Zamiast romantycznej kolacji przy świecach i kalorycznych deserów czekoladowych skusiłam się na erotyczne przeżycia w Nowym Teatrze. Co widziałam, czego dotykałam i w czym uczestniczyłam – zobacz, a pożałujesz, że Cię ze mną nie było!

Spragniony wrażeń tłum napierał na drzwi przy Puławskiej 37. Samotne osoby, pary, grupy znajomych – wszyscy żądni miłości. Jeśli ktoś przyszedł sam, mógł to szybko zmienić uczestnicząc w Speed Datingu, czyli półtora minutowych mini-randkach w rundach hetero i homoseksualnych. Organizatorzy liczyli zapewne na to, iż impreza rozkręci się na dobre. Bo jaki inny cel miałoby stawianie przy wejściu koszyka pełnego prezerwatyw?

Cunnilingus & fellatio


Z gumkami w kieszeni rozglądam się nieśmiało po wnętrzu budynku. Z każdej sali dobiegają mnie rozmaite odgłosy, okrzyki i westchnięcia. Jestem w centrum erotycznym świata – myślę, oglądając kolejne ekspozycje. Zadbali o nie młodzi malarze, graficy, aktorzy i performerzy z całej Polski. Udowodnili, że o seksie można mówić na miliony sposobów. Na ścianach z prawej strony wiszą komiksy ukazujące ciemne strony związków damsko-męskich. Z lewej ludzie zachęcają „poćwicz z nami język!” - wygra ten, który znajdzie najwięcej seksualnych synonimów. A Ty, ile znasz określeń na „uprawiać seks”, „fellatio” czy „wagina”?

Po oralnych ćwiczeniach czas pobudzić zmysł dotyku. Szklany pojemnik wypełniony czerwoną substancją zachęca do zanurzenia w nim ręki. Podciągam rękawy, ostrożnie badam powierzchnię i... to jest kisiel! Klejący się zakochani wkładają dłonie coraz głębiej, by oddać się obezwładniającej przyjemności. Potem wystarczy zlizać z siebie truskawkową mieszaninę i można iść dalej.

Why does the bunny polish his carrot?


W ciemnym pokoju na końcu korytarza, przy włączonym telewizorze siedział sobie... królik. Ruchoma futrzasta rzeźba z zaciętym wyrazem twarzy „strugała sobie marchewkę”. Ludzie dosiadali się, robili zdjęcia a podekscytowane dziewczyny sprawdzały twardość marchewki... Pomysłodawca, Wojtek Pustoła opisuje projekt słowami: „W świecie wypełzającego z billboardów erotyzmu i pozornej potencji zawartej w niebieskiej pigułce, samotność jest kategorią co najmniej niemodną. Pożądanie nie nadąża za rzeczywistością. Napięcie rośnie...”

Ale nawet osobliwe zwierzę nie zatrzymało odwiedzających, gdy rozeszła się wieść o lekcjach tańca na rurze. Niestety zakazano robienia zdjęć, nie mówiąc już o filmowaniu, ale dzięki temu mogłam oddać się muzyce i podziwiać wdzięki tancerek. Z gracją ocierały się o metalowy pręt bądź zsuwały się z niego eksponując jędrne ciała. Gdy do asystowania poproszono jednego z panów z widowni, był wprost wniebowzięty, czego nie można powiedzieć o jego dziewczynie... Ale nie ma miłości bez zazdrości i trzęsąca pośladkami kobieta skutecznie podniosła temperaturę na sali.

Podniecenie sięgnęło zenitu – żądni bliskości młodzi ludzie udali się do sali tanecznej na „silent disco”. Każdy dostał słuchawki i mając do wyboru trzy kanały z różną muzyką bounce'ował do groovy funky sexy, cinematic slow bądź body booty party. Akcent na wolne kawałki sprzyjał pogłębianiu znajomości.

Imperium zmysłów


Po takich doznaniach nie wiedziałam czego jeszcze mogę się spodziewać, a penetracja ostatniego pomieszczenia była wciąż przede mną. Z zawiązanymi oczami wchodzę do pokoju. Nie wiem co mnie czeka, czyjeś dłonie prowadzą mnie do środka i nakierowują na linę. Ostrożnie stawiam stopy i powoli przesuwam się do przodu. Orientalna muzyka i szepty dookoła budują niesamowite napięcie. Natrafiam na coś szorstkiego – to kostki cukru, jedna dotyka moich ust i po chwili czuje rozpływającą się słodycz. Dalej moje dłonie buszują w aksamitnym futerku. Ktoś łaskocze mnie po szyi piórkami, dochodzi do mnie zapach kwiatów. Ocieram się o jakieś postaci, ale nadal nie wiem co jest dookoła i ile osób mi towarzyszy. Na pewno jedna z nich liże mi palce u dłoni... Niepewność miesza się z podekscytowaniem. To była prawdziwa sztuka! Oklaski należą się Renacie Piotrowskiej za ten „swoisty dialog operujący w głównej mierze impulsami i doświadczaniem samego siebie poprzez zmysły”. To nie koniec atrakcji. Teraz ci, którzy mnie dotykali mają zasłonięcie oczy i improwizują taneczny spektakl, muskają publiczność i siebie wzajemnie, kołysząc się w rytm muzyki i oddają swoje ciało potędze zmysłów.

Tak przebiegała demistyfikacja walentynkowego wieczoru pt.: „Prześpij się z tym” zorganizowana przez warszawski Nowy Teatr. Producentka imprezy Joanna Nuckowska mówi: „Ta Akcja ma nam pomóc w przemyśleniu i zweryfikowaniu tematu miłości oraz pokazaniu go w różnych aspektach. Chcemy skłonić uczestników do zastanowienia się nad nowym świętem w naszej kulturze.” Dialog z widzem wpisuje się w profil teatru. Na stronie internetowej czytamy: „Trzeba odejść od tych wypracowanych form: trzy razy gong, gaśnie światło, scena się zamyka, kończy się przedstawienie.” Dyrektor, Krzysztof Warlikowski wychodzi na przeciw publiczności i skłania ją do dialogu. A jakie dialogi prowadziliśmy 14 lutego, to możecie sobie już tylko wyobrażać...

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!