Od kilku tygodni żyjąc spokojnie na drugim krańcu Polski obserwuję eskalację konfliktu między ekologami a mieszkańcami okolic Rospudy.

Ponieważ plan budowy drogi, a szczególnie autostrady o strategicznym znaczeniu nie powstaje z dnia na dzień, byłoby nie od rzeczy podać do wiadomości (tak jak całą awanturę) od ilu lat o tej nieszczęsnej autostradzie myślano, ile lat trwały konsultacje najwyższej klasy fachowców i z którą frakcją ekologów projekt był skonsultowany.




Taka bowiem wzmianka, rzucona nieomal szeptem padła z ust kogoś broniącego projektu w czasie jednego z licznych reportaży telewizyjnych. Ponieważ bez udziału "zielonych" tego rodzaju projektów się nie dokonuje.


Wszystko to trwa od kilku ładnych lat. Awantura wybucha na pięć minut przed rozpoczęciem budowy. Ekolodzy urządzający spektakularne happeningi na drzewach, demonstrujący szalone poświęcenie dla sprawy (jedyne chyba mroźne dni w czasie ciepłej zimy), bezrobotny "komponujący" w wielkim kotle gorącą zupę - wszystko to niezwykle efektowne a wręcz rozrywkowe oglądamy my - mieszkańcy reszty kraju z uczuciami mieszanymi.


Sytuacja sprzyja - przy okazji - zmieszaniu z błotem urzędującego ministra Szyszki, przypisaniu mu prywaty na okoliczność całkiem innej drogi, pokazywania zziębniętych reporterów telewizyjnych oraz łasicy, która zmyka przed kamerą, bo operator podszedł za blisko.


Nie obchodzi mnie zbytnio dobra czy zła opinia o ministrze. Da sobie radę tak jak wszyscy inni w podobnych okolicznościach i na cztery łapy spadnie.


Interesuje mnie jednak druga strona sceny - demonstracje mieszkańców mających wyżej uszu tirów, ciągnących nieprzerwanym sznurem. Dla nich przeciwstawienie śmierci ludzi pod kołami z zaburzeniem ekosystemu bagien nie wytrzymuje porównania. Nie znam się na tym, ale ekosystemy potrafią się własnymi sposobami odradzać, o czym świadczy chociażby aktualny kłopot z nadmiarem bobrów. Zapewne spotkają mnie tu gromy i pouczanki ze strony zwolenników bagien lub przeciwników autostrady.


Wracając do głównej sceny, zdeterminowani mieszkańcy sięgnęli po oręż w naszym kraju ostateczny, któremu nikt nie ośmiela się przeciwstawić - a mianowicie po krzyże, mające ostatecznie uzmysłowić zielonym o co walka się toczy. Nad tymi wszystkimi pokojowymi dysputami czuwa na wszelki wypadek policja, bynajmniej nie z gołymi rękami.


Przedstawienie podsycone zostało skutecznie przez wybitne osobistości, które są za a nawet przeciw: pani prezydentowa jako pierwsza dama, pani Gosiewska jako zapewne dama numer dwa, pan prezydent który jest za zielonymi (chyba tak?) oraz pan premier, który chce ogłosić referendum. Ten ostatni pomysł ja osobiście bardzo popieram, bo przy okazji pytania czy potrzebna jest autostrada, można zapytać mieszkańców czy Polska powinna zostać przekształcona w europejski skansen przyrodniczy. Bo jeśli tak, to przecież wystarczy pobudować nad każdą ruchliwą drogą kładki dla tubylców. Będą bezpiecznie przechodzić ponad tirami na każdą stronę każdej drogi. A od turystów z Europy, którzy przyjadą podziwiać naszą przyrodę łącznie z tubylcami i zielonymi na drzewach, będzie można pobierać opłatę za wstęp. Byłby z tego niezły biznes.


 


Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!