(© Bjoertvedt/CC BY-SA 3.0)

Tylko dwa tygodnie pozostały do rozpoczęcia kolejnego sezonu w narciarstwie klasycznym. Przygotowania wkraczają w końcową fazę, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, co dzieje się u niektórych reprezentacji.

Miniony sezon letni był jednym z nielicznych, w którym absolutnie pierwsze skrzypce grali zawodnicy, do tej pory nie zachwycający w Pucharze Świata. Rzadko się zdarza, aby pierwszą piątkę (a nawet ósemkę) klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix okupowali tylko i wyłącznie zawodnicy spoza najlepszej dziesiątki ubiegłej zimy. Co cieszy, w gronie tym znalazło się aż dwóch Polaków, z czego jeden mógł przez pewien czas nosić dumnie żółty plastron lidera cyklu.

Trudno przypuszczać, aby taka tendencja utrzymała się również w nadchodzącym sezonie. Biorąc pod uwagę wciąż niechętne podejście niektórych ekip do uczestnictwa w zawodach na igielicie, grono faworytów powiększa się o znane nazwiska, dla których okres letni stanowił głównie odpoczynek i lekkie treningi. Nie należy również zapominać o skoczkach, których zatrzymały kontuzje lub nie mogli przystosować się do nowych przepisów. Nie wiadomo też, czy „letni dominatorzy” utrzymają świetną formę.

Tymczasem właśnie kluczową kwestią będzie takie dobranie odpowiedniego planu treningowego, by na najważniejszą imprezę sezonu przygotować właściwą dyspozycję. Celem numer 1 dla wszystkich ekip powinny być przede wszystkim Mistrzostwa Świata w Val di Fiemme. Dla niektórych priorytetem może być jednak również Turniej Czterech Skoczni, choć statystyka nie rozpieszcza jego zwycięzców. Sam fakt wygranej w tych prestiżowych zawodach niekoniecznie musi oznaczać powodzenie na następnych imprezach.

Tegoroczne rezultaty w Letniej Grand Prix mogą sprawić, że pierwsze konkursy w zimowej scenerii zapewnią kibicom sporo emocji. Szczęśliwie dla widowiska, na skoczniach pojawiły nowe (stare) twarze, które nie mają zamiaru odpuszczać w walce z dotychczasową elitą. Andreas Wank, Jurij Tepes, Reruhi Shimizu, Taku Takeuchi, Maciej Kot czy Dawid Kubacki – to w gruncie rzeczy również na nich, będą skierowane oczy świata skoków. A nasz wzrok postanowiliśmy zwrócić już teraz.

Uciekając przed zimą

Zacznijmy od Polaków, którzy (podobnie jak Niemcy i Norwedzy) w poszukiwaniu brakującej mocy ponownie udali się do ciepłych krajów. Wybór tym razem padł na turecką Antalyię, w której nasi skoczkowie pracowali głównie nad siłą fizyczną i kondycją. Poza tym podopieczni Łukasza Kruczka głównie odpoczywali, regenerując się przed cięższymi przygotowaniami. Zarówno reprezentacja Niemiec jak i Norwegii tymczasem postanowiły udać się do Hiszpanii – nasi zachodni sąsiedzi zawitali do Andaluzji, a „wikingowie” zabawili na Wyspach Kanaryjskich.
„To był taki mikrocykl, w którym treningu motorycznego było więcej, ale przez to, że do dyspozycji było sporo czasu, zawodnicy mogli poddać się na niezwykle istotnemu elementowi, jakim jest odpowiednia regeneracja. Poza treningiem pływali także na katamaranie, na nartach wodnych, próbowali na desce oraz kąpali się w morzu” – opowiadał serwisowi Łukasz Kruczek.

Co ciekawe, dalsza część planu treningowego Polaków i Niemców był bardzo podobny. Obie ekipy pojawiły się na skoczniach w Oberstdorfie i Klingenthal i obie skorzystały z możliwości oddawania swoich prób już na lodowych rozbiegach, a już we wtorek wyjeżdżają do Lillehammer, gdzie oddadzą pierwsze skoki na śniegu. Według Kruczka, dotychczas dobrze prezentują się nasi letni liderzy, czyli Maciej Kot i Dawid Kubacki, oraz Kamil Stoch.

Nowi bohaterowie: Kot i Wank

Jeśli chodzi o Niemców niewykluczone, iż to ekipa Wernera Schustera może w przyszłym sezonie nawiązać równorzędną walkę z Austriakami. Oprócz Severina Freunda, który przebojem wrócił na skocznie po kontuzji pleców (wygrywając finałowe zawody Letniego Pucharu Świata w Klingenthal), mocnym ogniwem w kadrze jest Andreas Wank – triumfator Grand Prix. 24-latek z Halle przez ostatnie miesiące był prawdziwym liderem niemieckiej ekipy. Dzięki m.in. trzem zwycięstwom odniesionym na igielicie i czterem wizytom na podium powtórzył wyczyn Svena Hannawalda sprzed 13 lat. Nic więc dziwnego, że kibice już ostrzą sobie zęby na konfrontację kolejnej niemieckiej gwiazdy ze ścisłą czołówką. Czy jest w stanie zdobyć Kryształową Kulę? On sam ma inne priorytety.

„Skupiam się głównie na Mistrzostwach Świata, a to wydarzenie wymaga formy. Do tej pory mam zamiar zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wypaść tam dobrze, może nawet wygram trzy medale” – powiedział w wywiadzie dla Niemieckiego Związku Narciarskiego Wank.

Z kolei Polakom narodził się nowy lider – to Maciej Kot, który wygrał dwa konkursy LGP. Pod nieobecność Kamila Stocha, to właśnie on, nieświadomie, przejął symboliczną pałeczkę w swojej reprezentacji. W klasyfikacji generalnej cyklu zajął piąte miejsce i, gdyby nie opuścił zawodów w Hakubie i Ałma-Atach prawdopodobnie zostałby trzecim w historii Polakiem, który na koniec sezonu letniego stanął na podium. Kot wierzy w dobry wynik również zimą, jednak przyznaje, że jego dyspozycja nie jest jeszcze najwyższa.

„Myślę, że jeszcze nie można mówić o takiej formie jak w lecie. Na pewno pierwsze zawody pokażą, w jakiej jestem dyspozycji. Wszystko na razie idzie zgodnie z planem, a moje skoki pokazują, że to co zrobiliśmy tego lata, daje dobre rezultaty. Czuję więc, że wszystko pójdzie dobrze i już początek zimy będzie udany w moim wykonaniu”. – mówi Kot.
Norwegom nie jest śpieszno

Norwegowie, rozochoceni triumfem Andersa Bardala w Pucharze Świata całe lato przepracowali dość spokojnie. W przeciwieństwie do innych ekip, przejście podopiecznych Alexandra Stoeckla ze starych kombinezonów na nowe przebiegało etapami. To oczywiście odcisnęło swoje piętno na ich wynikach (piąte miejsce w Letnim Pucharze Narodów, bezpośrednio za Polską), jednak szkoleniowiec kadry zbytnio się tym nie przejmuje. To zima pokaże prawdziwy potencjał Norwegii, a Austriak stawia dobro całej drużyny ponad wszystko.

„Naszym celem w tym roku jest, aby więcej zawodników znalazło się w czołówce. Sukces Andersa Bardala był świetny, ale nie można pominąć faktu, że wielu innym Norwegom sporo brakuje do czołówki. Chcemy obronić drugie miejsce w Pucharze Narodów i zmniejszyć dystans do najlepszych.” – deklaruje w wywiadzie dla berkutschi.com Stoeckl.

Szczególnie przygotowanie drużyny pod kątem czempionatu we Włoszech będzie istotną kwestią. Norwegia nie może sobie już pozwolić na wpadkę, podobną do tej z Vikersund, kiedy podczas rozgrywanych pod koniec lutego mistrzostw świata w lotach ekipie nie udało się wywalczyć medalu.

W przeciwieństwie do Norwegów, zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia mają Japonia – najlepsza drużyna tegorocznego lata. Nie jest to jednak tak duże zaskoczenie, w porównaniu do tego, co na igielicie wyczyniała wschodząca gwiazda skoków z Kraju Kwitnącej Wiśni – Reruhi Shimizu. 18-latek jeszcze dwa lata temu znajdował się w szerokiej kadrze narodowej kombinatorów norweskich. Jednak w zeszłym roku zrezygnował z uprawiania dwuboju na rzecz skoków, które były jego mocniejszą stroną. Już w trakcie zawodów w Courchevel (które wygrał) udowodnił sobie i wielu, że była to dobra decyzja.

Dobrym bodźcem, który pchnął Japonię do triumfu w Letnim Pucharze Narodów był również Taku Takeuchi (trzeci zawodnik w klasyfikacji indywidualnej cyklu) oraz Yuta Watase (numer 10 na igielicie). Tomoharu Yokokawa, trener reprezentacji, wciąż czeka na Daiki Ito, którego przez cały okres przygotowawczy nie omijały problemy. Najpierw czwarty zawodnik ostatniej zimy nie mógł dostosować się do nowych regulacji, do tego doszły problemy z kolanem, wskutek czego Ito nie znajduje się w składzie na pierwsze konkursy sezonu. Mimo to, szkoleniowiec Japończyków śmiało deklaruje, iż liczy na medal w konkursie drużynowym: „Wiem, że jesteśmy w stanie tego dokonać” – mówi Yokokawa. Japończycy do końca października trenowali w rodzimej Hakubie, a przed rozpoczęciem tegorocznej kampanii oswoją się z obiektem w Lillehammer.
Protest Schlierenzauera

Wśród mistrzów świata – Austriaków panują, jak zwykle, bojowe nastroje, choć pewnym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ostatnie lata, była decyzja o rezygnacji z tradycyjnego wyjazdu do Egiptu na rzecz dwóch zgrupowań – w Innsbrucku i Stams. Być może Alexander Pointner chciał przez to zwiększyć liczbę skoków swoich podopiecznych w kontrowersyjnych kombinezonach. Zwłaszcza że największe gwiazdy: Gregor Schlierenzauer i Thomas Morgenstern znacznie później rozpoczęli przygotowania do zimy, a najmocniejsze zestawienie najbardziej utytułowanej obecnie drużyny mieliśmy okazję oglądać w akcji dopiero pod koniec LGP.

Jednak nie z tego powodu o kadrze Austrii zrobiło się głośno. Dużo zamieszania sprawił list protestacyjny Gregora Schlierenzauera, któremu działania Międzynarodowej Federacji Narciarskiej w kwestii tworzenia nowych przepisów nie przypadają do gustu. Aktualny mistrz świata wyrażał ubolewanie nad tym, iż FIS nie interesuje opinia zawodników. Ta zaś ugięła się pod krytyką „Schlieriego” i… dokonała korekty w przepisach, dzięki której dopuszczalne jest użycie nieco szerszych uniformów, w porównaniu do tych sprzed kilku miesięcy.

Austria ostatnie zgrupowanie zorganizuje tuż przed inauguracją w Lillehammer. Nie wiadomo jeszcze, gdzie skoczkowie będą zbierać ostatnie szlify.

Ciężko przed sezonem trenują również Czesi, Rosjanie i Francuzi. Ci pierwsi pod koniec października pojawili się na skoczni w Oberstdorfie, a przed nimi jeszcze zgrupowanie w Lillehammer. Taki sam wyjazd 17 listopada czeka podopiecznych Aleksandra Ariefjewa, którzy mają już za sobą treningi w Soczi i Klingenthal, „Trójkolorowi” zaś ćwiczyli w Stams oraz Gerardmer (Francja), a przed rozpoczęciem sezonu udadzą się jeszcze do Niemiec.

Znajdź nas na Google+

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!