Szedłem pasażem i słyszałem w kółko jedną płytę. Na pamięć znałem kolejność utworów – pierwsze leciało "Bóg się rodzi", trzecie – "Dzisiaj w Betlejem". Wchodziłem do sklepu i słyszałem reklamę Mayday, wychodziłem i znów rodził się Chrystus.

Choć już dawno po świętach, na pytanie "jak minęły"? mam nietypową odpowiedź. Bo jedyne co pamiętam, to przedświąteczny szał zakupów i kolędy, które towarzyszyły nam na każdym kroku podczas wizyty w supermarkecie.

Jak podaje encyklopedia, kolęda to "pieśń religijna związana z obrzędem Świąt Bożego Narodzenia, śpiewana w kościele katolickim od północy z 24 na 25 grudnia (Pasterka) do 2 lutego (...)". Nie mam nic przeciwko anglojęzycznym piosenkom typu "Last Christmas", czy polskim balladom o spadającym śniegu, ale kolędy o tej porze i to w takim miejscu? Słychać je było nawet w toalecie! Łatwiej byłoby mi jeszcze to znieść, gdyby na terenie całego marketu leciało to samo, ale z jednego salonu dochodziło techno, drugi trząsł się od hip-hopu, a na plazmach roznegliżowane panienki... Jak tak dalej pójdzie, to może w kolejną Wigilię będziemy słuchać z rodzinką – z całym szacunkiem do tego rodzaju muzyki – metalu?

"Cicha noc" kojarzy mi się z przystrajaniem choinki, "Lulajże Jezuniu" z wieczerzą wigilijną. Jednak kiedy usiadłem z rodziną przy wspólnym stole, zamiast skupić się na świętach, poczuć tę całą atmosferę, przypomniałem sobie pracę, ból, zmęczenie, stres i obowiązki...

Pamiętajmy o tradycji i nie spieszmy się. Za wszelką cenę staramy się dorównać zachodnim państwom Europy, ale one naprawdę nie we wszystkim są godne naśladowania! Naprawdę wystarczą nam świąteczne bildboardy, ulotki i sztuczny śnieg na szybach, dlatego zachowajcie trochę obyczajowości i miejcie szacunek do naszych uczuć religijnych. Przecież kolęda to modlitwa, która nie powinna kojarzyć się z kolejką do kasy... Od tylu gatunków muzyki w jednym sklepie można dostać rozstrojenia jaźni! Jak będę chciał posłuchać kolęd, to sobie wezmę na zakupy mp3-kę... Ot co.

Jak szczury – psychologia zakupów


Poza kolędami, niektóre sklepy korzystają z najgorszych środków psychologii zakupów. Zarabiają na nas pieniądze przez kuszenie specjalnymi, świątecznymi zapachami. Wypuszczają je do sklepu i w ten sposób zachęcają do wydawania pieniędzy. Nie trudno było poczuć, że każdy sklep inaczej pachnie przez specjalne narzędzia do wydzielania zapachów. Tu czuć było pierniki, tam karpia, a jeszcze gdzieś sztuczne ognie... Skojarzyły mi się doświadczenia laboratoryjnymi na szczurach – wabi się je zapachem, by coś zjadły i coś zrobiły. Nas wabi się zapachem, byśmy coś kupili. Ta sztuczka to powszechnie wykorzystywany w dzisiejszych czasach sposób na zwiększenie efektywności sprzedaży w okresie przedświątecznym. Jesteśmy bardzo podatni na tego typu "pułapki". Pamiętajmy o rozsądnych, inteligentych zakupach, nie dajmy się zwerbować.

Kochani sprzedawcy, nie wichrujcie naszej psychiki tylko i wyłącznie, by podnieść zyski. A nam wszystkim życzę więcej rozsądku i właściwego rozplanowania czasu, by czasem w ferie zimowe nie zacząć już malować jajek i siać rzeżuchy...

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!