Co prawda do wakacji jeszcze daleko, ale już serwisy internetowe publikują oferty prac sezonowych. Wbrew pozorom nie jest łatwo znaleźć posadę na "godziwych" warunkach. Większość młodzieży szuka ofert z zakwaterowaniem, wyżywieniem i oczywiście dobrze płatnych.

Magda i Kasia po raz pierwszy podjęły się pracy sezonowej, mając 17 lat. Dziś już nie korzystają z takich ofert, ale zgodziły się opowiedzieć o realiach takiej pracy.

Młodzi ludzie najczęściej w wieku licealnym rozpoczynają poszukiwania wakacyjnych fuch. Po co? Czy nie lepiej korzystać z wolnego czasu i odpoczywać od roku szkolnego?
- Myśl o spędzeniu dwóch miesięcy w domu z rodzicami jest straszna. Bez kasy, bez planów. Musisz się prosić o kieszonkowe i meldować się przed każdym wyjściem. Jest to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Taki wyjazd daje ci możliwość usamodzielnienia się. Kiedy o nim myślisz, perspektywa "nieznanego" wydaje się być bardzo kusząca - śmieje się Magda, studentka architektury.

Jak znalazłyście pierwszą pracę?
Przez koleżankę, której znajomi prowadzili duży ośrodek kolonijny w nadmorskiej miejscowości. Zaproponowała, czy nie chciałybyśmy zatrudnić się na miesiąc. Długo się nie zastanawiałyśmy. Spakowałyśmy manatki i po 12 h jazdy autobusem, byłyśmy na miejscu. Dodam, że większość rzeczy, jakie zabrałam to sukienki i stroje kąpielowe. To był mój błąd - mówi Kasia, studentka biotechnologii.

Co masz na myśli?
Uwierz, że na "obieraku" sukienka w kwiatki jest mało użyteczna. Chyba, że chcesz nią wytrzeć podłogę. (śmiech)

Było aż tak ciężko?
Przez pierwsze dni. Później się człowiek przyzwyczajał. Jak się wyrabiałyśmy z robotą to miałyśmy nawet czas wolny. Najgorsze było dźwiganie kilkunastokilogramowych worków z ziemniakami, później oczkowanie. Czasami drętwiały kciuki i bolały kręgosłupy. Zdarzało się, że przysługująca ci przerwa przepadała, bo ktoś się nie wyrabiał i trzeba było mu pomóc. Liczyłyśmy się z tym, w końcu w umowie miałyśmy wpisane "pomoc kuchenna". No to pomagałyśmy.

Czyli warunki wam odpowiadały?
Nie do końca. Po jakimś czasie, kiedy zmieniały się turnusy, okazało się, że jest za mało sprzątaczek i musiałyśmy im pomagać. Po skończonej pracy biegłyśmy odkurzać, zmieniać pościel i szorować toalety. Nawet sobie nie wyobrażasz, co zostawiały po sobie dzieciaki. Oczywiście, nie zostałyśmy za to dodatkowo wynagrodzone. Co prawda, dostawałyśmy jedzenie, ale śniadania i kolacje to były resztki ściągnięte z niedojedzonych półmisków. Zakwaterowanie też nie było takie, jak sobie wyobrażałyśmy. Pełno robali, stare nienadające się do użytku materace. Dobrze, że woda nie kapała na głowę, tylko ciekła po ścianie. Poza tym to był rodzinny interes, wiec przez ten czas kiedy tam jesteś, żyjesz ich problemami. Nie dość, że byłyśmy zmęczone fizycznie, to i psychicznie. Chociaż z doświadczenia wiemy, że to z czym się tam zetknęłyśmy, nie było takie złe.

Bywało gorzej?
Następnego roku zatrudniłyśmy się na podobnym stanowisku. Oczywiście telefonicznie, bo mieszkamy na południu Polski. Kiedy pojawiłyśmy się na miejscu, szefowa była zaskoczona naszą obecnością. Okazało się, że gdy jechałyśmy ze świadomością, że mamy pracę, ona w tym czasie przyjęła kogoś innego.

I co zrobiłyście?
Nie wiedziałyśmy co robić. Chciałyśmy, żeby nam się chociaż zwróciły pieniądze za bilety. Na szczęście miałyśmy znajomych w tej miejscowości, którzy zgodzili się nas przenocować. Następnego dnia rozpoczęłyśmy poszukiwania. Udało się! Zatrudniłyśmy się w fast foodzie.

No to miałyście dużo szczęścia
I tak i nie. Było bardzo ciężko. Pracowałyśmy po 14 godzin, bez klimatyzacji w 40-stopniowym upale. Do naszych obowiązków należało wszystko, oprócz obsługi kasy. Po dwóch dniach Magdzie tak spuchły stopy, że nie mogła chodzić, pojawiły się także częste krwotoki z nosa. Omdlenia wśród personelu były na porządku dziennym. Szefowa była straszna. Wiesz... jedna z tych, które nigdy nie pracowały, nie zdają sobie sprawy na czym to polega, ale pozjadały wszystkie rozumy. W ogóle nie dbała o swoich pracowników. Na wszystkim oszczędzała. Stary, przerdzewiały sprzęt kuchenny nie nadawał się do użytku, ale oczywiście to była nasza wina, że warzywa są "brzydko" pokrojone. Ciągle miała z kimś konflikty. Jeżeli chodzi o wynagrodzenie, to nie odważyłyśmy się przeliczyć jaką mamy stawkę za godzinę. Jeżeli chcesz cieszyć się pobytem, to po prostu lepiej tego nie robić. W takich sytuacjach musisz wykazać się ogromną siłą i determinacją.

Nie myślałyście o powrocie do domu? Przecież nikt was nie trzymał na siłę.
Był taki moment, kiedy zobaczyłyśmy naszą kwaterę. Nazwałyśmy ją kurnik. Było to pomieszczenie może ze 4 na 3 metry kwadratowe, w którym mieściły się 3 "więzienne" łóżka piętrowe. Mebli oczywiście nie było, więc ciuchy trzymałyśmy w walizkach, wszystko było wilgotne i stęchłe. Mieszkaliśmy w sześcioro, razem z chłopakami. Kurnik był mały, jednak na ścianach znalazło się miejsce na grzyba (śmiech). To miejsce było tak okropne, że jak było ciepło, to szłyśmy spać na plażę. Jedyne co nas tam trzymało, to fajni ludzie.


Czyli znajdzie się czas i siłę na rozrywkę?
Knajpa była czynna całą dobę. Z reguły jak kończyliśmy zmianę o 24, to biegliśmy na plażę. Nie zdarzało się to często, gdyż wisiała nad nami myśl o kolejnym ciężkim dniu, ale było miło. Pracowało tam wielu naszych rówieśników. Z większością się dobrze dogadywałyśmy. Niektóre znajomości utrzymujemy do dzisiaj. To był niezapomniany czas.

O czym należy pamiętać i czego można się nauczyć na takim wyjeździe?
Zależy od pracy, jaką wykonujesz. Młoda osoba, która podejmuje się takiego zadania, a nie oszukujmy się, z reguły praca jest fizyczna, nie zdaje sobie sprawy, co ją czeka. Na pewno nie należy się nastawiać na sielankę. To jest ciężka harówa za nieduże pieniądze. Nawet jak ustalisz warunki na jakich pracujesz, wszystko się może zmienić. Jeśli się z tym nie liczysz, może cię spotkać wielkie rozczarowanie. Poza tym dowiadujesz się o sobie nowych rzeczy. Sprawdzasz swoją wytrzymałość psychiczną i fizyczną. Uświadamiasz sobie, gdzie są twoje granice. Jeśli chodzi o naukę, to potrafimy zrobić świetne ozdoby z marchewki do potraw. - śmieje się Magda. - No i oczywiście trzeba pamiętać o "roboczych" ubraniach - dodaje Kasia.

Mówiłyście, że już nie wyjedziecie na wakacyjny zarobek. Dlaczego?
Co roku tak mówimy (śmiech).

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!