(© Michał Hodurek)

Dawno temu, Juliusza Verne'a pewnie mieli za wariata, kiedy pisał o statku podwodnym. Gdyby jeszcze niedawno ktoś mi powiedział, że z podręczników znikną słowa mama i tata, usłyszałby śmiech. A jednak. Mamy nasz "upragniony" liberalizm.

Od pewnego czasu napływają do nas doniesienia ze świata, którym można by nadać wspólny tytuł "Nie dla dyskryminacji". We Francji już dawno w szkołach nie ma krzyży, a w wielu firmach Wielkiej Brytanii zabronione jest wysyłanie kartek urodzinowych znajomym z pracy, z obawy, że niektóre komentarze mogą być źle zinterpretowane i być przejawem dyskryminacji w pracy.

Z kolei gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger wprowadził przepisy, które nakazują wykreślenie z podręczników szkolnych słów "mama" i "tata". Ten ostatni, najbardziej absurdalny pomysł, w imię szeroko pojętego liberalizmu, ma być według pomysłodawców, uszanowaniem mniejszości seksualnych. Od teraz - niestety - już tylko krok do tego, by dzieciom zakazać w ogóle używać tych słów w mowie.

Do tej pory przykładowe zdanie wygląda następująco: "Wczoraj byłem z tatą na meczu, a mama została w domu". W najbliższej przyszłości ta sama kwestia może wyglądać tak: Wczoraj byłem z rodzicem 1 na meczu, a rodzic 2 został w domu". Paranoja? A jednak. Podobne nazewnictwo funkcjonuje już w dokumentach kilku amerykańskich stanów. Dojdzie do tego, że każdy będzie musiał się pilnować co i do kogo mówi, bo jak się mu wymknie słowo "zakazane" to koniec. My przerabialiśmy to już podczas zaborów i "za komuny".

Teraz wszyscy mają swoje prawa, ale - niestety - w imię wolności i szacunku dla jednych ogranicza się prawa innych. Pozostaje czekać tylko kiedy wegetarianie będą czuli się dyskryminowani, że owoce i warzywa drożeją, a oni muszą płacić tak samo jak ci, którzy od nich stronią. Palący powiedzą, że się ich ogranicza wprowadzając zakaz palenia w pubach czy restauracjach, a ja się poczuję urażony, że maszynka do mięsa jest dla praworęcznych. Nasuwa się pytanie: dlaczego to większość ma się dostosować do mniejszości, a nie na odwrót?

Jednym słowem najlepiej żeby wszystko było neutralne. To smutne, ale taka jest - niestety - tendencja. Wtedy punk już nie zrobi sobie irokeza, bo "moherowa babcia" się przeżegna na jego widok lub go palnie parasolką (co gorsza, może się okazać, że ów punk sam stanie się jak "babcia", bo mu każą beret założyć i będzie jak inni). Następnie wysocy będą podchodzić do niskich na kolanach, bo przecież nie mogą patrzeć na nich z góry - ot dyskryminacja by była przecież.

Kto po przeczytaniu tego tekstu czuje się urażony - jego sprawa. Jednak nawet ci, co nie są teraz urażeni, mogą nieoczekiwanie stać się urażeni tym, że zwróciłem się bezpośrednio najpierw do tych urażonych tekstem. Trudno. A może lepiej nic nie mówmy to nikogo nie urazimy? I tu błąd. Poczują się dyskryminowani ci, co zechcą z nami rozmawiać. Nikomu nie dogodzi, ale na szczęście żyjemy w kraju gdzie jest "mama" i "tata". I niech tak lepiej zostanie.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!