. Żaden inny zespół w Ekstraklasie nie mógł pochwalić się lepszą skutecznością na rynku transferowym.

Do końca rundy jesiennej obowiązki Holendra przejął jego dotychczasowy asystent Kazimierz Moskal. Będzie on... 22. trenerem w erze Tele-Foniki na Reymonta.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!