Arsenal pod przewodnictwem Arsene'a Wengera jeszcze nigdy nie zakończył sezonu niżej od Tottenhamu. Jeszcze w sobotę, 3 marca, Tottenham, miał 10 punktów przewagi nad Arsenalem, obecnie ma już tylko 4.

Nie jest to taki pierwszy przypadek, kiedy Tottenham toczył zacięty pojedynek z Arsenalem o 4 miejsce w tabeli Premiership. Kilka lat temu Tottenham przegrał w derbach Londynu z West Hamem United - ten mecz przesądził o losach rywalizacji klubów z Londynu o pozycję na finiszu ligi.

Wokół tego sławnego spotkania krąży legenda; przed meczem ówczesny trener "Kogutów" Martin Jol nie mógł wystawić wielu piłkarzy z podstawowego składu. U wielu z nich stwierdzono zatrucie pokarmowe. Kibice "Kogutów" twierdzą, że ich podopieczni trafili w jednej z restauracji na kelnerów, którzy kochali do szaleństwa Arsenal i w związku z tym postanowili ich otruć. Choć nie wiadomo, jak było w istocie, faktem jest to, że Jol nie mógł skorzystać z wielu graczy i w prawdopodobnie najważniejszym meczu tamtego sezonu przegrał wyraźnie z West Hamem.

Potem wyzwanie Arsenalowi rzucił Martin O'Neill i jego Aston Villa. "The Villans" nawet przez jakiś czas znajdowali się na upragnionej 4 pozycji i mieli kilka punktów przewagi nad zespołem z Londynu. Jednak na ostatniej prostej Aston Villa nie podołała zadaniu i Arsenal na finiszu rozgrywek odrobił straty.

Wydaje się, że sytuacja w obecnym sezonie jest bardzo podobna. Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić, żeby ten wspaniały Tottenham, który jest rewelacją rozgrywek mógłby skończyć ligę niżej od Arsenalu. Teraz jest to całkiem prawdopodobne - obecnie różnica między obydwoma klubami wynosi tylko 4 punkty. Dość powiedzieć, że jeszcze 2 tygodnie temu Tottenham miał 10 punktów przewagi nad Arsenalem.

Wszystko to układa się w zrozumiałą całość: przełomowym meczem w tej rywalizacji może być ich ostatni bezpośredni pojedynek na Emirates Stadium. Tottenham wygrywał 2:0 i miał Arsenal na widelcu, jednak drużyna Arsene'a Wengera wyszła z tej trudnej sytuacji w imponującym stylu i wygrała 5:2. Mecz z Tottenhamem dodał skrzydeł "Kanonierom", którzy zwyciężyli Liverpool na Anfield Road i o mało nie wyrównali strat w dwumeczu z Milanem (Arsenal przegrał na San Siro 4:0, a u siebie wygrał 3:0).

Według Harry'ego Redknappa, głównym celem jego zespołu nie była walka o mistrzostwo, ale skończenie ligi najwyżej ze wszystkich drużyn Premier League pochodzących z Londynu. Stawiam, że to mu się nie uda. Twierdzę, że Arsenal obroni status quo i ponownie pod przywództwem francuskiego menadżera w lidze znowu będzie lepszy od Tottenhamu.

Niemałą rolę, w ostatnich sukcesach "Kanonierów" odegrał Wojciech Szczęsny; w szczególności obroniony przez niego rzut karny w meczu z Liverpoolem musi budzić podziw. To jeszcze jedna nauczka dla naszych zawodowych narzekaczy, którzy z kilku słabszych występów Wojtka uczynili oręż do ataków na jego osobę. Szczęsny jest dzisiaj, obok Van Persiego oraz Songa, najważniejszym zawodnikiem drużyny. Nie oceniajmy bramkarza przez pryzmat liczby bramek wpuszczonych w danym meczu. Czasami można wpuścić na Old Trafford osiem i nie mieć przy tym żadnej winy.

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku.
Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!